Solucja - Jack Orlando: A Cinematic Adventure
www.gry-online.pl - wortal rozrywkowy


Jack Orlando: A Cinematic Adventure
Solucję przygotował Virgo

Poniższa solucja przeznaczona jest dla pierwszej wersji gry. Później wydana wersja (Director's Cut) różni się nieco od pierwowzoru.

Powoli mijał kolejny dzień spędzony na zalewaniu się w barze. Nikt już nie pamiętał o tym, że w czasach prohibicji byłem jednym ze skuteczniejszych stróżów prawa i porządku w mieście, dzisiaj byłem nikim. Pozostały mi tylko wspomnienia. Kiedy zamykano bar powoli wywlokłem się z niego i chwiejnym krokiem ruszyłem w stronę domu. Przy drzwiach spotkałem swojego przyjaciela jednak nie chciałem z nim rozmawiać, bałem się wspomnień. Kiedy prawie dotarłem do domu straciłem na moment równowagę i zawinąłem się na lampie ulicznej. Starając się jakoś dojść do siebie zatrzymałem się na chwilkę, kiedy do moich przytłumionych zmysłów doszedł odgłos wystrzału. Natychmiast wytrzeźwiałem na tyle aby w miarę prosto dobiec do zaułka, z którego padły strzały. Na ziemi leżało ciało jednak mordercy nigdzie nie było widać. Wszedłem w zaułek i nagle poczułem ból, w tej samej chwili padłem zemdlony na ziemię. Udało mi się jeszcze zobaczyć jak morderca przy pomocy laski ściąga w dół drabinkę przeciwpożarową i w tym samym momencie wszystko stało się czarne...

MIESZKANIE JACKA I OKOLICE

Kiedy obudziłem się rano bolała mnie głowa, a tego stanu bynajmniej nie poprawiła staruszka krzycząca, żeby wezwać policję. Tym bardziej zaczęła mnie boleć głowa, kiedy przyjechał radiowóz, a policjanci rozpoczęli przesłuchanie. Na nic nie zdały się moje wyjaśnienia, trafiłem do aresztu. Tam spotkałem starego znajomego - Bernarda. Jego kąśliwe uwagi zdenerwowały mnie, więc postanowiłem mu pokazać z bliska moją pięść. Przestraszony złodziejaszek wyśpiewał mi, że morderstwo o które zostałem posądzony zostało dokonane na zlecenie Don Scalettiego. Udało mi się jeszcze dowiedzieć kim jest ten Scaleti, kiedy wszedł jeden z funkcjonariuszy, którzy mnie tutaj przyprowadzili i powiedział, że chce się ze mną widzieć komendant policji. Trafiłem przed oblicze mojego przyjaciela z czasów prohibicji - Toma Rogersa. Choć wszystkie dowody wskazywały na mnie ten przez wzgląd na stare dobre czasy postanowił dać mi 48 godzin na oczyszczenie się z zarzutów i znalezienie winnego. Po powrocie do domu z korytarza zabrałem miotłę oraz wyciągnąłem klucz od mieszkania spod wycieraczki. Kiedy otworzyłem drzwi i miałem wchodzić do środka, z mieszkania naprzeciwka wyszła Alice. Zawsze była dla mnie miła, więc obiecałem jej, że wpadnę do niej na kawę. Wszedłem do mieszkania, udałem się na lewo do łazienki. Przeszukałem dolne szuflady regału i znalazłem w nich notes oraz mały kluczyk. Spod ściany zabrałem miotełkę do kurzu, a kluczykiem otworzyłem szufladę w komodzie, skąd zabrałem swój stary rewolwer. Zabrałem jeszcze portfel z kanapy i udałem się w odwiedziny do Alice. Jak zwykle bardzo miło się z nią rozmawiało, jednak w pewnej chwili poprosiła mnie o miotełkę do kurzu. Jako, że miałem ją akurat przy sobie więc moja urocza sąsiadka zabrała się ochoczo do sprzątania, pozostawiając mnie samego. Korzystając z okazji zabrałem rękawice bokserskie jej męża oraz jabłko. i wyszedłem. Na ulicy podszedłem do pucybuta i dałem mu jabłko, powiedział mi to samo co Bernardo w więzieniu. Postanowiłem obejrzeć na trzeźwo miejsce zbrodni. Znalazłem tam niedopałek cygara. Chciałem udać się na dach jednak nie miałem jak spuścić w dół drabinki. Wyszedłem na ulicę i udałem się do pierwszego zaułka od mojego domu. We wraku samochodu znajdowała się korba, która idealnie nadawałaby się jednak każda próba zabrania jej kończyła pojawieniem się jej właściciela - osiłka z którym wolałem nie zadzierać. Ponownie wyszedłem na ulicę i udałem się do zaułka po drugiej stronie ulicy, skąd dochodziły odgłosy bytno?ci konia. Pod poczciwym zwierzęciem znajdowała się podkowa, która byłaby silnym argumentem w rozmowie z Biffem, jednak wolałem nie ryzykować kopnięcia, więc użyłem miotły aby zdobyć podkowę. Zabrałem ją i włożyłem do rękawic bokserskich. Tak wyposażony wróciłem do po korbę. Kiedy po raz kolejny pojawił się Biff zdenerwowałem go i po chwili byłem szczęśliwym posiadaczem korby. Mając ją wróciłem na miejsce zbrodni i ściągnąłem w dół drabinkę, dzięki czemu mogłem udać się na dach. Na dachu znalazłem tylko paczkę zapałek z klubu Night'o Granis. Kiedy zszedłem na dół pojawił się Tom i wręczył mi kluczyki do mojego wozu. Jednak kiedy wyszedłem na ulicę okazało się, że Biff już tam na mnie czekał i pokazał mi co sądzi o biciu ludzi metalowymi podkowami. Kiedy ocknąłem się wieczorem wyszedłem na ulicę, kluczykami otworzyłem samochód i pojechałem do centrum, czasu było coraz mniej.

