Mini recenzje - The Black Mirror
The Black Mirror - mini recenzja
 Davero, 2007
       [zobacz jak oceniamy gry]

The Black Mirror to przygodówka w starym, dobrym stylu, o sympatycznej, staroszkolnej atmosferze i wyglądzie. Fabuła - co mi się zdaje typowe dla "powieści grozy", do których klimatu nawiązuje - nie jest nadzwyczajnie intensywna, dynamicza i straszna. Raczej dystyngowana, powoli otwierająca swoje sekrety przed bohaterem i graczem. Kto jednak lubi dzieła w stylu Poe czy Lovecrafta, ten i na historię tu obecną nie powinien narzekać.

Zadań czekających w The Black Mirror na gracza jest wiele i to zróżnicowanych. Zagadki co prawda nie są trudne - żadna z nich nie powinna zatrzymać na dłużej, ale bynajmniej nie są też banalne. A poza tym jest ich na tyle wiele, że po poradzeniu sobie ze wszystkimi, można odczuć satysfakcję, mieć poczucie, że się pograło w przygodówkę. Nie powstrzymali się jednak twórcy - z rzadka - od nieco nadmiernego poukrywania przedmiotów, czy zmuszania do niepotrzebnego backtrackingu. Najbardziej irytującym elementem rozgrywki był zaś dla mnie to, że czasem okazuje się, iż konieczne jest parokrotne wejście i wyjście z danej lokacji, a czasami i zaglądnięcie do innych, żeby jakiś bohater niezależny zrobił to, na co czekamy. Nie ma w nich co prawda nic do roboty, ale... się człowiek naklika, żeby sprawdzić czy niczego nie przeoczył zanim na to wpadnie. Przydałoby się też może nieco więcej swobody, a i Samuel mógłby niekiedy nieco szybciej kojarzyć fakty i nie ginąć bez ostrzeżenia.

W sumie gra zapewniająca całkiem ciekawą, zróżnicowaną rozrywkę przygodową, lokując się gdzieś pomiędzy 3,5 a 4 gwiazdkami (dla wersji anglojęzycznej, w którą grałem).



The Black Mirror - mini recenzja #2
 Kamiko, 2011
      

Niezwykle przyjemna w odbiorze, z dobrze wykreowanym, przekonującym nastrojem i klasyczną prostotą rozgrywki The Black Mirror stanowi obowiązkową pozycję dla wszystkich fanów staroszkolnych przygodówek.

Oprawa audiowizualna jest wspaniała - nie chodzi tu tylko o więcej niż zadawalającą jakość wykonania otoczenia i bohaterów, ale też o nastrój, jaki zawarto w poszczególnych, cieszących oko miejscówkach, które należy pochwalić za dużą dozę artystycznego wdzięku, świetne dobranie kolorów i świateł oraz za ściśle praktyczne ich rozplanowanie. Muzyka i dźwięki doskonale komponują się z ponurym, acz przesyconym głębokimi barwami światem opowieści. Angielscy gracze narzekali co prawda na "voice acting", ale to tylko dlatego, że z pewnością nie mieli styczności z koszmarnymi polskimi dubbingami. Nie jest źle.

Sama rozgrywka to klasyczne klikanie po otoczeniu celem zdobycia informacji, rozmawianie z postaciami (w tym samym celu) i zbieranie przedmiotów, które pomogą nam w rozwiązywaniu zagadek. Te są... dobre. Nie nazwę ich w żadnym razie rewelacyjnymi ani odkrywczymi, ale przynajmniej nie frustrują i nie są zupełnie oderwane od zasad logiki i zdrowego rozsądku, jak to się czasem zdarza w grach.

Wadą jest to, że trzeba się w The Black Mirror sporo nabiegać. Bohater nie weźmie młotka, póki nie będzie mu potrzebny - jakież to życiowe! - co skutkuje tym, że często wracamy po wielokroć do tych samych lokacji, biegając z jednego krańca miasta na drugi, wciąż i wciąż od nowa.

Zdarzają się też sytuacje, w których postaci nakazują naszemu bohaterowi, by przyszedł do nich później. O dziwo, mają one miejsce wtedy, gdy bohater nie ma nic innego do roboty, tak więc jedyne, co graczowi pozostaje, to wałęsać się bez celu przez kilka minut po lokacjach, po których i tak dość się nabiegał.

Przedstawiona historia jest bardzo wciągająca, jednakże pogrąża ją zbyt wiele nieścisłości, niekonsekwencji i fabularnych dziur, z których największa to kompletnie niewyjaśnione morderstwo, od którego cała przesycona grozą historia się zaczyna (rzekomy "sprawca-odpowiedzialny-za-wszystko" ma solidne alibi). Trudno też wyjaśnić zupełnie irracjonalne motywy, które stoją się postępowaniem naszego bohatera, szczególnie w ostatniej fazie gry.

W The Black Mirror grało mi się bardzo przyjemnie, ale pewne uciążliwości rozgrywki oraz zupełnie nieprzemyślana, niedopracowana fabuła nie pozwalają mi wystawić lepszej oceny.



The Black Mirror - mini recenzja #3
 Virgo, 2007
      

W przeciwieństwie do innych członków redakcji na The Black Mirror nie czekałem. Baa, o jej istnieniu dowiedziałem się w dniu jej wydania. Z zagraniem tez musiałem nieco poczekać, gdyż gra nie polubiła się z moim akademickim komputerem. Jednak na domowym już działała poprawnie i... przykuła do komputera na cały okres pamiętnych świąt.

Rozwijając myśl którą we wstępie wprowadził Czaju - The Black Mirror to idealny przykład, iż gra o niezbyt pięknej szacie graficznej potrafi sprawić więcej przyjemności, niż nawet najbardziej wypieszczona przez grafików ale jednocześnie nudna produkcja. Niestety nie jest też przygodówką dla każdego. Łatwo w niej zginąć lub się zaciąć z powodu błędnie podjętej decyzji (najczęściej przed spotkaniem z wilkiem). Także momenty, gdy inne postacie każą nam przyjść później, a potem cały czas nas informują, iż "jeszcze nie czas" potrafią zdenerwować. W dodatku polskie tłumaczenie jest tragiczne, a od czasu jak poznałem historię jego powstania - mam głęboki uraz do polityki dokonywania tłumaczeń tekstów z gry. Na szczęście nie przeszkadza to aż tak bardzo w zagłębieniu się w mroczną, acz dystyngowaną (jak napisał Davero) fabułę gry i śledzić losy rodziny Gordonów.

Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.