Recenzja - Zegarmistrz
Zegarmistrz - recenzja
Bartolomeo, 10 lipca 2003
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ grafika niektórych lokacji
+ ciekawie rozwiązany schowek
Wady:
- wszechobecna nuda
- możliwość "utknięcia w czasie"
- wygląd, animacja i głosy postaci
Krótko:
Nie patrzeć, nie dotykać, NIE KUPOWAĆ!

"Przystojny detektyw i atrakcyjna pani prawnik w doskonałej, wciągającej grze przygodowej...". Ten tekst, znajdujący się m.in. na pudełkach Zegarmistrza, to najlepszy dowód na to, że reklama nie zawsze mówi prawdę, a w tym wypadku zwyczajnie kłamie!

Wszystko zaczyna się kilka minut przed trzecią rano. Do domu Darrela Boona dzwoni nieznajomy mężczyzna, prosząc o natychmiastowe spotkanie. Kiedy Darrel dojeżdża na umówione miejsce, dostaje ofertę współpracy z jednym z londyńskich biur prawniczych. Sprawa polega na odnalezieniu, w przeciągu następnych kilkunastu godzin, skradzionego przez fanatyków religijnych urządzenia kumulującego energię, kształtem przypominającego ogromne wahadło zegara. Celem sekty jest uwolnienie energii, co może okazać się tragiczne w skutkach dla naszego świata. Ze względu na swoją tajemniczą przeszłość, miejscem, w którym wydaje się być ukryta machina, jest XVIII-wieczny zamek w Austrii. Po rzucie oka na przewidywane honorarium, Darrel podejmuje się sprawy. Pomimo jego zastrzeżeń detektywowi przydzielona zostaje do pomocy Victoria Conroy, zaufana prawniczka biura, która ma pomóc w wyjaśnieniu sprawy.

W ten sposób wplątani zostajemy w historię rodem z "Archiwum X". Na tym filmie najwyraźniej wzorowali się twórcy Zegarmistrza. Niestety ani Darrel w żaden sposób nie przypomina sprytnego Muldera, ani Victoria nie ma nic wspólnego z piękną i inteligentną agentką Scully.

Gra, której fabuła początkowo wydaje się być interesującą, po kilkudziesięciu minutach zwyczajnie nudzi. Chodzenie po niemal identycznie wyposażonych pokojach, różniących się jedynie kolorami ścian i wiszącymi na nich obrazami, w poszukiwaniu przedmiotu mogącego pchnąć o milimetr fabułę, może szybko zmusić do kapitulacji nawet najbardziej wytrwałego gracza. Choć czasem przyjdzie nam dla urozmaicenia zwiedzać "stare skrzydło" zamku czy inne bardziej zabytkowe zakątki, to i tak ich widoki nie rekompensują nudy jaka szybko nas ogarnia. Czeka nas jednak kilka niespodzianek, nie mają one jednak nic współnego z fabułą gry...

W czasie śledztwa dowiadujemy się o mającym nastąpić w przeciągu kilku godzin zaćmieniu słońca. Przyznam, że spodziewałem się czegoś bardzo efektownego, niestety srogo się zawiodłem. Wszyscy wiedzą jak wygląda zaćmienie słońca. Wszyscy, za wyjątkiem twórców Zegarmistrza. Kiedy kilka minut po godzinie 13-tej wyszedłem odetchnąć świeżym powietrzem, nagle zaskoczyła mnie ciemność. I nie mam tu na myśli jakiegoś stopniowego (a nawet szybkiego) ściemnienia się, tylko coś w stylu [pstryk] "hej, kto zgasił światło?!"...

Jednak to nie wszystko czym Zegarmistrz mnie zaskoczył. Już na początku gry, przy okazji zapoznawania się z personelem hotelu, moją uwagę zwróciły głosy postaci. "Już to chyba gdzieś słyszałem?!", mruczałem pod nosem podczas niektórych rozmów i nie chodzi tu wcale o znany film czy serial! Niektóre postacie mówią tymi samymi głosami, w dodatku wcale nie rewelacyjnymi. Victoria przemawia głosem dystyngowanej 17-latki, a Darrel skutecznie usypia swym monotonnym i pozbawionym emocji barytonem.

Oprócz głosów, niezwykle podobne do siebie są sylwetki i zachowania postaci. Główni bohaterowie mają ze sobą naprawdę wiele wspólnego. Pierwsze co rzuca się w oczy, to sposób w jaki oboje się poruszają. Twórcom nie chciało się chyba osobno ich animować, dlatego nasi bohaterowie poruszają się tak samo, czyli nijako. I tak Victoria nie chodzi kręcąc biodrami, jak na prawdziwą kobietę przystało, a to co wyczynia Darrel trudno nazwać męskim krokiem. Sprawa jest jeszcze zabawniejsza jeśli chodzi o bieganie. Polega ono na tym, że postać garbi się, podnosi kolana wysoko do góry i szybciej przesuwa się do przodu. Boki zrywać! Bardzo podobne do siebie są również sylwetki bohaterów. Właściwie nie licząc jednego pana z większym brzuszkiem i starszej (różniącej się jedynie większym garbem) pani, zarówno wszystkie kobiety, jak i panowie wyglądają tak samo.

Ostatecznie grywalność dobijają zagadki. Kompletnie nieprzemyślane, wręcz głupie, powodują, że niemożliwe staje się przejście gry bez zaglądania do solucji, zwłaszcza, że może nam się zdarzyć utknąć w grze na dobre! Zrobienie czegoś wcześniej niż przewidzieli to twórcy, spowodować może zatrzymanie czasu (dopiero po wykonaniu jakiejś czynności czas płynie do przodu). Dlatego też, jeśli ktoś mimo wszystko sięgnie po ten tytuł, niezwykle ważne jest, by często zachowywał stan gry.

Do jednego z niewielu plusów Zegarmistrza zaliczyć trzeba schowek. Każdy znaleziony przedmiot możemy obracać i bardzo dokładnie, z każdej strony, oglądać. Drażnią tylko komentarze Darrela, który opisuje zwykłą plastikową butelkę, jak gdyby był to co najmniej obiekt z innej cywilizacji.

Cóż, mimo atrakcyjnej ceny za jaką oferowana jest gra, nie dajmy się zwieść pięknymi cytatami z pism i serwisów o grach na pudełku. Zostawmy Zegarmistrza na sklepowej półce. Jeszcze ktoś pomyśli, że gra się podoba i wpadnie na pomysł zrobienia kolejnej części przygód Darrela i Victorii, czego sobie i nikomu innemu nie życzę...

Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.