Recenzja - Gabriel Knight II: The Beast Within
Gabriel Knight II: The Beast Within - recenzja
Fafnir, 14 marca 2006
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ świetna oprawa audiowizualna
+ dobry scenariusz
+ zagadki na rozsądnym poziomie
Wady:
- Jane Jensen stać na więcej
- kilka małych błędów technicznych
Krótko:
Środkowa odsłona jednej z najważniejszych serii w historii gatunku.

W 1993 roku Sierra wydała grę, która spowodowała wiele zamieszania na rynku przygodówek i na zawsze została w pamięci wielu graczy. Mowa o rewelacyjnej Gabriel Knight: Sins of the Fathers. Tytuł ten odniósł sukces dzięki świetnemu klimatowi i wyśmienitej fabule stworzonej przez pisarkę Jane Jensen. Szybko stało się oczywistym, że stworzenie kontynuacji przygód, z aroganckim pisarzem w roli głównej, jest tylko kwestią czasu.

Cierpliwość fanów została nagrodzona już dwa lata później, kiedy to na półki sklepowe trafił Gabriel Knight II: The Beast Within. O ile sukces komercyjny był niemal pewny (któż bowiem nie chciał dowiedzieć się, jak dalej potoczą się losy Gabriela), to sprostanie wielkim przecież oczekiwaniom graczy nie było już takie łatwe. Czy mimo to, twórcy nie zawiedli i udało się zadowolić wymagających fanów? W dużym stopniu tak.

W drugiej części swoich przygód, Gabriel Knight nie pojawi się już w Nowym Orleanie, ponieważ cała akcja rozgrywa się w Niemczech (konkretnie w Bawarii). Nasz bohater, jako Shattenjager (tutaj dodam, że aby zrozumieć położenie Gabriela dobrze byłoby zakończyć najpierw pierwszą część gry), zobowiązuje się pomóc ludziom zamieszkującym należące do niego ziemie, którzy nękani są przez wyjątkowo agresywnego wilka. Jak łatwo się domyślić, zwierzę to nie okaże się zwykłym przedstawicielem swojego gatunku. Więcej fabuły nie zdradzę, dodam tylko, że o ile początek może wydać się mało finezyjny, to dalej będzie już dużo ciekawiej. Dużą zaletą fabuły jest to, że ściśle wiąże się z historią Niemiec, a przede wszystkim z dwiema wielkimi postaciami żyjącymi w XIX wiecznej Bawarii (aby nie psuć potencjalnym graczom zabawy, nie zdradzę o kogo chodzi). Jane Jensen świetnie połączyła fakty historyczne z fikcją literacką, przez co nieraz ciężko odróżnić wątki prawdziwe od wymyślonych (swoją drogą gra ma też niemałą wartość edukacyjną). Na tych zabiegach zyskuje przede wszystkim i tak znakomity klimat. Niejednokrotnie można poczuć, jakby naprawdę chodziło się ulicami Monachium, zwiedzało bawarskie muzea czy oglądało operę znanego niemieckiego kompozytora. Pod tym względem Gabriel Knight II dorównuje swojemu poprzednikowi, a może nawet go przewyższa. Mimo tych pochwał, muszę jednak przyznać, że spodziewałem się czegoś jeszcze lepszego. Nie przekonała mnie w szczególności końcówka. Była zbyt przewidywalna, zabrakło trochę dramaturgii. Zaznaczam jednak, że historia jest bardzo ciekawa, a moje wątpliwości wynikają przede wszystkim z wrodzonego czepialstwa.

Nieodłącznym składnikiem przygodówek są zagadki. Muszę się przyznać, że nigdy nie lubiłem zagadek w grach Sierry, nie wyłączając serii Gabriel Knight. Tym razem nie mogę się jednak zbytnio przyczepić. Owszem, znajdzie się kilka nielogicznych lub zbyt przekombinowanych zagadek, lecz to raczej sporadyczne przypadki. Jest to chyba najłatwiejsza część serii, co z pewnością ucieszy mniej doświadczonych graczy, którzy nie mają skłonności masochistycznych (nie myślcie jednak, że gra jest zbyt prosta).

Najwięcej kontrowersji wzbudził i wzbudza do dzisiaj sam wygląd gry. Twórcy postanowili stworzyć ją w modnej swego czasu konwencji filmu interaktywnego. To spowodowało, że co chwilę naszą rozrywkę uroizmaicają (krótsze lub dłuższe) przerywniki filmowe, a zamiast animowanych postaci i teł stworzonych przez grafików, oglądamy żywych aktorów oraz lokacje odtworzone ze zdjęć. Powiem szczerze, że obawiałem się tego pomysłu. Spośród wielu gier zrealizowanych w ten sposób zdarzały się lepsze i gorsze, lecz niewiele z nich było naprawdę udanymi produkcjami. Szybko jednak przekonałem się, że taki zabieg nie popsuł zabawy. Oczywiście twórcy nie mieli budżetu porównywalnego choćby do przeciętnego filmu z Hollywood, lecz swoje fundusze zainwestowali bardzo dobrze. Aktorzy grają naprawdę nieźle, tylko Grace niespecjalnie przypadła mi do gustu (choć raczej ze względów estetycznych, a nie talentu aktorskiego), a lokacje stworzone zostały z klasą i smakiem. Narzekać można jedynie na średnią jakość przerywników filmowych, ale pamiętajmy, że gra pochodzi z 1995. Wykonanie jest na tyle dobre, że Gabriel Knight II wygląda dziś nawet lepiej niż swój następca! Co zaś tyczy się błędów technicznych, to nie uniknięto ich całkowicie, lecz nie psują one przyjemności płynącej z gry (oprócz irytującego momentu na samym końcu gry, który wywołał u mnie sporą frustrację).

Niewiele zarzucić można także oprawie audio. Muzyka nie jest może na tyle charakterystyczna, aby chodziła nam po głowie długo po zakończeniu gry (może to i dobrze), ale świetnie wpasowuje się w mroczny klimat opowieści. Duży plus należy się też twórcom za to, że Niemcy w grze często mówią po niemiecku (niby oczywiste, a jednak developerzy często o tym zapominają), a jeśli znają angielski, to w ich mowie słychać odpowiedni akcent. Nie muszę chyba pisać, jak bardzo taki zabieg wpływa na uczucie realizmu w czasie gry.

Podsumowując, w nasze ręce trafił tytuł bardzo dobry. Malkontenci znajdą wprawdzie parę powodów do narzekań, jednak wszyscy, którzy nie będą szukać wad na siłę, powinni być zadowoleni. Więcej pisać chyba nie trzeba, ponieważ fani serii Gabriel Knight zagrają w The Beast Within na pewno (o ile jeszcze, jakimś cudem, tego nie zrobili), natomiast tych, którzy dotychczas nie polubili przygód Gabriela, w takim razie nic już nie przekona.

Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.