|
Nie tak dawno mieliśmy okazję "podziwiać" Sekret Nautilusa, wydany przez Cenegę i będący zaczątkiem Kolekcji Juliusza Verne'a. Spokojnie, proszę nie zamykać przeglądarki! Śpieszę wyjaśnić, że Podróż do wnętrza Ziemi, jakkolwiek osnuta wokół powieści Juliusza Verne'a o tym samym tytule, nie ma nic wspólnego z nieszczęsnym Sekretem Nautilusa. Absolutnie nic.
KRÓLICZA NORA
Podróż do wnętrza Ziemi rozwija historię opowiedzianą przez Verne'a. Jest rok 2005, fotoreporterka Ariane zostaje wysłana na Islandię, by dla kolorowego pisemka "Horyzonty" pstryknąć parę zdjęć wulkanu Snaeffel. Kiedy tylko ląduje na miejscu, na śmigłowiec spada kamienna lawina. Nie wiadomo czy pilotowi śmigłowca coś się stało, gdyż nie ma po nim żadnego śladu. Bohaterka zostaje na odludziu sama. Na szczęście Ariane nie jest całkiem odcięta od świata, ukradła bowiem Bondowi laptopa, który pozwala na wysyłanie maili nawet wtedy, gdy tysiące kilometrów dzielą ją od internetowych łączy. Dziewczyna czyni z niego użytek, nie zamierza jednak czekać na ratowników. Jako dziennikarka z prawdziwego zdarzenia, próbuje samodzielnie rozeznać się w terenie. Wchodząc do ciemnej jaskini nie podejrzewa, że za chwilę straci grunt pod nogami. I będzie długo spadać... baaardzo długo... naprawdę bardzo, bardzo długo. A ocknie się we wnętrzu Ziemi. Nawet nie potłuczona.
Ile razy już to przerabialiśmy? Alicja wpadająca do króliczej nory; dzieci przechodzące do zaczarowanych światów przez lustra, obrazy i szafy; April Ryan przenosząca się we śnie do Arkadii... Tutaj Nibylandią jest tajemniczy świat ukryty we wnętrznościach Ziemi. Na początku trudno uwierzyć w jego podziemny charakter, gdyż właściwie nic na to nie wskazuje. Wystarczy spojrzeć na screeny - świat przedstawiony w grze mógłby być równie dobrze "naziemny". Nad głową mamy niebo, pod nogami... ziemię. Wyjąwszy gigantyczne grzyby i, od czasu do czasu, jakieś dinozaury, krajobraz wygląda całkiem normalnie. No, ale kto by się przejmował tym, czy ta kraina przypomina wnętrze Ziemi, czy nie? Jak każdą Nibylandię, tak i tę trzeba po prostu zaakceptować taką, jaka jest.
Akceptacja przychodzi tym łatwiej, że grafika Podróży do wnętrza Ziemi stoi na dobrym poziomie. Prerendrenowane tła i postacie w pełnym 3D prezentują się naprawdę świetnie. Barwne lokacje przyciągają oko, choć czasem "jarmarczny" nadmiar kolorów męczy. Przyczepić się można do nienajlepszej animacji postaci, ale podczas gry ledwo zwraca się na to uwagę.
Co do oprawy muzycznej - wielkie brawa dla jej twórców! Utwory stanowiące ścieżkę dźwiękową Podróży... wykonywane są przez orkiestrę i naprawdę dobrze się ich słucha. Szczególnie spodobał mi się "Icelandic Mysteries" z menu głównego. Utwory w formacie mp3 można ściągnąć z oficjalnej strony gry.
Pod względem zarówno graficznym, jak i muzycznym, widać wzorowanie się na Syberii.
PACHNIE SYBERIĄ
Fotoreporterce Ariane trafia się życiowa szansa. Zdjęcia podziemnej krainy muszą wstrząsnąć światem i przysporzyć jej ogromnej sławy. Najpierw jednak trzeba się z powrotem wydostać na powierzchnię... Z tym jest pewien problem, gdyż Wallace - burmistrz Askiam, jedynego miasta pod Ziemią zamieszkanego przez ludzi* - nie chce się zgodzić na powrót dziennikarki do domu, aby nie dopuścić do przecieku informacji o świecie pod Ziemią . Jak słusznie przewiduje, oznaczałoby to początek końca podziemnej społeczności takiej, jaką jest teraz. Wallace obawia się przybysza tym bardziej, iż sądzi, że na górze panuje wojna. Przejścia na powierzchnię monitorowane są przez ukryte kamery, które przekazywać mają obrazy walk. Nasza bohaterka nic o żadnej wojnie nie wie, a przecież jeszcze niedawno stąpała po powierzchni... Dziwne.
