|
|
Bad Mojo to prawdziwe wyzwanie dla ludzi cierpiących na entomofobię, bowiem w grze wcielamy się w postać... karalucha (z lekcji biologii pamiętam jedynie to, że karaluch ma dwumilimetrową szczecinkę kopulacyjną). Z drugiej strony mogą oni potraktować Bad Mojo jako swoistą terapię. Wprowadzenie do gry jest zwariowane jak sama rozgrywka. Oto młody facet zamierza dać nogę do Meksyku z walizką pełną pieniędzy, gdy ni z tego, ni z owego medalion jego matki przemienia go w robala. Od tej chwili możemy szeleszcząc nóżkami pomykać po zlewach, szafkach i ścianach. Czyha na nas wiele niebezpieczeństw - na nasz widok ludzie ciskają różnymi przedmiotami, pająki (yyych... ja mam arachnofobię...) tkają swe sieci, a koty też nie pogardzą drobną zdobyczą. Sterowanie w Bad Mojo jest bardzo proste i pozwala nam jedynie na kontrolowaniu ruchów naszego karakana. Bedąc takiej wielkości możemy pokusić się o przepchnięcia niedopałka papierosa czy też kapsla, który pomoże nam przedostać się na drugą stronę nieprzebytej przeszkody jak np. rozlana cola. Gdy gra została wydana zachwycała pięknie rysowanymi tłami i realistycznymi ruchami karalucha - dziś te elementy także czynią pozytywne wrażenie.
Little Horror |
|
|