Solucja - The Black Mirror
www.gry-online.pl - wortal rozrywkowy


The Black Mirror
Solucję przygotował Jackowsky

Po dwunastu latach od mojego wyjazdu z posiadłości Black Mirror, otrzymałem informację o samobójczej śmierci dziadka Williama. William i samobójstwo? Nie wierzyłem w to. Postanowiłem, mimo przykrych przeżyć związanych z rodzinną posiadłością, pojechać na pogrzeb.

ROZDZIAŁ I

Nie byłem mile widzianym gościem. Po wymianie uprzejmości, wszyscy rozeszli się do swoich zajęć. Jedynie Victoria pozostała w salonie i prosiła, aby dano jej odpocząć w spokoju. Od Batesa - naszego lokaja - otrzymałem klucz do pokoju. Po wyjściu z salonu, poszedłem w prawo (wszystkie kierunki będę określał względem potencjalnego obserwatora), później schodami do góry i skierowałem się w stronę pokojów. Minąłem pracownię Roberta oraz pokój Victorii. Wszedłem na małe schodki i znalazłem się przed swoim pokojem. Kluczem otworzyłem drzwi i znalazłem się w środku. Pokój wyglądał tak, jakbym wyszedł z niego parę dni wcześniej. Przede wszystkim otworzyłem swój kufer. Wyjąłem z niego lekarstwa i portfel. Następnie zerknąłem na szuflady w komodzie obok wyjścia. W górnej znalazłem album ze zdjęciami, ale nie miałem ochoty ich oglądać. Na komodzie stało zdjęcie Cathrin, które wywołało u mnie nieprzyjemne wspomnienia. Spróbowałem otworzyć dolną szufladę, ale była zamknięta. Przypomniało mi się, że klucz do niej powinien być w moim pokoju, tylko gdzie...? Zerknąłem na drzwi i już wiedziałem gdzie szukać. Sięgnąłem ręką nad futrynę (PPM) i znalazłem klucz. Używając klucza przekręciłem zamek, otworzyłem szufladę i zajrzałem do środka. Znalazłem tam aparat fotograficzny, dwie rolki starego filmu oraz biblię. Wtedy nie znajdowałem zastosowania dla tych przedmiotów. Spoglądając na wygaszony kominek pomyślałem, że dobrze byłoby poprosić Batesa, aby w nim napalił. Wyszedłem z pokoju i poszedłem do pracowni Roberta. Zapukałem do drzwi. Po chwili Robert otworzył, a ja wypytałem go o wszystko. Wyszedłem na schody i idąc cały czas w prawo doszedłem do starego skrzydła zamku, do miejsca gdzie William miał swój gabinet. Niestety, przejście na poddasze było zamknięte. Przechodząc obok wypalonego kominka zajrzałem do środka i znalazłem podartą fotografię. Złożyłem ją szukając jakiegoś punktu zaczepienia (mogłem również obracać kawałkami zdjęcia - PPM). Fotografia po złożeniu wyglądała tak:


