Recenzja - Broken Sword: The Shadow of the Templars
Broken Sword: The Shadow of the Templars - recenzja
Wajuś, 13 czerwca 2003
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ fantastyczna fabuła
+ świetna gra aktorska
+ humor
+ wykonanie (grafika, muzyka)
Wady:
- kilka nielogicznych zagadek
- momentami zbyt duża kompresja filmików
Krótko:
Jedna z najlepszych przygodówek w historii gatunku, jednak przeznaczona dla graczy trochę bardziej doświadczonych. Wiele godzin dobrej zabawy zapewnione.

Istnieją prawdopodobnie tylko dwa sposoby na rzeczowe i konkretne rozpoczęcie artykułu o Broken Sword. Jako, że oba wykorzystywane są nader często, zarówno w prasie tradycyjnej, jak i Internecie, do oryginalnych te początki nigdy nie należą. Chcąc więc choć odrobiny oryginalności - i rzeczowości rzecz jasna - w moim tekście, postanowiłem z nich obu skorzystać.

Przede wszystkim ważny jest aspekt historyczny, a to oznacza położenie nacisku na okres, w jakim ta przygodówka się ukazała. Było to w roku 1996 i jak się domyślam większości z Was ten suchy fakt niczego jeszcze nie mówi i z niczym się nie kojarzy. Okres, o którym mowa to czas zmierzchu gatunku klasycznych przygodówek. Nie oznacza to, że nie wydawano ich w tamtym czasie w ogóle (w tym samym roku co Broken Sword pojawiły się też inne rewelacyjne przygodówki - Bud Tucker czy Discworld II), ale było ich po prostu mniej i wszystkie ginęły w natłoku gier akcji.

Druga ważna kwestia wydawać się może nacechowana zbyt sentymentalnie, ale tak naprawdę chodzi tu o jak najbardziej realne, udokumentowane zasługi i dokonania. Korzystając bowiem z okazji chciałbym złożyć swoisty hołd pewnej małej, lecz prężnej brytyjskiej firmie. Podczas gdy LucasArts zagubił się w coraz mniej udanych próbach dyskontowania sukcesów "Gwiezdnych Wojen", a Sierra z grami przygodowymi wspólną miała już tylko przeszłość, to właśnie tytuły spod znaku Revolution Software stały się w połowie lat dziewięćdziesiątych synonimem gier przygodowych najwyższej jakości i nic nie zapowiada, aby w tej kwestii w najbliższych latach coś się miało zmienić - vide Broken Sword 3.

PRZYGODA

Jak sugeruje tytuł, historia Shadow of the Templars toczy się wokół założonego w 1119 roku Zakonu Templariuszy. Zakon ten powstał, aby ochraniać pielgrzymów udających się do Ziemi Świętej. W krótkim czasie, dzięki sprytowi i zdolnościom finansowym, zdobył ogromne bogactwo i ziemie w całej Europie, stając się tym samym najbardziej wpływową i jednocześnie najbardziej tajemniczą siłą w historii starego kontynentu.

Wokół Zakonu Templariuszy narosło wiele legend i mitów. Najciekawsze mówią, że w ich posiadaniu znajdowały się podobno najcenniejsze relikwie chrześcijańskie, takie jak korona cierniowa czy nawet słynny święty Graal, mieli też dysponować niezwykłą i tajemną wiedzą. Ta ostatnia okoliczność stała się pretekstem, dla zazdrosnego o ich wpływy króla Francji Filipa IV Pięknego, do tego, aby w 1307 oskarżyć ich o herezję i rozpocząć prześladowania (czyt. palenia na stosie i wieszania) Templariuszy i przejmowanie ich majątku. Mimo oficjalnego rozwiązania zakonu w 1312 roku i zagarnięcia ich majątków ziemskich, nie udało się w pełni przejąć ich bogactwa i skarbów ani też kompletnie zakończyć działalności zakonu. Wielki mistrz Jacques de Molay zginął na stosie, ale nigdy nie dowiedziano się, co stało się z ich potężną flotą zacumowaną w porcie w La Rochelle. Zakon wciąż podobno kontynuował potajemnie swoją działalność - według hipotez wielu współczesnych historyków tak jest i po dziś dzień.

