Mini recenzje - Gilbert Goodmate: Fangoryjskie Dziwy
Gilbert Goodmate: Fangoryjskie Dziwy - mini recenzja
 Jackowsky, 2010
      

Gilbert Goodmate to gra lekka i przyjemna. Historia miasteczka, w którym oddawana jest cześć historycznemu grzybowi, potraktowana została z przymrużeniem oka. Podobnie jak cała plejada karykaturalnie przerysowanych postaci. Szalony Pete, Soul i Skarpetka (a właściwie Skarpeta!), wiecznie "chory" Arver, kobieta-wiking Helga, sklepikarz Larry, szalony wynalazca Elton, wróżka Madame Zyz to tylko nieliczne przykłady. Każda z nich ma do opowiedzenia swoją historię. Do każdej z nich trzeba odpowiednio podejść, aby uzyskać jakieś korzyści. Generuje to całą masę zabawnych zadań do wykonania. Luźne podejście autorów zarówno do fabuły, jak i postaci powoduje, że uśmiech podczas gry nie schodzi z twarzy. Nie ma salw śmiechu, ale gra potrafi wprowadzić człowieka w dobry nastrój. Zręcznie parodiuje i naśmiewa się z przygodówek jako takich oraz z różnych stereotypów. A wątek miłosny i sztubackie zawstydzenie głównego bohatera podczas rozmowy z księżniczką, to po prostu maestria.

Dla "ręcznie" rysowanej grafiki Gilberta jestem w stanie założyć sobie konto na Facebooku, tylko po to aby kliknąć "lubię to!". Przy czym postacie nie są już tak rewelacyjne jak tła. Wyraźnie odbiegają od wyglądu otoczenia. Niestety występuje w Gilbercie też kilka elementów, które w dosyć skuteczny sposób próbują nas przyjemności z gry pozbawić. Twórcy zaserwowali na przykład kilka zagadek tak wymyślnie przekombinowanych, że graczowi nie pozostaje nic innego, jak tylko rozpaczliwe łączenie wszystkiego z wszystkim (co na szczęście jest zabawnie - i odpowiednio do poczynionej próby - komentowane przez Gilberta). Oprócz tego irytację wywołują niektóre, na siłę przedłużane, dialogi, co zabija nawet najlepsze żarty. Na szczęście takich incydentów jest niewiele.



Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.