Recenzja - Jack Orlando: A Cinematic Adventure
Jack Orlando: A Cinematic Adventure - recenzja
Czaju, 3 października 2002
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ oprawa graficzna
+ muzyka
Wady:
- można utknąć na dobre
- nic nowego
Krótko:
Niekoniecznie...

Wśród twórców gier są artyści i rzemieślnicy. Jack Orlando jest przygodówką, którą rzemieślnicy z cechu TopWare zadebiutowali na polskim rynku. Okazało się, że do udanego debiutu wystarczy całkiem przeciętna gra (w połączeniu z niską ceną). Chociaż kilka elementów Jack Orlando wybija się ponad przeciętność, zastanawiające jest jednak to, że ich połączenie wcale nie daje oczekiwanego, ponadprzeciętnego efektu.

Fabuła gry przenosi nas do Ameryki lat trzydziestych, czasów zniesienia prohibicji i beztroskiej konsumpcji whisky. W jednym z barów poznajemy Jacka Orlando, prywatnego detektywa, którego najlepsze lata życia zdążyły utonąć w morzu alkoholu. Pewnego wieczoru, zaliczając kolejne latarnie w drodze do domu, nasz bohater staje się świadkiem morderstwa. Chwilę potem Jack traci przytomność po solidnym uderzeniu w głowę, a rankiem odzyskuje ją obok zwłok wysokiego rangą oficera armii amerykańskiej i w towarzystwie... policjantów. Dzięki znajomości z inspektorem Rogersem mamy 48 godzin na oczyszczenie Jacka z zarzutu popełnienia morderstwa.

Dobra historia została całkowicie zrujnowana przez nieprzemyślaną konstrukcję gry. Autorzy dopuścili się bowiem błędu, który w moich oczach całkowicie dyskwalifikuje każdą przygodówkę - podczas gry można się "zaciąć na amen"! Po długich godzinach bezowocnych prób pchnięcia akcji naprzód, trzeba w końcu skapitulować i sięgnąć po solucję. Wtedy to okazuje się, że nie mieliśmy prawa ruszyć z miejsca, bo potrzebny do tego przedmiot znajduje się w lokacji, do której... nie mamy już dostępu! Zapewniam Was, że po takim numerze ze strony twórców będziecie sięgać po solucję za każdym razem, gdy utkniecie na dłużej niż 15 minut. Chyba nie muszę wspominać, że taka gra to żadna przyjemność.

Przyjemna jest za to oprawa Jacka Orlando. Ręcznie wykonane tła są barwne i pełne miłych dla oka szczegółów. Animacja postaci również robi dobre wrażenie, może za wyjątkiem wstawek filmowych, które są dosyć kiepskie. Całość przypomina trochę Broken Sworda z tą różnicą, że strona graficzna Jacka Orlando plasuje się przynajmniej o klasę niżej. Klimat gry tworzony przez grafikę, umiejętnie podkreśla muzyka. Nastrojowych kawałków granych na saksofonie słucha się naprawdę przyjemnie, w knajpach wesoło fałszuje pianino, a w co bardziej ekskluzywnych lokalach usłyszymy ponętny, kobiecy wokal (jako fan jazzu muszę się wtrącić - osoby lubiące jazz powinny tę grę kupić dla samej muzyki autorstwa Harolda Faltermaera, która jest po prostu niezapomniana - przyp. Virgo).

Po ukończeniu gry staje się jasne, że twórcy nawet nie silili się na to, aby zaserwować wielbicielom przygodówek coś nowego i porywającego. Chcieli jedynie stworzyć solidną grę i choć popełnili kilka błędów, swój cel osiągnęli. Nie zmienia to jednak faktu, że Jack Orlando to tytuł raczej przeciętny.

Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.