W grze wcielamy się w postać Amerykanina Georga Stobbarta przebywającego na wakacjach we Francji. Wbrew własnej woli został on wplątany w sprawę odrodzenia Templariuszy i przejęcia władzy nad światem. Gra zaczyna się od mocnego uderzenia. Już w intro George staje się świadkiem udanego zamachu bobowego, dokonanego w jednej z paryskich kafejek, w której właśnie przesiaduje. Cudem udaje mu się przeżyć eksplozję. Po przybyciu policji i spisaniu zeznań, George może kontynuować wakacje, ale wydarzenie to, jak i pewne jego szczegóły, nie dają mu spokoju - zamachowiec w przebraniu klauna, staruszek z tajemniczą walizką w roli ofiary... Na zewnątrz kafejki George spotyka Nicole, młodą fotoreporterkę, która w tym właśnie miejscu miała się spotkać z niejakim Plantardem - czyli rzeczonym staruszkiem. Okazuje się, że Plantard chciał przekazać Nico pewne informacje do publikacji. Bogatszy o tę wiedzę i zaniepokojony reakcją Policji, która kończy śledztwo "z braku dowodów", postanawia samemu ruszyć tropem zamachowca.

W trakcie swoich wędrówek George zwiedzi pół Europy i dotrze aż na Bliski Wschód. W poszukiwaniu odpowiedzi na nurtujące go pytania trafi na ślad wielkiego spisku, silnie powiązanego z legendą Templariuszy i znajdzie się w samym środku konfliktu dwóch potężnych sił. Trzeba przyznać, że właśnie prywatne śledztwo Georga jest głównym motorem napędowym fabuły. Nie jest może ono tak rozbudowane jak podążanie tropem kultu wudu w wydanym w 1994 roku Gabriel Knight: Sins of the Fathers, ale za to równie fascynujące i budzące grozę. Świetnie wykorzystano i wpleciono w fabułę wszelkie wątki dotyczące zakonu. W czasie gry dowiedziałem się więcej o niezwykłej historii Templariuszy niż z nudnych podręczników historii! Jest Broken Sword co prawda tytułem trzymającym się konwencji typowej dla wszystkich produktów pop-kultury (czyli gier komputerowych także - a może nawet przede wszystkim), wciąż jednak na tle innych "dzieł" ta gra wyróżnia się chociażby szacunkiem dla faktów i historii. Mimo, że wszystko jest tu podporządkowane żelaznej regule nakazującej stawiać przyjemne nad pożytecznym, to nadal czuć szlachetny powiew tego - może lekko już zmurszałego w dzisiejszych czasach - sposobu myślenia.

Ciężki i mroczny klimat równoważony jest przez wiele elementów komicznych. Całe szczęście, że autorzy zdecydowali się takowe umieścić w grze, bo tylko dodaje jej to uroku. Jednymi z najlepszych momentów są te, w których europejscy rozmówcy Georga nabijają się z jego amerykańskiego pochodzenia (w końcu grę tworzyli Brytyjczycy), oraz gdy podążając tropem zabójcy zmuszeni będziemy wędrować po kanałach ściekowych Paryża, dając tym samym początek plotce-legendzie o tajemniczym i groźnym "Ściekowym Jaque'u". Najważniejsze, że kiedy trzeba, gra jest poważna, a kiedy indziej pozwala sobie na odrobinę luzu. Autorzy w sposób zdecydowany i zręczny operują tutaj napięciem, podtrzymując tempo i nadając grze dynamizmu.