CENTRUM

Kiedy dojechałem do centrum udałem się w stronę wejścia do Cotton Club. Przed nim stał jakiś czarno odziany facet, nie spodobał mi się jego styl ubierania i to co mówił więc postanowiłem go pobić. Aby uratować swoją nic nie wartą skórę łajza zaczęła mówić o nielegalnym kasynie. To może być ciekawe. Przeszedłem na drugą stronę ulicy i udałem się do sklepu mojego przyjaciela - Charliego. Po rozmowie z nim wyszedłem bogatszy o 5 dolarów i gazetę. Wróciłem się z powrotem do auta i udałem do rudery, której wejście było zabite dechami. Nie ma to jak dobre buty, jeden kopniak i już można wejść. W pokoju po lewej znalazłem kij baseballowy. W drugim pokoju po lewej z kolei znalazłem śpiącego pijaka, obudziłem go ten jednak nie był chyba zadowolony, bo wyciągnął nóż. Ja jednak wyciągnąłem kija i kloszard musiał skapitulować pod wpływem moich "argumentów". Kiedy upadł, zabrałem z kanapy sznurek i opuściłem walącą się ruderę. Idę do Night'o Granis jednak cieć przy drzwiach będzie chciał kasę za możliwość wejścia do środka. Zapłaciłem mu i po chwili już flirtowałem sobie przyjemnie z piękną blondynkę siedzącą przy barze. Za pięć dolarów wyznała mi, że spędziła noc z Augustem Belingerem oraz wyjawiła numer jego pokoju hotelowego. Udałem się do hotelu. Przed wejściem do niego znalazłem 5 dolarów, które postanowiłem zachować dla siebie (zawsze kiedy brakuje Ci pieniędzy idź przed hotel, będzie tam leżało 5 dolarów). Wszedłem do środka i w recepcji przedstawiłem się jako brat Augusta i próbowałem zdobyć klucz. Te jednak miała sprzątaczka, więc udałem się na prawo i z wiszącego w drzwiach pęku kluczy zabrałem klucze do pokoju Belingera (pokój 101). Wróciłem do holu i porozmawiałem z boyem hotelowym, który okazał się być bratem poznanego wcześniej przez mnie pucybuta. W końcu pojechałem windą na pierwsze piętro. Zdobytymi kluczami otworzyłem pierwsze drzwi po prawej i wszedłem do środka. Na szafce leżał notes, nie byłbym detektywem, gdybym go nie obejrzał. Zapisana w nim była godzina spotkania w klubie Night'o Granis oraz umówiony znak rozpoznawczy. Pod łóżkiem znajdowała się walizka, postanowiłem ją obejrzeć. Hmm, ciekawe rzeczy pan Belinger w niej przewozi, naprawdę ciekawe. Nagle usłyszałem, że winda przyjechała i ktoś stoi pod drzwiami. Musiałem szybko uciec jeśli chciałem pozostać przy życiu. Wyjście przez drzwi nie wchodziło w rachubę, więc otworzyłem okno i zszedłem na dół. Pod ścianą siedział mój dawny informator, Johny Flaszeczka. Widać nie tylko ja się stoczyłem. Dowiedziałem się, że jeśli chce trochę alkoholu to mogę skoczyć do gorzelni i go sobie wziąć. Bogaty o nowe informacje monopolowe udałem się na spotkanie w restauracji. Przy stoliku siedział grubawy facet w okularkach, widać Belinger nie zdążył jeszcze przybyć. Podszedłem do grubasa i pokazałem mu gazetę. Po krótkiej rozmowie mój rozmówca zaproponował wyjście na zaplecze. Na zewnątrz odwrócił się aby przeliczyć pieniądze, które miał wypłacić za morderstwo jednak coś mi tutaj nie grało, mógł to przecież zrobić wcześniej. Obserwowałem jego ruchy i nagle zobaczyłem, że z torby wyciąga broń. Musiałem działać szybko, nie było czasu na wyciągnięcie własnej broni, ogłuszyłem go ciosem w kark. Dla pewności, że nie zaalarmuje koleżków kiedy się ocknie związałem mu ręce sznurkiem. Wróciłem do restauracji i przy stoliku zobaczyłem siedzącego mężczyznę, podszedłem do niego i ponownie pokazałem mu gazetę. Po krótkiej rozmowie zaproponowałem zmianę lokalu na Cotton Club. Tuż przed samym klubem zostaliśmy ostrzelani z przejeżdżającego samochodu. Schowałem się za mój, jednak Belinger nie miał tyle szczęścia i zginał od kul. Szkoda go, tak samo jak