Mini recenzje - Broken Sword II: The Smoking Mirror
Broken Sword II: The Smoking Mirror - mini recenzja
 Aegnor, 2007
       [zobacz jak oceniamy gry]

Po sukcesie pierwszej części "Złamanego Miecza" twórcy z Revolution Software na przekór swej nazwie wypuścili mało rewolucyjny sequel. Niektórych to może zmartwić, ale dla większości Broken Sword 2 będzie przykładem sequela idealnego i dowodem na to, że odgrzewany kotlet może smakować wybornie. Poprawiono w niej część błędów poprzedniczki, dopracowano szczegóły, udoskonalono oprawę oraz zaserwowano graczom rozbudowaną i atrakcyjną fabułę, utrzymaną jednak w klimacie pierwszej części. Do tego bardzo zgrabnie skrojone, dowcipne dialogi, niepodrabialne osobowości bohaterów i relatywnie proste zagadki (pomińmy milczeniem kilka zwyczajnie głupich). No i możliwość wcielenia się postać ponętnej Nico w kilku fragmentach gry. The Smoking Mirror jest lekki, łatwy i przyjemny, dając przy tym posmak wielkiej przygody. Fani serii powinni być zachwyceni, pozostali mogą mieć problemy z rozróżnieniem obu gier.



Broken Sword II: The Smoking Mirror - mini recenzja #2
 Davero, 2007
      

Broken Sword 2 to jeszcze więcej tego samego tylko w nieco udoskonalonej oprawie. Gra ogólnie pozostaje wierna stylowi poprzedniczki, tym razem jednak twórcy zdecydowanie wyraźniej postawili na humorystyczny wydźwięk całości, dzięki czemu przy The Smoking Mirror nie miałem już - obecnego przy graniu w część pierwszą - poczucia niespójności klimatu. Nie znaczy to bynajmniej, że zrywałem boki ze śmiechu. Śmiałem się - jasne, zdarzało się - ale humor jest różnych lotów i stosunkowo stereotypowy, niezbyt zróżnicowany, mam wrażenie. W Przydymionym Zwierciadle występuje też zdecydowanie mniejsza liczba specyficznych, specyficznie mówiących postaci, stąd i nie robią one już takiego wrażenia, jak poprzednio.

Zagadki zaś są - jak mi się wydaje - nieco łatwiejsze tym razem. Jest ich też mniej, bo cała gra jest krótsza od części pierwszej. A dodatkowym ułatwieniem jest to, że stawia się im czoło zazwyczaj na dość ograniczonej przestrzeni, co zdecydowanie ogranicza również liczbę możliwych do podjęcia działań. Nie znaczy to, że zadania są złe - dość dobrze wpasowują się w całość rozgrywki i są w sumie niegłupie. Oprócz jednego, rozwiązując które trzeba powtórzyć pewną czynność dwa razy z rzędu. A nic tego nie sugeruje. Podobnie nie jestem pewny czy to zawiodła moja znajomość sprzętu wędkarskiego, czy też niewystarczająco BS2 daje graczowi do zrozumienia, co ma zrobić z pewnym posiadanym już przedmiotem, aby można go było wykorzystać w pożądanym celu.

Ostatecznie Broken Sword 2 nie wzbudził we mnie większych emocji. Ot, taka sobie lekka, prosta i przyjemna gierka na małych parę popołudni, podczas której można się uśmiechnąć. Kto ma ochotę na coś takiego, powinien być zadowolony. W sumie oceniam ją jednak niżej od poprzedniczki.



Broken Sword II: The Smoking Mirror - mini recenzja #3
 Elum, 2012
      

Broken Sword II: The Smoking Mirror to gra, która już od pierwszych scen daje graczowi do zrozumienia, że nie należy traktować jej zbyt poważnie. Główny bohater bez pośpiechu, ze stoickim spokojem eksploruje pierwszą lokację. Eksploruje i komentuje, wybrane przedmioty chowa do swej pojemnej kieszeni. W ogóle nie przejmuje się tym, że w tym samym pomieszczeniu, dosłownie tuż obok... szaleje pożar. Cóż, Broken Sword.

Humor, którego jest tu zauważalnie więcej niż w pierwszym Broken Swordzie (co wielu fanom nie przypadło do gustu) tym razem powoduje, że łatwiej na pewne idiotyzmy przymknąć oko (np. scena ze strażnikiem kompletnie ignorującym George'a, gdy ten buszuje w jego stróżówce). Gra jest zauważalnie krótsza i bardziej liniowa od pierwowzoru, ale za to jest też nieco atrakcyjniejsza od strony audiowizualnej. Ponownie uwagę zwracają bardzo dokładne animacje postaci, w 1997 roku wrażenie robił też efektowny parallax scrolling i cieniowanie w czasie rzeczywistym. Generalnie Broken Sword II nie jest gorsza od swojej poprzedniczki. Summa sumarum obie gry mają po tyle samo mocnych i słabych stron.

P.S. Wydana w 2010 "zremasterowana" edycja Broken Sworda II, analogicznie jak część pierwsza... wygląda dziwnie. Nowe czcionki i portrety postaci sprawiają wrażenie jakby zostały skopiowane z innej gry, nie współgrają z oryginalną oprawą graficzną. Jeśli więc ktokolwiek spytałby mnie o to jaką wersję Broken Sworda II wybrać to zawsze odpowiem - tylko i wyłącznie oryginalną z 1997 roku. Tym bardziej, że działa bez problemu zarówno pod DOSBoxem jak i ScummVM. Wersja zremasterowana dostaje ode mnie równe 3 gwiazdki. I ani połówki więcej.

Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.