Recenzja - The Last Express
www.gry-online.pl - wortal rozrywkowy


The Last Express
Elum, 30 listopada 2003
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ bardzo filmowa i trzymająca w napięciu rozgrywka
+ "międzynarodowe" dialogi
+ pasażerowie Orient Expressu
Wady:
- jak wszystkie wybitne gry, zbyt krótka
Krótko:
Przygodówka idealna. Szkoda, że tak niewiele osób o niej pamięta.

The Last Express to opowieść o ostatnim przed wybuchem I Wojny Światowej, kursie Orient Expressu - niezwykle luksusowego pociągu kursującego na trasie Paryż - Konstantynopol, na przełomie XIX i XX wieku. Ten ekskluzywny środek transportu stał się swego czasu prawdziwą legendą. Dla Europejczyków był wyrazem marzenia o zjednoczonej Europie i swobodnym podróżowaniu z jednego krańca kontynentu, na drugi. Dla pasażerów z kolei - luksusowym miejscem wypoczynku, spotkań i rozmów o interesach.

Głównym bohaterem gry jest Robert Cath, młody Amerykanin, który postanowił udać się w podróż Ostatnim Ekspresem na prośbę swojego bliskiego przyjaciela, Tylera Whitney. I wszystko byłyby w porządku, gdyby nie fakt, że już w kilka minut po wskoczeniu do pociągu, na stacji w Paryżu Robert odkrywa, zamiast Tylera... zwłoki Tylera. W ułamku sekundy nachodzi go myśl, że to właśnie on - jedyny pasażer "na gapę" i znajomy ofiary - staje się w tym momencie głównym podejrzanym popełnionego morderstwa. Można by powiedzieć, że po tak brawurowych pierwszych minutach gry zaskoczyć nas może już tylko solidne trzęsienie ziemi. Na całe szczęście jednak The Last Express jest jak dobry thriller - trzyma w napięciu do samego końca.

Akcja gry toczy się w dniach 24-25 lipca 1914 roku. Dlaczego o tym wspominam? Ano, z dwóch powodów. Po pierwsze, wydarzenia w grze są ściśle związane z wydarzeniami autentycznymi, mającymi miejsce w drugiej dekadzie XX wieku. Czuje się to praktycznie na każdym kroku, czy to przeglądając gazety porozrzucane w pociągu, czy też podsłuchując rozmowy pasażerów. Jest tego tyle, że nawet osobnik tak obojętny na historię XX wieku jak ja jest w stanie wyłapać tu wiele smaczków i ciekawostek. Po drugie, w grze ogromne znaczenie ma upływ czasu. W menu głównym gry centralne miejsce zajmuje mapa oraz zegar. Mapa informuje nas, w którym miejscu trasy Paryż - Konstantynopol aktualnie się znajdujemy. Zegar natomiast, poza odmierzaniem czasu, umożliwia cofnięcie się do dowolnego momentu w grze, zastępując w ten sposób opcje Load/Save.

Tak, czas w The Last Express jest bardzo ważny. Ale jeszcze ważniejsze jest to, aby go odpowiednio wykorzystać i w odpowiednim czasie znaleźć się we właściwym miejscu. Jak to rozumieć? Mówiąc w skrócie, postacie w grze żyją własnym życiem. Dosłownie. Rano jedzą śniadanie w wagonie restauracyjnym, w nocy śpią, po południu spotykają się na prywatnych koncertach lub grają w szachy. Co najważniejsze, robią to wszystko na naszych oczach. W dodatku większość z nich reaguje na obecność Roberta, nawet jeśli tylko staniemy lub też przechodzimy obok! Trudno opisać słowami scenę, gdy przechodząca obok postać, można mieć wrażenie, spogląda na nas, patrzy prosto w oczy. Ta mnogość i różnorodność zachowań postaci jest jak sądzę podstawowym powodem, dla którego The Last Express, mimo że jest grą krótką, zajmuje aż trzy płyty CD. Wszystkie animacje pojawiające się w grze nie są bowiem tworami generowanymi w czasie rzeczywistym, tylko przygotowanymi wcześniej i zapisanymi na płycie, w większości wypadków krótkimi, filmikami.

Wypada też podkreślić, że w The Last Express nie znajdziemy zbyt wielu klasycznych zagadek. W zasadzie wszystkie zadania typu "weź śrubokręt, odkręć śrubkę, zanieś śrubkę zbieraczowi śrubek" można by policzyć na palcach jednej ręki. Z kolei żeby porozmawiać z daną postacią, trzeba ją najpierw znaleźć! W dodatku przebieg rozmowy będzie się różnił w zależności od tego kiedy i gdzie do niej dojdzie. Podobnie jest z podsłuchiwaniem rozmów innych pasażerów, co jest dosyć istotnym elementem gry. Przy czym nie chodzi o to żeby po namierzeniu "ofiary" skradać się, chować za ścianą i z przystawionym do głośnika uchem wyłapywać najistotniejsze informacje. Akcja gry ma miejsce na tak ograniczonej powierzchni (raptem kilka wagonów pociągu), że wystarczy znaleźć się po prostu w tym samym pomieszczeniu, co rozmawiające ze sobą osoby. Nikt nie będzie miał pretensji o to, że Robert stoi obok i podsłuchuje podziwia widok za oknem. W końcu to przecież ciasny pociąg.

