Recenzja - Teenagent
Teenagent - recenzja
Reptil3, 18 lipca 2005
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ miodność
+ specyficzny humor
+ dubbing w wykonaniu kultowych postaci polskiej prasy growej :)
Wady:
- drobne nielogiczności i błędy fabularne
- dubbing w wykonaniu kultowych postaci polskiej prasy growej :(
Krótko:
Zdecydowanie jedna z ciekawszych przygodówek Made in Poland.

Teenagent to druga gra polskiej firmy Metropolis Software House. Po słabej (choć entuzjastycznie przyjętej) Tajemnicy Statuetki, udało im się wydać coś naprawdę niezłego. Głównym bohaterem jest Marek Hopper, nastolatek, który zostaje zwerbowany przez agencję RGB. Ma im pomóc w rozwikłaniu zagadki znikania całych zapasów złota ze skarbców bankowych.

Czeka nas więc długa i pełna przygód wyprawa. Początkowo będziemy musieli przejść ekspresowe szkolenie w obozie treningowym, a dopiero później będziemy mogli przejść do właściwego zadania. Gra tak właściwie składa się z trzech części - obozu wojskowego, wioski i posiadłości. Dojście do końca nie powinno nikomu zająć więcej niż 10 godzin (i to ze sporym zapasem). To dość mało, szczególnie jak na grę przygodową. A byłoby pewnie i mniej, gdyby niektóre zagadki były lepiej pomyślane, mniej bzdurne. Ot choćby wlanie błota do kubka z kawą, by powalić na ziemię barmana. Albo moment w którym chcemy wydostać kotwicę z dna jeziora. Jeżeli nie klikniemy na nią od razu po pojawieniu się ekranu, to Marek nie będzie mógł jej wziąć. A my się będziemy zastanawiać co takiego potrzebne jest, aby ją wydostać. Jest też parę pixel-huntingów. Na szczęście, spora część problemów przed którymi staniemy są na normalnym poziomie.

To, czego nie można odmówić grze to sporej dawki humoru. Zarówno słownego jak i sytuacyjnego. Nawet dla miłośników Galleghera (to taki wynalazca stworzony przez pisarza Henry'ego Kuttnera, szczerze polecam) jest mały easter egg. Sporo również jest nawiązań do różnych filmów czy gier (choćby rozważania Marka czy za dużym zegarem jest tajne przejście). Od tej strony, na pewno nie ma nic do zarzucenia Teenagentowi.

W porównaniu do pierwszej przygodówki Metropolis zaszły ogromne zmiany jakościowe. Miejsce tragicznych skanów zajęła kolorowa grafika z animowanymi postaciami. Co prawda niektóre postaci wyglądają karykaturalnie (choćby kapitan ze śmiesznie narysowaną klatą), a tła wyglądają jakby były skończone w 90% i czekały tylko na końcowe poprawki. Ten ostatni zarzut głównie dotyczy posiadłości. Jak na polskie warunki, to naprawdę dobre efekty. Niestety w porównaniu do zachodnich gier, kilka lat wstecz.

Intefejs jest minimalistyczny, ale mimo wszystko dość przyjazny. Pełne point'n'click, bez zbędnych komend typu podnieś, otwórz, rozmawiaj. W zależności od tego którym przyciskiem klikniemy, Dziwne, że to co zazwyczaj przyporządkowano lewemu przyciskowi myszki, w TeenAgencie jest przypisane prawemu. To dosyć dziwne i trzeba się do tego przyzwyczaić.

Znaczącej poprawie uległa również wersja audio. Co prawda, muzyka nie jest nagrana w najlepszej jakości, ale jest dobrze dobrana do poszczególnych lokacji. Sporo gorzej wypadają odgłosy. Są słabo próbkowane (albo słabo nagrane) a część z nich brzmi sztucznie, jak w amatorskich kreskówkach. Podobnie zresztą jak dialogi w CD wersji gry. Teksty wypowiadane są bez jakiejkolwiek intonacji, jakby od niechcenia. W zasadzie ich jedyną zaletą jest to, że można usłyszeć takie "tuzy" polskiego przemysłu growego jak Gulash, Martinez czy Alex. Niemniej grając w wersję bez mówionych dialogów nic nie tracimy.

Nie można odmówić grze tego, że dostarcza paru godzin dobrej zabawy. A przecież o to głównie chodzi. No i nie kosztuje zbyt wiele. W zasadzie nie kosztuje nic, bo swego czasu Metropolis udostępniło obydwie wersje za frajer. Kto do tej pory nie grał, może więc bez problemu nadrobić zaległości.

Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.