Fabuła nie należy do epickich, ani nie obfituje w niespodziewane zwroty akcji. Ot, taka sobie - miejscami wciągająca, gdzie indziej przynudzająca. Nie zaskakuje, ale wystarcza żeby nie chodzić po podziemnym świecie bez sensu. Niewątpliwym minusem jest zupełny brak napięcia, nawet gdy stajemy twarzą w twarz z czarnymi charakterami, albo przechodzimy obok T-Rexa. Niewątpliwym plusem są natomiast dwa możliwe sposoby zakończenia przygody.
Fabularnie Podróż... zdradza podobieństwa do... tak, tak - Syberii. Podobnie jak w świetnej grze Microids, tak i tu główna bohaterka staje przed wyborem: kariera czy tzw. wartości wyższe? Rozmowy telefoniczne prowadzone przez Kate Walker zostały zastąpione docierającymi do Ariane e-mailami.
ZRÓB TO SAM
Dość często zagadki wplatane są do gry na siłę. Nie raz i nie dwa zdarza się, że zostajemy poproszeni o wykonanie czynności, która należy do rutynowych obowiązków zleceniodawcy. Postacie zamieszkujące podziemny świat są albo wyjątkowo nieporadne, albo lubią się wysługiwać obcymi. Od razu po przebudzeniu pod ziemią, niejaki Adam - najważniejsza postać w grze, która pojawia się znienacka wszędzie, gdzie tylko się zjawisz - zleca Ariane dostarczenie mu diamentu (po wcześniejszym oszlifowaniu), który należy znaleźć w pobliskiej jaskini. Po dotarciu na miejsce okazuje się, że nie trzeba go specjalnie szukać, gdyż do kamiennej ściany przystawiona jest już drabinka do niego prowadząca. Trzeba tylko pokombinować z wydłubaniem go ze skały i oszlifowaniem za pomocą przyrządu znajdującego się w jaskini. Czy na pewno Adam nie mógł tego zrobić sam? Tłumaczył, że jest za stary, ale w takim razie po co w ogóle przychodził na plażę? Oczywiście, mogła to być Próba. Tylko, że w czasie gry co i rusz zdarzają się podobne sytuacja. Nikt tu nie jest w stanie niczego zrobić samodzielnie.
KWESTIE TECHNICZNE
Interfejs gry jest, jak we wszystkich przygodówkach point & click, prosty i przejrzysty. Niektóre z przedmiotów w ekwipunku oprócz opisu posiadają także opcje użycia (użyj, rozpakuj, czytaj, analizuj). Wielu wiadomości na temat zebranych rzeczy dostarcza laptop. Ułatwiającym grę rozwiązaniem jest pojawianie się w oknie dialogowym stosownych tematów, jeśli posiadamy przedmiot przydatny rozmówcy. Dzięki temu nie trzeba używać przedmiotów na napotkanych postaciach.
Sterowanie postacią Ariane jest niby banalne, jednak czasami trudność sprawia przejście z lokacji do lokacji. Nie zawsze kursor przybiera odpowiedni kształ, a jeśli już się zmienia, to tylko w niektórych miejscach krawędzi ekranu. Zdarzyć się więc może, że w ogóle nie zauważymy przejścia do pobliskiej lokacji.
Co do lokalizacji gry, grałem w wersję beta polskiej wersji językowej Podróży do wnętrza Ziemi i właściwie nie znalazłem w niej żadnych błędów. Gra zlokalizowana jest "kinowo", co jest chyba najlepszym rozwiązaniem, gdyż możemy posłuchać oryginalnych głosów, a przy tym wszystko zrozumieć.
PODSUMOWANIE
W Podróż do wnętrza Ziemi gra się naprawdę przyjemnie. Nie jest to dzieło powalające na kolana, jednak wizyta w podziemnym świecie dostarcza sporo rozrywki. Można powiedzieć, że gra ta jest ubogim krewniakiem Syberii, który odstaje od niej właściwie pod każdym względem, ale jak mogło by być inaczej, skoro kopia nigdy nie jest lepsza od oryginału.
* potomków ekspedycji prowadzonej przez Ivana Platonova i Armanda Latifere, która to ekspedycja wyruszyła pod Ziemię, by sprawdzić prawdziwość doniesień profesora Hardwigga (bohatera książki Verne'a) o podziemnym świecie
|