Recenzja - Titanic: Adventure Out of Time
Titanic: Adventure Out of Time - recenzja
Elum, 4 stycznia 2004
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ Titanic odtworzony w najdrobniejszych szczegółach
+ miejscami przypomina The Last Express ;)
Wady:
- małomówny (?) protagonista
- sterylne lokacje
Krótko:
Solidnie wykonana morska przygoda, może nie na miarę Monkey Island, ale bez wątpienia mogąca się podobać. I to nie tylko hardcore'owym fanom gatunku.

Koniec lat dziewięćdziesiątych to specyficzny okres w historii przygodówek. Z jednej strony kojarzony przede wszystkim z początkiem "wielkiego kryzysu", równocześnie był czasem, gdy gier przygodowych wciąż jeszcze ukazywało się na rynku mnóstwo. A wśród pozycji, o których fanom gatunku przypominać z pewnością nie trzeba (Grim Fandango, The Curse of Monkey Island czy Sanitarium) pojawiła się również spora grupka perełek, o których dziś niestety mało kto już pamięta. Dark Earth, Toonstruck czy The Last Express to tylko niektóre z wyjątkowych gier, których Sukces Komercyjny jakoś nie obdarzył wielką sympatią.

Działalność firmy Cyberflix przypadła właśnie na pamiętną końcówkę drugiego tysiąclecia. Żyjąca w cieniu takich gigantów jak LucasArts czy (za przeproszeniem) Cryo zdążyła wydać trzy, charakteryzujące się nieco przydługimi tytułami, oryginalne przygodówki: Dust: A Tale of the Wired West, RedJack: The Revenge of the Brethren oraz Titanic: Adventure Out of Time.

Titanic to chyba najciekawsza gra w dorobku firmy. Wydana na dwóch płytach CD opowieść o losach, jak nietrudno się domyślić, pierwszego i zarazem ostatniego rejsu Titanica, może nie powala na kolana, ale też nie nudzi i, co najważniejsze, pozwala miło spędzić kilka zimowych (ewentualnie wiosennych, letnich lub jesiennych) wieczorów. Co również istotne, gra nie ma absolutnie nic wspólnego z filmem Jamesa Camerona, z Kate Winslet i Leonardo DiCaprio w rolach głównych. Pozwala za to wcielić się w rolę byłego agenta wywiadu, który z pogrążonego II Wojną Światową Londynu, na skutek dziwnej eksplozji, przeniesiony zostaje w czasie o trzydzieści lat wstecz, do pamiętnej i tragicznej dla pasażerów Titanica nocy 14 kwietnia 1912 roku.

Pomimo nieco banalnej fabuły gra sprawia wrażenie bardzo spójnej i logicznej. Grając w nią pierwszy raz nie zauważyłem żadnych większych, rzucających się w oczy, błędów w scenariuszu. Z drugiej strony, ponieważ Titanic jest grą z gatunku tych wielowątkowych, można się spodziewać, że luki są (i nie mam tu na myśli luków bagażowych). Zwłaszcza, że obszar gry jest ogromny, a zdecydowana większość lokacji dostępna już od samego jej początku. Gdyby nie widoczna prawie cały czas mapa, ukończenie Titanica byłoby chyba koszmarnie trudne.

Ogrom statku początkowo robi spore wrażenie. Ekipa Cyberflix postarała się, abyśmy mogli dogłębnie zwiedzić każdy pokład Titanica. Wszystkie lokacje, których przygotowanie zajęło autorom gry ponad dwa lata(!), wykonane zostały w oparciu o oryginalne zdjęcia i makiety, więc osoby zainteresowane tematem mogą spokojnie poświęcić trochę czasu na samo tylko zwiedzanie statku (opcja Tour Guide pozwala na zwiedzanie z pominięciem wątku fabularnego). Bardzo fajnie rozwiązano w grze również kwestię inwentarza. Przedmioty po umieszczeniu w podręcznej torbie nie stają się standardowymi ikonkami, ale spoczywają w niej jako rzeczywiste drobiazgi.

Technicznie z Titaniciem jest niestety trochę gorzej. Oprawa graficzna w pierwszych chwilach po zainstalowaniu gry może razić swoją archaicznością. Z jednej strony widać tutaj ogromne przywiązanie do szczegółów, jednak z drugiej niektóre lokacje wydają się bardzo sterylne. Być może wynika to po części z tego, że gra stara się wyglądać realistycznie, a niestety w palecie 256 kolorów raczej trudno osiągnąć taki efekt. Engine graficzny, nazwany przez twórców Dream Factory, posiada kilka ciekawych rozwiązań (przykładowo, pasażerowie statku przemieszczają się z miejsca na miejsce na naszych oczach, a nie stoją cały czas w miejscu jak kołki). Niestety, w wersji silnika graficznego zastosowanej w Titanicu drażni również niska rodzielczość (320x240) w momencie przemieszczania się, czy też rozglądania wokół (co w grze, nawiasem mówiąc, odbywa się przy użyciu klawiatury).

Jeżeli chodzi o pasażerów Titanica, to trzeba przyznać, że prezentują się oni dosyć nietypowo. Do ich przygotowania wykorzystano zdjęcia prawdziwych aktorów, z których co bardziej ruchome fragmenty powycinano i zastąpiono generowanymi w czasie rzeczywistym animacjami (tj. sekwencjami zdjęć). Efekt? To skrzyżowanie Monty Pythona z South Parkiem, w którym ruchy postaci są co prawda zsynchronizowane z wypowiadanymi kwestiami, ale... No właśnie, momentami wygląda to tak komicznie, że trudno skupić się na grze, a przede wszystkim na wysłuchiwaniu dialogów (co jest o tyle istotne, że akcja Titanica opiera się przede wszystkim na rozmowach z pasażerami statku). Zwłaszcza jeden facet, przypominający nieco Rowana Atkinsona, działał na mnie niczym najśmieszniejsze sceny "Misia". Problem w tym, że chyba nie takie było zamierzenie twórców gry.

Oprawa dźwiękowa Titanica prezentuje się przyzwoicie. Czasem tylko miałem wrażenie, że głos postaci nie do końca pasuje do jej wizerunku. Główny bohater, jak to niestety często bywa w przygodówkach z widokiem pierwszoosobowym, jest niemy (a może po prostu małomówny?). Muzyka i efekty dźwiękowe są miłe dla ucha i nie zachęcają do wyłączenia głośników.

Krótko podsumowując, Titanic: Adventure Out of Time jest przygodówką, która może się podobać. Mimo kilku wad, w tym tendencji do zawieszania się w najmniej oczekiwanych momentach (na przykład podczas próby zapisania stanu gry), warto ją kupić. Chociażby po to, aby przespacerować się po wirtualnym pokładzie odtworzonego w najdrobniejszych szczegółach Titanica. Gra pod wieloma względami przypomina The Last Express - podobna tematyka, podobne podejście autorów do tematu. Niestety o ile TLE jest grą perfekcyjną pod każdym niemal względem, Titanic to przygodówka zaledwie dobra. Widocznie w firmie Cyberflix zabrakło kogoś w rodzaju Jordana Mechnera, dla którego stworzenie gry wybitnej, to przecież żaden problem. Cóż, szkoda.

Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.