WYKONANIE

W momencie premiery Broken Sword był uznawany za audiowizualny majstersztyk. Imponował przede wszystkim oprawą graficzną. Wszystkie lokacje wykonane zostały z dużym pietyzmem i dbałością o szczegóły. Najpierw zostały one namalowane ręcznie, a następnie zeskanowane, pokolorowane i ożywione na komputerach. Jedną z technik użytych w trakcie tego procesu animacji jest tzw. parallax scrolling, który pozwala na nałożenie na siebie kilku planów, poruszających się niezależnie od siebie z różną prędkością - im dalszy plan reprezentuje dana plansza tym wolniej się przesuwa.

Cała gra stworzona została w konwencji filmu animowanego, jednak postacie pozbawione są elementów "wacky" i karykaturalnego wyglądu znanego chociażby z dzisiejszego Tony Tough. Broken Sword to jednak historia nieco poważniejsza. Gra zawiera też bardzo dużo filmowych wstawek wykonanych w tej samej co grafika gry animowanej konwencji. Do ich stworzenia zatrudniono dwa profesjonalne studia animatorskie, które wcześniej zajmowały się produkcją pełnometrażowych filmów animowanych. Dzięki temu wstawki te świetnie komponują się z całą rozgrywką i w grze nie uświadczymy tzw. syndromu Blizzarda, kiedy to przerywniki filmowe prześcigały jakością grafikę z gry, powodując u mnie i u wielu graczy spragnionych podobnych efektów w czasie rozgrywki, uzasadniony jęk zawodu.

Fantastycznie prezentuje się też muzyka. W Broken Sword służy ona budowaniu atmosfery i podkreślaniu napięcia towarzyszącego graczowi. Gdy na przykład George znajduje się w niebezpieczeństwie, muzyka nabiera odpowiedniego, niespokojnego tonu. Najbardziej niespodziewanym i nagłym wydarzeniom akompaniują dynamiczne fanfary, a gdy nic się nie dzieje, dźwięki w melancholijny sposób sączą się z głośników w odpowiedni i charakterystyczny dla każdego z regionów sposób.

Broken Sword wykorzystuje sławetny interfejs point'n'click, ale w dość uproszczonej (za to bardzo wygodnej) formie, ograniczając ciut poziom interakcji z otoczeniem. Z pewnością duża część braci przygodówkowej wciąż dobrze pamięta klasyczne produkcje gatunku (lub wciąż w nie gra), w których można było spróbować podnieść lub po prostu obejrzeć zdecydowaną większość przedmiotów widocznych na ekranie. W erze, gdy zamiast point'n'click królowały komendy czasownikowe (idź, podnieś, użyj etc.) liczba opcji interakcji była jeszcze większa, co twórcy - szczególnie z firmy LucasArts - skwapliwie wykorzystywali do robienia sobie żartów z gracza/siebie samych/gry/wszystkiego (niepotrzebne skreślić). Na szczęście choć interakcja w BS została zredukowana do niezbędnego minimum, to jakość scenariusza i czytanych przez aktorów dialogów i komentarzy (podobnie jak i ich aktorstwo) jest naprawdę najwyższej próby. Charles Cecil i spółka nie tylko opanowali do perfekcji sztukę opowiadania historii, ale też mają typowe dla brytyjczyków (zazwyczaj niezrozumiałe dla reszty świata) poczucie humoru, którym nie skąpią raczyć graczy.

LA FINALE

Broken Sword to jeden z najciekawszych przedstawicieli "komputerowych opowieści" minionej dekady. Łączy nienaganne wykonanie techniczne z porywającą fabułą. To jedna z tych wyjątkowych pozycji sprawiających, że gry porzygodowe nigdy nie umrą i zawsze będzie na nie zapotrzebowanie. Mimo, że wydana w latach dla przygodówek chudych, zdążyła zdobyć rozgłos i uznanie nie tylko wśród fanów gatunku. Gra jest dzisiaj doskonałym przykładem na to, że dobra "kreska" starzeje się o wiele wolniej niż grafika akcelerowana, i że ostatecznie w całym tym technologicznym szale, w jaki popadły współczesne gry, wciąż liczy się przede wszystkim dobrze opowiedziana historia. Poczekajcie tylko na część trzecią Broken Sword, a przekonacie się o prawdziwym potencjale przygodówek.

Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.