SAVE 1

Wróciłem się i zszedłem po schodach do holu. Przy wejściu do biblioteki spotkałem Batesa. Porozmawiałem z nim i wypytałem go o wszystko. Dowiedziałem się, że klucz na poddasze wisi w kuchni przy kluczu z piwnicy. Poprosiłem go również o rozpalenie ognia w kominku u mnie w pokoju. Przez jadalnię udałem się do kuchni i wziąłem klucz z poddasza wiszący obok wejścia do piwnicy. Natychmiast pobiegłem do starego skrzydła. Kluczem otworzyłem drzwi i wszedłem na poddasze. Drzwi prowadzące na wieżę znajdowały się na przeciwnej ścianie. Były zabite deskami. Spróbowałem przez nie przejść, ale deski skutecznie mnie blokowały. Gołymi rękami nie mogłem ich usunąć. Wychodząc zauważyłem jakąś skrzynię stojącą po lewej stronie wyjścia. Postanowiłem ją otworzyć, ale była zamknięta. Zszedłem do holu i wyszedłem na zewnątrz. Znalazłem się przed głównym wejściem do posiadłości. Skierowałem się do stajni (wyjście między filarami). Stajennego - Morrisa - zastałem jak rąbał drzewo. Wypytałem go o wszystko, ale niczego konkretnego się nie dowiedziałem. Wszedłem do stajni, wejściem po prawej stronie. Z szuflady w szafce wziąłem młotek. Za jego pomocą pozbyłem się desek blokujących dostęp do drzwi prowadzących na wieżę. Po usunięciu desek, nacisnąłem na klamkę. Niestety, drzwi okazały się zamknięte. Sprawdziłem drzwi jeszcze raz i pomyślałem sobie, że o klucz zapytam Victorię. Poszedłem do salonu i porozmawiałem z Victorią o wszystkim co tylko przyszło mi do głowy, ale temat klucza zostawiłem na koniec. Dowiedziałem się, że mężczyzna ze zdjęcia to sierota, który mieszkał z nimi, a później był pacjentem w sanatorium Roberta. Dowiedziałem się również, że Marcusa - naszego przodka - pochowano w jakiejś sekretnej krypcie. Kiedy zapytałem o klucz do gabinetu Williama, Victoria urażona kazała mi odejść. Poszedłem do nowego skrzydła. Zastałem Batesa wychodzącego z mojego pokoju, w którym, jak mówił, rozpalił ogień w kominku. Zanim zdążyłem go o cokolwiek zapytać, był już na dole. Zszedłem za nim i zapytałem go o wyjście na wieżę oraz o radę, jak przeprosić Victorię. Powiedział, że mam to zrobić jak najszybciej. Udałem się jeszcze raz do salonu i przeprosiłem Victorię. Victoria poinformowała mnie, że zniszczyła klucz, ale William prawdopodobnie miał drugi. Przy okazji dowiedziałem się, że osobiste rzeczy Williama są u doktora Hermanna. Poszedłem do biblioteki, w której zastałem doktora Hermanna wertującego księgi. Zapytałem go o Williama. Powiedział mi, że po śmierci, na ciele Williama były jakieś poważne oparzenia. O szczegółach miałem się dowiedzieć nazajutrz. Później zapytałem doktora o rzeczy Williama. Doktor umówił się ze mną, że rzeczy przekaże mi przez posłańca. Człowiek ów miał na mnie czekać tego samego dnia o siódmej, przy bramie głównej. Wykorzystując sytuację zapytałem również o mężczyznę z fotografii. Przeszedłem do środkowej części biblioteki. Ze stolika po lewej wziąłem mapę. Zwiedziłem również tylną część biblioteki. Przeczytałem kronikę parafii w Warmhill, która leżała na biurku. Była to niezwykle duża księga. Poszedłem porozmawiać z Robertem. Wypytałem o wszystko, na koniec zostawiając sobie temat podartej fotografii. Gdy poruszyłem ten temat, Robert chciał wiedzieć dlaczego o nią pytam. Powiedziałem prawdę (uśmiechnięta maska - zresztą, do samego końca przygody zawsze odpowiadałem pozytywnie), ale Robert zbył mnie. Nie dałem za wygraną i jeszcze raz go zapytałem dając mu do zrozumienia, że Victoria powiedziała mi kto to jest. Robert, tym razem, potwierdził, że gość przypominał mu jednego pacjenta. Kiedy Robert zamknął drzwi, przyjrzałem się stojakowi na gazety. Znalazłem w gazecie jakiś list. Wziąłem go i przeczytałem. Mówił o jakiejś przesyłce od