Również oprawa graficzna The Last Express jest niezwykła. Do przygotowania wyglądu postaci graficy Smoking Car Productions wykorzystali mało popularną technologię rotoscope. Polega ona na tym, że sfilmowanych w blue-boxie aktorów, przedmioty itp. przy pomocy odpowiedniego oprogramowania przetwarza się tak, aby wyglądały na ręcznie animowane. Efekty tej pracy można podziwiać na screenach, które jednak nie są w stanie w pełni oddać tego, co możemy oglądać podczas gry. Oto bowiem kreatywna ekipa twórców przygotowała dla graczy kolejną niespodziankę. Okazuje się, że większość animacji w grze jest... poklatkowa i tylko w kluczowych momentach staje się bardziej płynna! Czyż to nie piękne? Kolejne klatki animacji wyświetlają się co około jedną sekundę, co w połączeniu z "rysowanymi" postaciami, daje wrażenie oglądania czegoś w rodzaju multimedialnego komiksu. Przy czym należy tu zwrócić uwagę na dosyć istotny szczegół. Nie jest to efekt porównywalny z tym, jaki otrzymujemy grając w grę z grafiką generowaną w czasie rzeczywistym na komputerze z parametrami poniżej zalecanych wymagań sprzętowych. Animacja jest skokowa, ale równocześnie każda klatka animacji jest tu bardzo starannie dobrana i przygotowana. Robi to więc naprawdę duże wrażenie.

Lokacje z kolei to już bardziej klasyczne połączenie 3D z nieco stylizowanymi na 2D elementami. Tutaj może nawet nie warto rozpisywać się na temat szczegółów technicznych, bowiem w wyglądzie lokacji istotne jest to, że wszystkie one zostały wykonane na podstawie zdjęć oraz autentycznych, zachowanych do naszych czasów, wagonów Orient Expressu. Szerokość, wysokość, układ czy rozmieszczenie poszczególnych elementów, to wszystko zostało przygotowane tak, abyśmy grając w The Last Express mogli poczuć się jak w prawdziwym Orient Expressie. W połączeniu z realistycznymi dźwiękami jadącego pociągu oraz różnego rodzaju odgłosami otoczenia, wygląda i brzmi to bardzo interesująco.

Odgłosy otoczenia to także odgłosy wszechobecnych rozmów. Ha! Prawdę mówiąc to czegoś takiego jeszcze w żadnej przygodówce nie słyszałem. Nie, nie chodzi o to, że w The Last Express jest taki ruch, że często zdarzają się sytuacje kiedy wiele osób znajdujących się w tym samym pomieszczeniu rozmawia równocześnie (wtedy rozmowy po prostu nakładają się na siebie). Ani też o to, że większość głosów dobrana jest rewelacyjnie. Ja po prostu do tej pory nie spotkałem się jeszcze z przygodówką, w której postacie rozmawiałyby tyloma językami! Ponieważ w grze mamy do czynienia z towarzystwem międzynarodowym, możemy usłyszeć m.in. pasażerów mówiących po angielsku, niemiecku, francusku, rosyjsku, serbsku, arabsku. Ale to nie wszystko. Jest jeszcze angielski z akcentem brytyjskim, amerykańskim, niemieckim, francuskim, rosyjskim, serbskim. Na uwagę zasługuje też fakt, że aktorzy, którzy podkładali głosy postaciom, nie są tymi samymi osobami, które sfilmowano w blue-boxie. Innymi słowy, nad każdą postacią w The Last Express pracowało po dwóch aktorów.

Oprawę muzyczną gry przygotował Elia Cmiral, kompozytor dobrze znany w branży filmowej. Jednym słowem - zawodowiec. I to się czuje. Ścieżka dźwiękowa, podobnie jak cała gra, jest bardzo filmowa. W skrócie można by ją określić jako połączenie brzmienia orkiestry symfonicznej z nieco sztuczną pracą syntezatora. Czy jest to dobre połączenie? Początkowo miałem mieszane uczucia, dziś jednak nie wyobrażam sobie, żeby gra mogła brzmieć inaczej.

Podsumowując, trudno napisać o wszystkich zaletach The Last Express w jednej, krótkiej recenzji. Jest to bowiem gra niezwykła, jedyna w swoim rodzaju i właściwie pozbawiona wad. Nawet elementy walki, które w The Last Express się przewijają, zostały ulokowane w niej w tak sprytny sposób, że zupełnie nie przeszkadzają i, co najważniejsze, niczego nie utrudniają. Gra jest krótka, to fakt, ale jest również nieprzyzwoicie nieliniowa (tzn. do pewnego stopnia), można więc do niej spokojnie podchodzić kilka razy, za każdym razem odkrywając coś nowego.

Nie jestem właściwie fanem przygodówek pierwszoosobowych, co nie zmienia faktu, że The Last Express już dawno trafiła do mojej prywatnej trójki najlepszych przygodówek wszech czasów. Grę stworzył Jordan Mechner, twórca legendarnej Prince of Persia. Szkoda, że The Last Express to pierwsza i zarazem ostatnia produkcja założonego przez niego studia Smoking Car Productions. Niestety, gra sprzedała się słabo. Zbyt słabo. Może gdyby ukazała się w lepszym momencie, może rok wcześniej, może... może wtedy mielibyśmy szansę zobaczyć kiedyś podobną, równie oryginalną i dopracowaną w najdrobniejszych szczegółach klasyczną przygodówkę Mechnera.

Copyright (c) Michał Czajkowski. Wszelkie prawa zastrzeżone.