|
|
Runaway: A Road Adventure
|
Runaway to prawdziwy czarny koń przygodówkowego światka Anno Domini 2001. Ten owoc maleńkiego i bliżej nieznanego Pendulo Studios zdobył ogromną popularność na całym świecie i zgarnął pokaźną pulę branżowych nagród. Przyjemny dla oka, charakterystyczny styl grafiki, zgrabna animacja oraz egzotyczne, ręcznie rysowane lokacje robią bardzo przyjemne wrażenie. Całości dopełnia bardzo udana ścieżka dźwiękowa i nieco mniej udana fabuła, okraszona szczyptą mało wysublimowanego humoru. Oprócz atutów są też i wady - bohater to denerwujący sztywniak, seksowna uwodzicielka Gina ma w polskiej wersji językowej głos swojej matki (albo i babki), niektóre zagadki są wręcz idiotyczne, a sama gra niesie niezbyt moralne przesłanie, przez co nie nadaje się dla najmłodszych. W sumie Runaway prezentuje się jako bardzo solidna przygodówka point & click, której do czołówki gatunku brakuje wprawdzie dobre pół okrążenia, ale i tak zapewni nam kilka udanych wieczorów przed komputerem.
|
Przeciągająca się w nieskończoność polska premiera w ogóle przygodówce Pendulo Studios nie zaszkodziła. Na szczęście od strony technicznej Runaway starzeje się bardzo wolno. Przepiękne dwuwymiarowe lokacje oraz staranna animacja głównego bohatera (który podczas gry wykonuje sporo zaskakujących ewolucji) zawsze będą wyglądać dobrze. Dzięki sprytnemu zastosowaniu cell-shadingu autorom udało się zamaskować niedoskonałości cutscenek. A Road Adventure ma też całkiem przyjemną ścieżkę dźwiękową, choć oczywiście charakterystyczna piosenka tytułowa (której nie wykonuje zespół The Cranberries) nie każdemu musi się podobać. Opowieść Briana Basco jest lekka i nieskomplikowana, ale taka właśnie ma być. Runaway nie udaje, że jest ambitnym dramatem społecznym, czy innym thrillerem psychologicznym.
Wady? Po pierwsze drażniła mnie liniowość, której w Runaway trudno nie dostrzec. Konieczność ponownego przeszukiwania/oglądania znanych już lokacji/przedmiotów w określonym momencie z nadzieją, że tym razem przyniesie to jakiś efekt, może chwilami doprowadzić do szału. Jeszcze gorsze jest jednak to, że główni bohaterowie Runaway są jacyś tacy... średnio ciekawi. Nie mają w sobie niczego, co pozwoliłoby się z nimi utożsamić. Co więcej pojawia się w Runaway kilka postaci wręcz odpychających, jak na przykład załoga muzeum, do którego trafiamy w drugim rozdziale. Czy Sushi, która od początku do końca działa mi na nerwy. Nawet bardziej niż głos Giny w polskiej wersji językowej.
|
Runaway: A Road Adventure pojawiła się na przygodówkowym niebie jak kometa. Z miejsca zaczęła świecić i swym blaskiem przyćmiła wszystkie gry przygodowe z tamtego okresu. Ktoś mógłby powiedzieć, że wtedy to nie była żadna sztuka. I miałby rację. Nie zmienia to jednak faktu, że jak kometa cieszy oczy astronomów, tak Runaway cieszyła serca graczy (w tym moje). Swoim luzem i humorem, wspaniałą grafiką i wpadającą w ucho muzyką, a także prostą i lekką fabułą powodowała, że mile spędzało się przy niej czas. A czy nie o to chodzi w grach? Czy nie macie dosyć ratowania świata, zmagania się z niezwykłymi mechanizmami, których przeznaczenia nie znają nawet twórcy, czy nie macie dosyć słuchania patetycznych dialogów? Macie? Więc to gra dla Was stworzona. Jej drobne niedociągnięcia i skazy nikną w blasku warkocza.
|
|
|