Recenzja - Runaway: A Road Adventure
Runaway: A Road Adventure - recenzja
Galador, 17 listopada 2003
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ bardzo ładna grafika
+ świetna piosenka tytułowa
+ dobra rozrywka
Wady:
- przewidywalna i schematyczna fabuła
- uproszczone dialogi
- słabo zarysowane postacie
Krótko:
Na Zachodzie gra zrobiła furorę, nic więc dziwnego, że nasze oczekiwania były ogromne. Runaway spełniło wprawdzie tylko niektóre z nich, ale i tak jest to kawał dobrej rozrywki.

Brian Basco studiuje fizykę. Właśnie ma się spełnić jego największe marzenie - dostał propozycję napisania doktoratu u profesora z Berkley. Jednak coś, a raczej ktoś, staje mu na przeszkodzie w drodze do naukowej kariery. To długonoga i długowłosa szatynka o jakże zmysłowych kształtach, która ni stąd, ni zowąd, pakuje się pod koła samochodu Briana. Na całe szczęście nasz bohater nie szaleje na drogach i udaje mu się w porę wyhamować, także dziewczyna uchodzi z życiem. Nieprzytomną piękność Brian zawozi do szpitala. Tu, po ocknięciu się Giny (bo tak jej na imię), okazuję się, że na jej życie dybie mafia, a wszystko to przez tajemniczy krucyfiks. Cóż miał robić nasz Brian? Kontynuować podróż do Berkley i pozostawić niewiastę samą sobie w tarapatach? Pozwolić, by mafiozi dopadli biedną Ginę i dotykali ją swoimi lepkimi łapskami? Oczywiście, że nie! Tym sposobem Brian, na spółkę z graczem, wplątuje się w niezłą aferę. Jeśli jeszcze tego nie wiedzieliście, to właśnie dostaliście odpowiedź na pytanie, dlaczego mężczyźni żyją krócej od kobiet ;).

Początek gry robi spore wrażenie. Bardzo dobrze wykonane intro (ze świetnym podkładem muzycznym), wprowadza gracza w odpowiednią atmosferę i zachęca do poznania dalszej części historii. Niestety, mimo że fabuła Runaway jest poprawna, brakuje jej "tego czegoś", co sprawiłoby, że podczas rozwiązywania zagadek będziemy zastanawiać się nad ich konsekwencją fabularną. Wynika to chyba ze zbyt schematycznego ułożenia scenariusza. Runaway: A Road Adventure podzielone jest na 6 rozdziałów. Każdy z nich rozgrywa się w innym miejscu (z jednym wyjątkiem), a po jego ukończeniu następuje przerywnik filmowy, który posuwa intrygę do przodu. W czasie samego przechodzenia poszczególnych części gry, fabuła praktycznie stoi w miejscu. Zostaje zdegradowana do roli tła spajającego kolejne, jasno określone na początku rozdziału, zadania. Ponieważ przed rozpoczęciem każdego rozdziału dowiadujemy się jaki cel należy w nim osiągnąć, fabuła Runaway staje się bardzo przewidywalna. Przydałoby się więcej jakichś nieoczekiwanych zwrotów akcji, bo jeden czy dwa w końcówce, to zdecydowanie za mało. Schematyczność i przewidywalność perypetii Briana i Giny nie odstręcza wprawdzie od komputera, ale czegoś w tej historii brakuje. Chyba pewnej dozy tajemniczości, napięcia... Bez tego fabuła jest trochę bezbarwna. Mimo to, przerywniki filmowe ogląda się bardzo dobrze, a opowiedziana w Runaway historia daje sporo rozrywki.

Podczas tytułowej ucieczki zetkniemy się z ponad dwudziestoma postaciami (licząc razem z tymi, które pojawiają się tylko w przerywnikach filmowych). W czasie rozwiązywania zagadek porozmawiamy osobiście z piętnastoma z nich. Nie jest to powalająca liczba, tym bardziej, że dialogi w Runaway są bardzo uproszczone. Nie mamy żadnego wpływu na wypowiadane kwestie, za wyjątkiem wyboru ich kolejności, a same rozmowy są według mnie zbyt krótkie. Często nie ma możliwości zadania pytań, które same cisną się na usta. Poza tym postacie przewijają się przez króciutki fragment przygody, po czym nieodwołalnie znikają. Przeważnie ledwo kogoś zaczniemy poznawać, przechodzimy do kolejnego rozdziału i tracimy go z oczu. W grze nie ma chyba żadnego charakteru, który zapadłby w pamięć. Nie nawiązuje się żadna więź gracz-postać, a kiedy któraś osoba ginie to... za bardzo to nie wzrusza. Niektóre postacie mogłyby okazać się ciekawe, jednak relacje z nimi urywają się zbyt szybko, by stały się wyrazistymi, ludzkimi charakterami.

Rozwiązywanie zagadek jest właściwie istotą gry w Runaway. Ponieważ ani fabuła, ani postacie nie potrafią za bardzo przyciągnąć uwagi, skupia się ona na przeszukiwaniu pomieszczeń i kombinowaniu, co by tu zrobić, żeby skończyć rozdział. Zagadki w grze nie należą do trudnych. Wystarczy logicznie pomyśleć jak wykorzystać dostępne przedmioty, by wykombinować wyjście z każdej sytuacji. Najpierw jednak odpowiednie przedmioty trzeba znaleźć, i tu czasem pojawia się problem. Po pierwsze, niektóre rzeczy są na ekranie prawie niewidoczne. Po drugie, często jedną torebkę przeszukać należy kilka razy w odpowiednich momentach rozgrywki, by wydobyć z niej wszystkie potrzebne przedmioty. I po trzecie, niektórych rzeczy nie można zabrać od razu - dopiero kiedy są potrzebne, trzeba sobie o nich przypomnieć. Pomimo trudności z odnalezieniem niektórych przedmiotów, gra nie powinna doświadczonemu graczowi zająć zbyt wiele czasu. Jest to w sumie dość przyjemny spacerek, dający wiele rozrywki i satysfakcji.

Oprawa audio-wizualna stoi na najwyższym poziomie. Ręcznie rysowane tła oraz trójwymiarowe modele postaci wykonane są doskonale. Świetnie prezentują się też przerywniki filmowe, które ogląda się jak najlepszy film animowany. Do tego dochodzi - wyśmienity podczas przerywników filmowych, a całkiem dobry podczas gry - podkład muzyczny. W sumie usłyszymy w grze 24 utwory. Najbardziej podobała mi się tytułowa piosenka "Runaway" - palce lizać :P.

Runaway: A Road Adventure porównywane jest czasem do serii Broken Sword. Według mnie, w porównaniu tym ponosi dotkliwą klęskę. Zarówno pod względem fabuły, jak i postaci oraz humoru, Runaway nie zbliża się do poziomu dwóch pierwszych części BS (jaka będzie trzecia, to się okaże). Nie ma też sensu porównywanie jej do najlepszych gier ostatnich lat: The Longest Journey czy Syberii. Runaway nie ma ani fantastycznego świata i fabuły pierwszej z nich, ani wspaniałego przesłania drugiej. W zamian gra oferuje przyjemne dla oka widoki, miłą uchu muzykę, rozrywkową fabułę oraz przemyślane zagadki. Jest to produkt na pewno powyżej przeciętnej, jednak do doskonałości sporo mu brakuje.

Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.