|
|
Gilbert Goodmate: Fangoryjskie Dziwy
|
Kto powiedział, że grając w Gilberta trzeba się ze śmiechu turlać po podłodze? Co w tym złego, że fabuła gry rozwija się łagodnie i bez pośpiechu? To tylko dodaje jej specyficznego uroku. Fakt, może niektóre rozmowy są zbyt długie, ale szczęśliwie trzymają równy poziom, a aktorzy użyczający głosów poszczególnym postaciom świetnie odgrywają swoje role (zwłaszcza w angielskiej wersji językowej). Czy to minus, że Gilbert potrafi komentować nawet absurdalne próby używania dostępnych przedmiotów lub elementów otoczenia?
Osobiście do wad gry zaliczam przede wszystkim brzydkie cutscenki i ubogie animacje postaci, kontrastujące z bogatym wystrojem lokacji. I niestety zakończenie, które pojawia się znienacka, zdecydowanie zbyt szybko jak na tak "spacerową" przygodówkę. Muzyka, podobnie jak dubbing, przypadła mi do gustu. Szczególnie motyw, który pojawia się podczas spotkania z księżniczką, dwa razy w trakcie gry. Do interfejsu, praktycznie skopiowanego z Curse of Monkey Island, również nie potrafiłbym się przyczepić. Nie ma nic złego we wzorowaniu się na najlepszych. Zwłaszcza jeśli robi się to umiejętnie.
|
Gilbert Goodmate to gra lekka i przyjemna. Historia miasteczka, w którym oddawana jest cześć historycznemu grzybowi, potraktowana została z przymrużeniem oka. Podobnie jak cała plejada karykaturalnie przerysowanych postaci. Szalony Pete, Soul i Skarpetka (a właściwie Skarpeta!), wiecznie "chory" Arver, kobieta-wiking Helga, sklepikarz Larry, szalony wynalazca Elton, wróżka Madame Zyz to tylko nieliczne przykłady. Każda z nich ma do opowiedzenia swoją historię. Do każdej z nich trzeba odpowiednio podejść, aby uzyskać jakieś korzyści. Generuje to całą masę zabawnych zadań do wykonania. Luźne podejście autorów zarówno do fabuły, jak i postaci powoduje, że uśmiech podczas gry nie schodzi z twarzy. Nie ma salw śmiechu, ale gra potrafi wprowadzić człowieka w dobry nastrój. Zręcznie parodiuje i naśmiewa się z przygodówek jako takich oraz z różnych stereotypów. A wątek miłosny i sztubackie zawstydzenie głównego bohatera podczas rozmowy z księżniczką, to po prostu maestria.
Dla "ręcznie" rysowanej grafiki Gilberta jestem w stanie założyć sobie konto na Facebooku, tylko po to aby kliknąć "lubię to!" :) Niestety same postacie nie są już tak rewelacyjne jak tła. Wyraźnie odbiegają od wyglądu otoczenia. Aktorzy podkładający głosy w polskiej wersji gry zupełnie nieźle wykonali swoją robotę. Podobnie tłumacze. Dialogi zostały przełożone z lekkością i przyjemnie się ich słucha (no, może nie wszystkich). A jest czego słuchać, bowiem rozmów przeprowadzamy mnóstwo.
Niestety występuje w Gilbercie też kilka elementów, które w dosyć skuteczny sposób próbują nas przyjemności z gry pozbawić. Twórcy zaserwowali na przykład kilka zagadek tak wymyślnie przekombinowanych, że graczowi nie pozostaje nic innego, jak tylko rozpaczliwe łączenie wszystkiego z wszystkim (co na szczęście jest zabawnie - i odpowiednio do poczynionej próby - komentowane przez Gilberta). Oprócz tego irytację wywołują niektóre, na siłę przedłużane, dialogi, co zabija nawet najlepsze żarty. Na szczęście takich incydentów jest niewiele.
|
|
|