Mini recenzje - Syberia
Syberia - mini recenzja
 Wajuś, 2004
       [zobacz jak oceniamy gry]

To co uderza w Syberii po dłuższym z nią obcowaniu, to mocno nakreślony kontrast między dwoma światami. Tym nowoczesnym, z którego pochodzi Kate, wiecznie zabieganym, zdominowanym przez wszechobecne pieniądze i elektronikę oraz tym reprezentowanym przez krainy, po których przyjdzie się nam w czasie gry poruszać. Bajkowe, senne miasteczko Valadilene ze swoją fantastyczną architekturą, krajobrazem rodem z kart opowieści Tolkiena i wszechobecnymi automatami nasuwa bardziej skojarzenia ze snem niż z rzeczywistością XXI wieku.

Efekt nie byłby prawdopodobnie tak powalający, gdyby nie ogrom pracy i talent grafików, muzyków i dźwiękowców. Produkcje tworzone przez Microids cechowała zawsze piękna oprawa graficzna, jednak to, co ukazuje się oczom gracza po uruchomieniu Syberii, przechodzi wszelkie wyobrażenia i oczekiwania. Wrażenie robi w tej grze każdy element grafiki. Szczegółowo wykonane postaci, które wyglądają i poruszają się prawie jak żywe. Wyreżyserowane z nie lada stylem przerywniki filmowe, z których niektóre zrobiły na mnie kolosalne wrażenie - szczególnie zakończenie i zapierająca dech w piersiach aria operowa w sercu fabryki w Komkolzgradzie. Wspaniałe są lokacje z całym mnóstwem ubarwiających je detali. Moim faworytem w tej kategorii zdecydowanie jest Barrockstadt ze swoją bogatą architekturą łączącą najrozmaitsze style, z delikatną szklaną konstrukcją dworca, z monumentalnym budynkiem uniwersytetu i wreszcie z posępnym murem granicznym. Oko cieszą też fantastyczne projekty automatów. Niesamowity postument z mechanicznymi skrzypkami, który okazuje się być ogromną pozytywką. Brama, której - dam sobie rękę uciąć - niezwykle zmyślny mechanizm działałby pewnie bez zarzutu, gdyby skonstruować go w rzeczywistości w oparciu o szkice Sokala. I wreszcie szczyt magii zawartej w tej grze, czyli automat do robienia drinków zbudowany w oparciu o... organy.

Do stworzenia oprawy muzycznej zatrudnieni zostali panowie Nick Varley i Dimitri Bodiansky, których wszechstronne umiejętności - z trochę innych niż komponowanie dziedzin - można było poznać już przy okazji Little Big Adventure. Udało im się stworzyć wspaniałą ścieżkę dźwiękową z muzyką symfoniczną, która współtworzy w dużym stopniu melancholijny nastrój gry, świetnie wpasowując się swoim charakterem do każdej z lokacji. Szczególne wrażenie robi patetyczny ton, akompaniujący przygodom Kate w Komkolzgradzie. Cała muzyka nagrana została w formacie mp3, więc można "wygrzebać" ją bez większych problemów i odegrać na swoim komputerze. Dzięki temu zabiegowi dowiedziałem się, że na potrzeby Syberii stworzono jedynie pięć utworów. Po jednym dla menu i każdego z czterech miast w grze. Jednak tego faktu w ogóle się nie zauważa! Muzyka nie irytuje i nie nudzi nawet po długim okresie grania, zamiast tego tworzy wspaniałe uzupełnienie gry jako dzieła pod wieloma względami niemalże artystycznego.

Brawa należą się osobie dokonującej castingu do nagrań polskiej wersji, przede wszystkim jednak aktorom odgrywającym role bohaterów i postaci z gry. Wszyscy - bez wyjątku - świetnie wczuli się w swoją grę, unikając jednocześnie przejaskrawienia postaci, dzięki czemu w moim osobistym rankingu w tej kategorii Syberia plasuje się na trzecim miejscu tuż za Woodruffem oraz Najdłuższą Podróżą. Mój największy entuzjazm wzbudził sposób, w jaki odegrano rolę niedoszłego kosmonauty Borysa Charowa, czyniąc z tej postaci jedną z najciekawszych ról drugoplanowych w historii gier komputerowych.

Zagadki w grze są skonstruowane w bardzo logiczny sposób i do rozwiązania nie wymagają żadnego przygodówkowego doświadczenia, a jedynie odrobiny pomyślunku i logiki. Szczególne wrażenie zrobiły na mnie te łamigłówki, w których przyszło mi korzystać z różnych urządzeń mechanicznych. Wielką satysfakcję przynosi rozwiązanie wszystkich zagadek, kiedy to po długim okresie przesuwania dźwigni i układania trybów zostaje się nagrodzonym animacją obrazującą niezwykle pomysłowy sposób działania tych cudów techniki.

Syberia to gra wyjątkowa i niemalże doskonała. Gdy jednak przyjrzeć jej się bardziej krytycznym okiem, na jaw wychodzą pewne mniejsze lub większe niedociągnięcia. Na początku razić może złe zgranie dialogów - jest to problem wszystkich wersji językowych. Czasami po prostu odstępy między wypowiedziami bohaterów są zbyt duże i cały dialog brzmi zbyt sztucznie. Po pewnym czasie, na szczęście, można się do tego przyzwyczaić. Z rzadka we znaki daje się monotonia spowodowana koniecznością przemierzania dystansu dzielącego kolejne plansze. Co prawda za pomocą podwójnego kliknięcia można zmusić Kate do biegu, ale przy takim rozmiarze plansz to nie rozwiązuje to problemu. Przydałaby się opcja znana z chociażby Najdłuższej Podróży, gdzie odpowiednim klawiszem można było wielokrotnie przyśpieszyć prędkość, z jaką poruszała się bohaterka, lub najlepsze z możliwych rozwiązań - znane chociażby z Discworld Noir, gdzie podwójne kliknięcie natychmiast przenosiło postać do następnej lokacji. Jednakże urokliwa grafika i przepiękne krajobrazy za jej pomocą generowane na tyle zachwycają oczy, że odwracają uwagę i rekompensują to uchybienie.

Ostatecznie przyczepić można się jeszcze do wyludnionych i pustych lokacji. Choć i tutaj jestem w stanie autorów w pewnym stopniu usprawiedliwić. W końcu w Valadilene trwa żałoba. Komkolzgrad i Aralbad to miejsca po prostu opuszczone i zapomniane, więc jako takie z natury skazane są na brak tłumów. Jedynie uniwersyteckie Barrockstadt przeraża swoją pustką, ale domyślać się można, że nowy semestr dopiero ma się zacząć. Syberia jest też zdecydowanie za krótka, kończy się w połowie. Ta wada jednak przestała mieć istotne znaczenie po premierze Syberii II.



Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.