mojego auta, któremu te cwaniaki założyły nową klimatyzacje. Jakby tego było mało jakiś panikarz zaczął krzyczeć, że to ja zabiłem Belingera i po chwili już miałem na głowie policje. Jeden zabrał krzykacza do klubu aby spisać zeznania, zaś drugi - zajęty spisywanie protokołu - kazał mi poczekać na komisarza. Korzystając z tego, iż był zajęty czymś innym a komisarza jeszcze nie było szybko zniknąłem po drugiej stronie ulicy i udałem się do warsztatu. Porozmawiałem z nim o moim wozie, nie jest jednak tak jak sadziłem, gorzej jeśli idzie o kwestie zapłaty. Wyszedłem na zewnątrz i tam moją uwagę przykuł przykryty plandeką samochód. Odrzuciłem płachtę i zobaczyłem ten sam samochód, z którego zostałem ostrzelany. Podczas przeszukiwania znalazłem kartę wstępu do kasyna. Postanowiłem z niej skorzystać. Poszedłem do restauracji i gorylowi przy wejściu pokazałem kartę wstępu. Kiedy byłem w środku poczułem się trochę głupio, wszyscy bawią się pieniędzmi a tych u mnie za wiele nie ma. Znalazłem jednak inny sposób, zacząłem grozić bronią innym graczom. Było całkiem zabawnie póki nie zacząłem grozić facetowi pod drzwiami, który wyciągnął swojego gnata i zaprowadził mnie do swojego szefa - Don Scalettiego. Po rozmowie ze sprawcą wszystkich moich kłopotów zostałem uwięziony w piwnicy. Nagle usłyszałem jak ktoś schodzi po schodach. To była blondynka, która siedziała u Scaletiego. Jak się okazało ma na imię Elizabeth i była narzeczoną Belingera. Dała mi łom, którym wyłamałem zatrzask w drzwiach. Byłem wolny jednak nadal przebywałem w jaskini lwa. Musiałem się wydostać i podążyć śladem Scalegiego do portu, gdzie miał odebrać transport broni. Po wyjściu z piwnicy wszedłem w drzwi po prawej i z biurka zabrałem swoją broń oraz dokumenty mafioza dotyczące zakupów broni. Wyszedłem z pokoju tymi samymi drzwiami, którymi wszedłem i udałem się do drzwi na końcu korytarza. WOLNOŚĆ. Prawie, przynajmniej do czasu aż nie pozbędę się tego strażnika, który spacerował sobie nade mną. Po mojej lewej zobaczyłem kurek z gazem, jako detektyw byłem z natury ciekawski, tak więc odkręciłem go aby dowiedzieć się, gdzie się gaz ulotni. Dowiedziałem się dość szybko, podpowiedział mi osiłek, który zleciał z góry w wyniku bliskiego spotkania jego twarzy i ulatniającego się gazu. Zabrałem z ziemi naboje i szybko poszedłem do furtki. Była zamknięta, jednak kilka strzałów otworzy każde drzwi, te nie były wyjątkiem. Byłem wolny jednak aby dostać się szybko do portu potrzebny mi był samochód, a za jego naprawę trzeba niestety płacić. Poszedłem porozmawiać z taksiarzem czy by mnie nie podwiózł za friko, ostatecznie za pięć dolarów. Nie chciał mnie podwieźć ale dowiedziałem się, że za butelkę dobrej whiski mogę się wykręcić u Franka od płacenia za naprawę. Szybko udałem się do gorzelni naprzeciwko Cotton Club. W środku czym prędzej udałem się do magazynu, gdzie zobaczyłem stojącą samotnie butelkę whiski, która tylko czekała, aż jakaś dobra dusza się nią zaopiekuje. Jako, że mam dobre serce chciałem ją zabrać jednak magazynier mnie przegonił. Wyszedłem na zewnątrz i podszedłem do sterty skrzyń, na której leżała korba. Pamiętając, a także czując moje ostatnie doświadczenia z tym przedmiotem wolałem go zbyt długo nie mieć przy sobie więc kiedy tylko go zabrałem, pozbyłem się go poprzez włożenie korby w znajdujący się na zderzaku ciężarówki otwór. Przy okazji uruchomienia jej dałem sygnał chłopakom w magazynie, że mogę iść spać. Wróciłem wiec do magazynu i porwałem butelkę. Kiedy już dotarłem do warsztatu mój samochód wyglądał jak nowy, dałem frankowi butelkę za którą dostałem kluczyki i czym prędzej robiąc z nich użytek ruszyłem za Scaletim.

