|
Pierwsza część przygód Georga Stobbarta (Broken Sword: The Shadow of
the Templars) była niezłym rarytasem dla wielbicieli przygodówek (i
nie tylko), dlatego w niedługim czasie stała się jednym z lepiej
sprzedających się tytułów z tego gatunku. Cóż, trudno się temu dziwić,
bo właściwie niewiele można jej było zarzucić. Zarówno strona techniczna jak i merytoryczna programu, trzymały wysoki poziom, słowem gra była prawdziwym hitem. Jak na tle swojego sławnego poprzednika prezentuje się część druga? Trzeba przyznać, że całkiem nieźle, ale przyjrzyjmy się jej nieco bliżej.
Po rozwiązaniu zagadki Templariuszy, George wraz ze swoją przyjaciółką
Nico, wplątują się w nową aferę, tym razem związaną z cywilizacją
starożytnych Majów. Kiedy wybierają się do posiadłości profesora
Oubiera, znanego specjalisty w tej dziedzinie, z pewnością nie
przypuszczali, jak owa wizyta się zakończy. Na miejscu okazuje się
bowiem, że nie ma profesorka, jest za to pokaźnych rozmiarów Indianin i
jego fikuśny pomagier. Już po chwili Nico, trafiona zatrutą strzałką,
traci przytomność i zostaje uprowadzona, natomiast George, przy użyciu
środków przymusu bezpośredniego, staje się bardzo przywiązany do krzesła ;)
Jakby tego było mało w jego stronę spokojnie zmierza owłosiona
Tarantula, a dom powoli staje w płomieniach...
Tak mniej więcej wygląda wprowadzenie do gry i jednocześnie zaczyna
nasza rola, tutaj też po raz pierwszy wysilimy szare komórki, pomagając
naszemu bohaterowi wydostać się z opresji. Podczas całej przygody nie
powinniśmy narzekać na nudę, choćby ze względu na różnorodność lokacji,
które twórcy Broken Sworda dla nas przygotowali. Oprócz
obowiązkowego Paryża (obecnego w części pierwszej i w którym zaczynamy grę)
zajrzymy do Londynu i na Karaiby, wylądujemy też w Ameryce Środkowej,
jak na porządną opowieść przyprawioną klimatem starożytnych majów
przystało. Poza możliwością zwiedzenia miasteczka Quaramonte,
będziemy mogli pokręcić się po dżungli, zrobić zamieszanie na planie
filmowym czy choćby pobawić się w geodetę na plaży.
Oczywiście poruszając się po tych wszystkich miejscach, ciągle
rozwiązujemy zagadki i tym samym pchamy fabułę do przodu. Większość z
owych zagadek jest tak skonstruowana, że przeważnie poradzimy sobie z nimi
posługując się logiką, słowem nie są zbytnio skomplikowane.
Taka była zresztą intencja twórców gry - nawet początkujący ma się
dobrze bawić, a nie spędzać godzinę w jednej lokacji, próbując używać
każdego przedmiotu z kieszeni na każdym z elementów otoczenia. Z drugiej jednak strony jest kilka momentów, w których naprawdę można zwątpić, gdyż czynność, którą trzeba wykonać z logiką ma niewiele wspólnego. Z pewnością nie będzie to problemem dla osób, które ukończyły część pierwszą i są przyzwyczajone do zwariowanych pomysłów Georga. Na szczęście rzadko też usłyszymy teksty typu "to nie działa". Przeważnie bohater (lub bohaterka, bo w niektórych epizodach wcielamy się w rolę Nico) najpierw wypróbuje działanie danego przedmiotu, nim stwierdzi, że czegoś nie da się zrobić. No, chyba że nasze działania są kompletnie absurdalne.
Skoro już przy bohaterze jesteśmy, nie można nie wspomnieć o ogromnym
poczuciu humoru, którym obdarzony jest George. W końcu nie każdy
potrafiłby podwędzić ciasteczka dla psów, następnie przejechać tysiące
kilometrów i próbować przekupić nimi tubylców na drugim końcu świata
(mamy wtedy sposobność posłuchania zabawnego dialogu w stylu: - Ciasteczko Psi Smakosz?
Chcesz nas obrazić? - Skąd , są pyszne. - Wierzymy ci na słowo...). To
trzeba zobaczyć, czy raczej usłyszeć samemu, bo dialogi są świetnie napisane, czasami
można boki zrywać.
Do oprawy audio nie można mieć większych zastrzeżeń, odgłosy
otoczenia brzmią naturalnie, a muzyka spełnia dobrze swą funkcję.
Zwłaszcza w momentach kluczowych potrafi oddać charakter sytuacji, w
której się znajdujemy (np. zagrożenia). Pod względem graficznym również
jest OK. Podobnie jak poprzednik, Broken Sword II ma piękne, ręcznie rysowane tła, które w połączeniu ze szczegółowymi i świetnie animowanymi postaciami, tworzą spójną całość i wpływają pozytywnie na ogólny wizerunek gry.
Jeśli chodzi o wady gry, dla mnie podstawową jest to, że jest ona po
prostu za krótka. Autorzy mogli pokusić się o wydłużenie przygody, gdyż
po jej ukończeniu czujemy pewien niedosyt. Kolejny mankament (czepiam
się :) to liniowość fabuły, i chociaż kilka razy mamy możliwość wyboru
miejsca, w które się udamy, nie wpływa to znacząco na dalszy rozwój
fabuły. Ale taki już urok gier przygodowych, poza tym zbytnio nie
przeszkadza to w rozgrywce.
Słówko podsumowania - dla fanów gatunku Broken Sword II: The Smoking Mirror to pozycja niemal obowiązkowa, dla innych dobra na początek - nie za trudna, nie za łatwa, z dużą dozą humoru, a do tego niesamowicie wciągająca. Zdecydowanie warto zagrać!
|