Recenzja - Jazz i Faust
Jazz i Faust - recenzja
Czaju, 21 lutego 2003
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ ładnie wygląda
Wady:
- dziurawa i niespójna historia
- absurdalnie liniowa
- nieciekawe postacie tytułowych bohaterów
- "wieszczenie" Fausta
Krótko:
Kolejna gra z gatunku niekoniecznych.

Gra Jazz i Faust jest jak długonoga blondynka, która ładnie wygląda na zdjęciach w magazynach, ale po bliższym poznaniu jej głupota wychodzi nam bokiem.

Rzućmy okiem na screeny. Nie nie, to nie jest żaden retusz ani fotomontaż, ta gra naprawdę tak ładnie wygląda! Lokacje są barwne i pełne szczegółów. Postarano się nawet o takie drobiazgi jak efekt rozgrzanego powietrza nad płonącymi pochodniami czy gra cieni rzucanych przez trójwymiarowe postacie. Widać, że twórcy sporo uwagi poświęcili oprawie wizualnej gry. Mam wrażenie, że skupili się na tym tak bardzo, że zabrakło czasu na rzeczy o wiele w grach przygodowych ważniejsze...

Chyba każdy miłośnik przygodówek zna Sama i Maxa. Są to postacie tak oryginalne, charakterystyczne i zabawne, że w Sam & Max Hit the Road gra się w dziesięć lat po premierze gry. Jazz-przemytnik i Faust-kapitan są tak bezpłciowi, nudni i irytujący, że nie chcę już nigdy mieć z nimi do czynienia. Przesada? Nawet jeśli, to niewielka.

Irytujący jest właściwie Faust, bo aktor który w polskiej wersji językowej użyczył głosu Jazzowi, stanął na wysokości zadania. O Fauście nie da się jednak powiedzieć, że mówi. Faust nie mówi, Faust wieszczy! Nie jestem żadnym cholerykiem, ale jego komentarze, jak ten o cuchnącej latrynie, deklamowane niczym tekst "Pana Tadeusza", regularnie wytrącały mnie z równowagi.

Na początku możemy wybrać którą postacią chcemy zagrać w pierwszej kolejności (polecam Jazza - jeśli gra się nie spodoba, zabawę z Faustem można sobie bez żalu darować). Obie postacie mają różne cele i motywacje. Jazz zostaje przyłapany na przemycie i potrzebuje pieniędzy, aby odzyskać zarekwirowany statek. Faust z kolei od pierwszego wejrzenia zakochał się w tajemniczej nieznajomej i kierując się głosem serca, uparcie za nią podąża. Generalnie problemy przed jakimi obaj stają podczas przygód są inne, wszystko rozgrywa się jednak (poza paroma wyjątkami) w tych samych lokacjach. Ścieżki obu bohaterów krzyżują się zaledwie parę razy i to na krótko. Tym samym współpracę między nimi, zapowiadaną przez producentów, można włożyć między bajki. No chyba że uznać za taką współpracę scenę, w której Jazz prosi Fausta, aby ten łaskawie potrzymał przez chwilę świecącego grzybka :/ Pomysł, aby pokazać tę samą historię z dwóch różnych perspektyw też poległ, bo wydarzenia w czasie gry Jazzem i Faustem różnią się znacząco.

Dodam jeszcze, że motywy postępowania obu bohaterów od pewnego momentu wiążą się w pewien sposób z ogromnym skarbem ukrytym gdzieś na pustyni. Nie napiszę nic więcej, bo szczerze mówiąc sam nie do końca załapałem o co w tym wszystkim chodzi. Jazz i Faust w czasie swych przygód zajmują się takimi bzdurami, że sedno fabuły szybko znika nam z oczu. Wydaje się, że punktem kulminacyjnym jest spotkanie z tajemniczą wybranką Fausta, która kilkuminutowym "oświadczeniem" próbuje rozwiać nasze wątpliwości co do fabuły - w moim przypadku bez powodzenia. Cała historia nie grzeszy bowiem ani spójnością, ani logiką, pełna jest też wątków wepchniętych zupełnie na siłę (a'la podziemne miasto czy drzewo wampir), których jedynym zadaniem jest sztuczne wydłużenie - i tak krótkiej - rozgrywki.

Trudno zarzucać grze przygodowej liniowość fabuły, wszak taka jest uroda przygodówek. Jednak twórcy Jazza i Fausta zrobili w tym względzie o jeden krok za daleko, doprowadzając liniowość w tej grze do granic absurdu. Najlepiej zilustruje to konkretny przykład. Grając jako Jazz musimy odszukać pewnego kapitana. Osada jest mała, składa się zaledwie z kilku lokacji, wśród nich stoi tawerna. Gdzie szukać kapitana jeśli nie w tawernie przy kuflu rumu, prawda? Okazuje się, że w tawernie jednak go nie ma. Na szczęście w pobliżu tawerny spotykamy chłopca, który "coś" wie, ale nie powie dopóki nie znajdziemy jego kotka (litości!). Gdy Jazz ratuje zwierzaka, uradowany chłopiec zdradza, że szukany przez nas kapitan od dwóch dni... zapija się w tawernie :/ Sympatycznie, prawda? Podobnie jest przez całą grę. W większość miejsc nie uda nam się dostać dopóki ktoś nas tam nie wyśle, nie podniesiemy żadnego przedmiotu dopóki nie będzie nam w tej chwili potrzebny itd. Gra sprowadza się więc do biegania po wszystkich dostępnych lokacjach i sprawdzania czy po rozmowie z osobą A, potrzebny nam przedmiot B nie pojawił się przypadkiem w miejscu C. Tylko taki idiotyczny brak logiki i ograniczanie naszych działań utrudniają rozwiązanie zagadek, w gruncie rzeczy łatwych i o poziomie skomplikowania, który nie będzie wyzwaniem nawet dla pierwszaka.

Na zakończenie o zakończeniu. Jazz i Faust kończy się... dziwnie. Boję się, że może to oznaczać drugą część gry. Obym się mylił. Czas płynie, zapowiedzi żadnych nie ma - jak na razie jestem dobrej myśli.

Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.