PORT

Kiedy dojechałem na miejsce i wysiadłem przekonałem się, że brama jest zamknięta i tym razem nawet moja spluwa nie przekona jej, aby się otworzyła. Kiedy już miałem odchodzić zauważyłem leżącą na ziemie monetę, wziąłem ją, ot tak, na szczęście. Udałem się do baru, gdzie za znalezioną monetę dostałem od barmana piwo. Po swoich ostatnich doświadczeniach z alkoholem wolałem go nie pić i wymieniłem je u siedzącego przy stole marynarza na kawałek kiełbasy. Wyszedłem z baru i udałem się na drugą stronę ulicy, w zaułek, który się tam znajdował. Jakiś biedny kloszard opróżniał butelkę rumu więc zostawiłem go w spokoju i poszedłem dalej. Do łodzi przywiązany był na łańcuchu pies, który okropnie na mnie szczekał. Co gorsza, w zasięgu jego łańcucha zauważyłem coś co mogło mi się przydać, nożyce do metalu. Odwróciłem od siebie uwagę psa rzucając mu kiełbasę i w czasie kiedy ten się nią zajadał zabrałem nożyce. Kiedy wracałem pijaczek już spał więc zabrałem mu butelkę rumu (jeśli nie będzie spał to wróć tutaj później). Ponownie udałem się do bramy i przy pomocy nożyc przeciąłem łańcuchy. Wszedłem na teren portu (radzę zapisać grę). Zobaczyłem, że wokół magazynu kręci się strażnik. Uważając na niego i skradając się prawie za nim udało mi się dostać na drugą stronę portu. Udałem się w lewo, gdzie stary rybak łowił ryby. Miał on ze sobą zwój liny, który bardzo mógłby mi się przydać. Jednak chciał za niego butelkę rumu, której z miłą chęcią się pozbyłem. Wróciłem się w stronę rozładowanych skrzyń i wszedłem między nie. Krążąc między nimi wpadłem na 3 obwiesi, którzy chcieli ode mnie kasę. Postanowiłem nauczyć ich tańca, jako instrument posłużył mój gnat. Chłopaki tak ochoczo wzięli się do ćwiczeń, że w czasie ucieczki jeden z nich zgubił łom. Oderwałem nim odpadającą deskę na jednej ze skrzyń, która była obok mnie i dalej błądziłem w tym labiryncie. Wyjścia wprawdzie nie znalazłem ale znalazłem łódź, na którą dostałem się używając oderwanej deski jako kładki. Z łodzi zabrałem wiszącą na ścianie kotwice i jako rasowy szczur lądowy zszedłem z pokładu na suchy ląd. Przy okazji udało mi się znaleźć wyjście z labiryntu(zapisz grę Graczu). Udałem się w stronę magazynu i korzystając z tego, że nie było w pobliżu strażnika otworzyłem pierwsze drzwi po lewej i wszedłem do środka. Wspiąłem się po drabince na górę i poszedłem w prawo, skąd docierały do mnie odgłosy załadunku. Podsłuchawszy rozmowę majora Stwearta ze Scaletim postanowiłem się jak najszybciej ulotnić z tego miejsca, zwłaszcza, że mój dobry przyjaciel okazał się siedzieć w kieszeni Scaletiego. Ale coś nie dawało mi spokoju a tym czymś był przełącznik, który znajdował się na wprost mnie. Przełączyłem go i w tej samej chwili w sali obok rozległ się hałas. Strażnicy szybko pognali zobaczyć co to było a ja ruszyłem w stronę drabinki prowadzącej na dach. Po drodze strąciłem rurkę, gdybym nie przełączył tego przełącznika pewnie zostałoby ze mnie sitko do ziółek. Kiedy wchodziłem na dach w duchu dziękowałem swojemu szczęściu. Jednak na dachu siedział strażnik. Ale co to dla mnie, ogłuszyłem go kolbą mojego pistoletu. Nie miałem jednak jak zejść. I wtedy przypomniałem sobie o linie, połączyłem ją z kotwicą i zahaczając kotwice o dach spuściłem linę na dół. Poczekałem jeszcze aż strażnik na dole się oddali i zjechałem po linie na dach ciężarówki wojskowej, która właśnie odjeżdżała w nieznanym kierunku.

