Recenzja - Simon the Sorcerer II: The Lion, the Wizard and the Wardrobe
Simon the Sorcerer II: The Lion, the Wizard and the Wardrobe - recenzja
Elum, 18 lutego 2008
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ doskonała oprawa graficzna (i animacja)
+ logiczne (na swój specyficzny sposób) zagadki
+ mimo pewnych rewolucji w warstwie fabularnej, to wciąż ten sam niezwykle urokliwy świat, wprost oblepiony grywalnością
Wady:
- zbuntowany Simon
- za dużo komedii, zbyt mało magii
Krótko:
Godna kontynuacja świetnej przygodówki fantasy.

Dwa lata to w życiu nastolatka kawał czasu. Trudno się więc dziwić zmianom jakie zaszły w wyglądzie i zachowaniu tytułowego bohatera serii Simon the Sorcerer, pomiędzy jego debiutem w pierwszej części, a powrotem w sequelu zatytułowanym The Lion, the Wizard and the Wardrobe. Nasz Simon wkroczył w wiek buntu. Zaczął inaczej się ubierać, nosić dłuższe włosy i wygląda na to, że całkiem zapomniał o niesamowitej przygodzie, jaką przeżył w pewnej odległej, magicznej krainie, po drugiej stronie... strychu.

Ale zło nie śpi. Sordid, czarny charakter, z którym w 1993 roku Simon stoczył swój pierwszy pojedynek, zapragnął rewanżu. Przy pomocy swojego nowego podnóżka imieniem Runt postanowił zbudować nowoczesną Fortecę Zagłady, aby następnie sprowadzić do niej (tym razem w magicznej szafie) smarkacza, który przed dwoma laty uniemożliwił mu przejęcie władzy nad światem. Niestety (dla Sordida) coś poszło nie tak i Simon wraz z magiczną szafą, zamiast w Fortecy Zagłady wylądował tuż przed domem maga Calypso. Niestety (dla Sordida) Calypso to od pierwszej części najpotężniejszy sprzymierzeniec Simona w świecie magii.

PRAWIE JAK OPOWIEŚCI Z NARNII

The Lion, the Wizard and the Wardrobe to przygodówka osadzona w świecie, któremu najbliżej jest na pewno do magicznych krain fantasy. Przy czym autorzy od początku dają do zrozumienia, że nie należy tego świata traktować zbyt serio. Trochę szkoda, że w porównaniu z pierwszą częścią, gra stała się bardziej "jajcarska", a Simon bardziej złośliwy. Żałuję, bo podobała mi się ta senna atmosfera, odrobinę przypominająca światy Curse of Enchantia i Lure of the Temptress. W The Lion, the Wizard and the Wardrobe okazuje się, że w okolice wzdłuż i wszerz zwiedzone przez naszego bohatera za pierwszym razem dotarła cywilizacja, że mała niegdyś wioska osiągnęła rozmiary całkiem sporego miasteczka. A dawni znajomi, podobnie jak Simon, zmienili się nie do poznania.

Najbardziej zmienił się Swampling. Małe, niepozorne, żyjące na bagnach dziwadło otworzyło własną sieć restauracji fast-food (MucSwamplings) będących, w co zapewne trudno uwierzyć osobom pamiętającym Swamplinga z części pierwszej, całkiem dochodową inwestycją. Z kolei Calypso... w jego przypadku najbardziej zmieniła się wnuczka - sympatyczna i urocza Alix, pominięta w obsadzie pierwszej części. Niestety jej rola w grze okrojona jest do minimum.

PRAWIE JAK ŚWIAT DYSKU

Simon the Sorcerer II to sequel zrobiony z głową. Można się czepiać naciąganych wątków fabularnych, ale już niedoskonałości w zasadniczej części gry doszukać się trudno. Na szczęście autorzy wstrzymali się (przynajmniej tym razem) z udoskonalaniem na siłę i pozostali przy sprawdzonych mechanizmach. Dzięki temu podstawowe opcje gry ponownie ukrywają się pod elegancką pocztówką w inwentarzu Simona, który to z kolei mieści się w jego magicznym nakryciu głowy.

Zagadki są w większości skonstruowane bardzo sensownie. Przedmiotów wprawdzie jest sporo, ale przez większą część gry ich zastosowanie okazuje się (po fakcie) oczywiste. Nowością w Simon the Sorcerer II jest możliwość zobaczenia wszystkich hot-spotów występujących w obrębie lokacji. Opcja, trzeba przyznać, bardzo użyteczna. Choć szkoda, że nie pokazuje też możliwych wyjść z danej lokacji.

PRAWIE JAK SIMON THE SORCERER

A co ze stroną audio-wizualną? Muzyka jest fajna i wpada w ucho, ale... z oprawą graficzną nie ma szans. Co więcej, prawdopodobnie nie miałaby szans nawet po kilku miesiącach intensywnego treningu. Fakty są bowiem takie, że oprawa graficzna The Lion, the Wizard and the Wardrobe nokautuje przeciwników w pierwszej rundzie. W swojej kategorii "wagowej" (rysowana VGA, 256 kolorów) może śmiało równać się z takimi gwiazdami jak Gabriel Knight: Sins of the Fathers, czy Beneath a Steel Sky. To co zwraca największą uwagę (a czego nie widać na screenach) to wykonane z niesamowitą precyzją animacje postaci. Bardzo mi tego brakuje w nowych grach, w których szczytem luksusu staje się, takie mam chwilami wrażenie, gdy główny bohater potrafi kiwnąć głową lub schylić się po wskazany przedmiot. I to ma być ewolucja?

Nie narzekam, nie krytykuję, nie mieszam z błotem. Czy to znaczy, że Simon the Sorcerer II jest dobrą przygodówką? Cóż, na to wygląda. Ekipie Adventure Soft udało się stworzyć sequel prawie dorównujący poprzednikowi. I "prawie" wcale nie robi tu wielkiej różnicy. Gra jest na tyle udana, że nawet nie sposób mieć do braci Woodruffe pretensji o bardziej komediowy styl, chwilami naciągane dialogi i "nowego" Simona, będącego tu kimś w rodzaju anty-bohatera. Ważne, że da się z nim wytrzymać. A to oznacza mocne cztery gwiazdki. Dokładnie tyle, ile ma ich na swojej czapie mag Calypso.

Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.