Recenzja - Hopkins FBI
Hopkins FBI - recenzja
Czaju, 5 września 2002
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ na szczęście gra jest krótka
Wady:
- kiepska fabuła
- zagadki
- żałosne postacie i dialogi
- "aktorstwo" Janusza Gajosa
Krótko:
Unikać jak ognia!

Raz na jakiś czas powstaje gra, która może służyć jako przykład dla innych. W siedzibach producentów zapewne nie raz dało się słyszeć szefów grzmiących na swoich pracowników: "Niech grafika będzie tak dobra jak w Broken Sword!", albo "Chcę mieć fabułę lepszą niż w Gabriel Knight!". Założę się jednak, że od 1998 roku można usłyszeć tych samych szefów wrzeszczących: "Co to za chłam mi tu pokazujesz?! Przecież to jest gorsze niż Hopkins FBI!". Hopkins FBI jest bowiem dla twórców gier nieocenionym źródłem informacji o tym, jak nie powinna wyglądać przygodówka.

Sprawcą wydarzeń mających miejsce w trakcie gry jest Bernie Berckson, znany na całym świecie terrorysta. To on stoi za napadem na bank, morderstwami i innymi przestępstwami, z którymi będziemy mieć do czynienia. Wcielając się w postać Hopkinsa, agenta Federalnego Biura Śledczego, wytropimy terrorystę i wymierzymy mu sprawiedliwość.

Nie będzie to jednak porywające zadanie, bo nie porywa sama fabuła gry. Jest ona nie przemyślana, chaotyczna i naciągana. Chwilami jest zabawna, tyle że nie wywoła u nikogo śmiechu, a co najwyżej uśmieszek politowania (np. gdy bandyci napadający na bank, żądają helikoptera tylko po to, aby uciec nim do rosnącego dwie ulice dalej lasu). Gra jest pełna tego typu absurdów. W pewnym momencie autorzy serwują Hopkinsowi podróż do... zaświatów (ma to jakiś mętny związek z fabułą gry, którego nie udało mi się jednak zrozumieć). Nasz bohater będzie mógł tam porozmawiać ze stojącym przy komputerze św. Piotrem i rozwiązać kilka pasjonujących zagadek typu "hmm, komu dać solone orzeszki?".

Ogólny poziom zagadek, z którymi przyjdzie nam się zmierzyć, najdobitniej świadczy o deficycie pomysłów scenarzystów z MP Entertainment. Generalnie w grze występują dwa rodzaje zagadek - albo są one banalnie proste, albo wyjątkowo idiotyczne. Próba rozwiązania tych drugich najczęściej sprowadza się do używania dostępnych przedmiotów na wszystkim co się da, bo o żadnej logice postępowania nie może być tu mowy.

Interfejs gry, pomimo swej prostoty, to jedno z najmniej funkcjonalnych rozwiązań jakie można sobie wyobrazić. Po wskazaniu obiektu, z którym możliwa jest interakcja, kursor zaczyna migać. Pojawia się pod nim nazwa czynności jaką można w tym momencie wykonać. Prawym przyciskiem myszy przewijamy listę czynności. Nic prostszego, prawda? Szkoda tylko, że twórcy Hopkins FBI postawili sobie za punkt honoru umożliwić zrobienie z danym przedmiotem wszystkiego co nam się tylko zamarzy. I tak oto leżący na ziemi papierek możemy: zabrać, przesunąć, obrócić, obejrzeć, przeczytać, użyć na nim przedmiotu, podejść do niego i (za przeproszeniem) cholera wie co jeszcze! Podobnie ma się sprawa z "bogactwem" przedmiotów pojawiających się w grze. Agent Hopkins może podjąć interakcję z prawie wszystkim, co znajduje się w zasięgu jego wzroku! Jednak gdy już klikniemy na którymś z przedmiotów w 90% przypadków usłyszymy, że "to nic ważnego", albo "nie ma tu nic ciekawego".

O oprawie Hopkins FBI również nie można powiedzieć wiele dobrego. Grafika jest przeważnie średnia. Przeważnie, bo oprawa graficzna jest nierówna i sprawia wrażenie jakby twórcy nie mogli zdecydować się na jedną koncepcję. Rysowane tła raz wyglądają całkiem przyzwoicie, innym razem sprawiają wrażenie wykonanych za pomocą Painta, a w jeszcze innym miejscu są wyrenderowane w 3D. Kiepskiego obrazu całości dopełnia część gry wzorowana na.... Wolfensteinie (bezsensowne bieganie po korytarzach z pistoletem w ręku). Oprawa dźwiękowa też nie zachwyca. Muzyka, choć nie najgorsza, zupełnie nie pasuje do rozgrywających się na monitorze wydarzeń. Największe zdumienie budzi jednak poziom polskiej lokalizacji gry, który głównie za sprawą "aktorstwa" Janusza Gajosa, jest po prostu żenujący. Dialogi i wypowiedzi agenta Hopkinsa są tak apatyczne i pozbawione emocji, że ich brak wyszedłby grze tylko na dobre.

W tej sytuacji jedyna zaleta Hopkins FBI to fakt, że gra jest krótka i nawet początkujący gracz poradzi sobie z jej ukończeniem (przy dużym samozaparciu) w jeden, góra dwa dni.

Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.