BAZA WOJSKOWA

Kiedy się obudziłem zszedłem z dachu i stanąłem obok ciężarówki, którą tutaj przyjechałem. Przeszukałem schowek po jej lewej stronie i wyciągnąłem z niego siekierę. Rozbiłem przy jej pomocy kłódkę, dzięki czemu mogłem wydostać się z magazynu. Po wyjściu na zewnątrz wiedziałem, że nie jestem tutaj bezpieczny, wszyscy w mundurach a ja ubrany jak prywatny detektyw. Musiałem coś z tym zrobić. Poszedłem w lewo i podniosłem z drogi leżący na niej drut. Wróciłem z nim do magazynu, gdzie przy użyciu imadła zrobiłem z niego piękny wytrych. Wyszedłem na zewnątrz chcąc go przetestować i otworzyłem nim drzwi od magazynu znajdującego się po lewej stronie. W środku zabrałem sobie mundur majora i nieśmiertelnik, po czym kontynuując marszrutę w lewo trafiłem do budynku administracji. Wszedłem po schodach na górę i wybrawszy pierwsze drzwi z brzegu, otworzyłem je. Przebywającemu tam żołnierzowi powiedziałem o awarii telefonu w sekretariacie. Kiedy poszedł ją naprawiać, podłączyłem aparat do kontaktu i zadzwoniłem do Toma. Podając się za Maxa poprosiłem go aby przyjechał odebrać pieniądze. Wróciłem na korytarz i udałem się do drzwi na końcu korytarza. Chciałem porozmawiać z generałem jednak skutecznie przeszkodził mi w tym major Stweart. Wyszedłem więc ponownie na korytarz i wybrałem tym razem 3 drzwi od schodów. Jak się okazało, był to sekretariat. Powiedziałem sekretarce o włamaniu do magazynu numer dwa, pomijając szczegół, że to ja dokonałem tego włamania. Upewniwszy się, że zawiadomiła majora telefonicznie, wróciłem do generała i tym razem udało mi się z nim porozmawiać. Z początku nie chciał mi wierzyć jednak kiedy pokazałem mu dokumenty znalezione w biurze Scaletiego szybko zadzwonił po żandarmerie wojskową. W tym samym momencie do gabinetu wpadł mój stary znajomy - Tom, w towarzystwie majora i dwóch wycelowanych we mnie i generała pistoletów. Kiedy już myślałem, że to koniec do gabinetu wpadli żandarmi i aresztowali obu schwarz charakterów.

Tym samym kolejna sprawa została rozwiązana, Tom Rogers, major Stweart i Don Scaletti trafili do więzienia, znowu stałem się bohaterem miasta... i chyba znalazłem swoja przyszłą żonę w postaci Elizabeth.

Copyright (c) Michał Czajkowski. Wszelkie prawa zastrzeżone.