Roberta. Po przeczytaniu, odłożyłem go na miejsce. Poszedłem w kierunku starego skrzydła, ale zainteresowało mnie okno balkonowe. Wyszedłem na balkon i spojrzałem na starą wieżę. Wyszedłem na zewnątrz i udałem się w kierunku stajni, pod wieżę. Zobaczyłem zniszczony płot. Przyjrzałem mu się dokładnie i pomyślałem, że tam spadł William. Postanowiłem się upewnić. W tym celu poszedłem do holu, aby zapytać Batesa o miejsce, w którym znaleziono ciało Williama. Bates zaprowadził mnie w to samo miejsce oraz pokazał mi dziwną plamę (symbol) na ścianie wieży, po prawej stronie okna. Gdy Bates odszedł, przyjrzałem się bliżej plamie, a później dziwnemu symbolowi, którym plama się okazała. Postanowiłem go sfotografować. Z dolnej szuflady komody w moim pokoju wyjąłem aparat. Roberta zapytałem o filmy, gdyż moje się nie nadawały. Okazało się, że miał filmy w skrzyni stojącej na poddaszu. Wiedziałem, że skrzynia była zamknięta, więc od razu poprosiłem Roberta o klucz. Poszedłem na poddasze i kluczem Roberta otworzyłem skrzynię. Ze skrzyni wyjąłem film i założyłem go do aparatu. Pobiegłem pod wieżę i sfotografowałem dziwny symbol na ścianie. Gdy ponownie byłem przy wieży, zwróciłem uwagę na krzewy. Kiedy je przeszukałem, znalazłem dziwny przedmiot. Wróciłem do zamku i poszedłem do kuchni. Po drodze, w jadalni po lewej, zauważyłem misę z owocami. Przyjrzałem się jej i zabrałem garść cukierków. W kuchni zastałem Batesa. Zapytałem go o dziwny przedmiot. Powiedział tylko tyle, że ogrodnik Henry pracował przy kwiatach i to on może coś wiedzieć. Przy okazji odwiesiłem klucz z poddasza na swoje miejsce. Wyszedłem na zewnątrz i poszedłem w kierunku bramy głównej. Gdy zszedłem ze schodów, zobaczyłem ogrodnika - Henry'ego. Wypytałem go o wszystko. Gdy zapytałem o dziwny przedmiot, dowiedziałem się, że znalazł coś jeszcze. Coś cennego z klejnotem, ale oddał to do lombardu. Na dodatek, nie miał weksla. Gdy ponownie zapytałem o weksel, uparcie mówił, że go nie ma. Poszedłem w stronę szklarni i chciałem wejść do środka. Była zamknięta. Obok szklarni stał rozdrabniacz. Zerknąłem do niego i zobaczyłem ślady krwi. Wróciłem i zapytałem Henry'ego o powód zamknięcia szklarni. Henry odpowiedział, że przyłapał Morrisa kręcącego się po szklarni. Zapytałem również o krew w rozdrabniarce. Udałem się do Morrisa i zapytałem o Henry'ego. Morris nie wyrażał się o nim zbyt pochlebnie. Dowiedziałem się, że Henry sobie popijał i to zdrowo. Zapytałem go również o dziwny przedmiot, ale nie uzyskałem żadnych dodatkowych informacji. Jeszcze raz wszedłem do stajni. Tym razem zauważyłem butelkę stojącą na szafce za imadłem. Zerknąłem na nią, a później na etykietkę. Była to butelka wina pochodzącego z winnic Black Mirror. Postanowiłem, że nie powiem Morrisowi o winie. A przynajmniej w tym momencie. Wróciłem do zamku i zapytałem Roberta, gdzie można wywołać filmy. Okazało się, że tylko w lombardzie Murray'a w Willow Creek. Przy okazji oddałem klucz do skrzyni na poddaszu. Wypytałem go również o pracowników. Wyszedłem ponownie z zamku głównym wyjściem i poszedłem w prawo, do prawego skrzydła posiadłości i na ogród z tyłu. Zauważyłem fontannę. Gdy do niej zerknąłem, ujrzałem niezbyt czystą wodę. Poszedłem do szklarni. Była otwarta, a w środku Henry coś dłubał przy roślinach. Poleciłem mu, aby zajął się oczyszczeniem fontanny. Przyjrzałem się obrazkowi na sztaludze. Był to widok posiadłości namalowany przez Williama. Zapytałem Henry'ego o obraz. Wyszedłem ze szklarni i jeszcze raz zerknąłem do rozdrabniacza. Po krwi nie było śladu. Używając mapy udałem się do Willow Creek.

SAVE 2

Poszedłem do pubu. Przed pubem jakiś chłopiec bawił się piłką. Zagadnąłem do niego. Z początku był nieufny, ale gdy dałem mu cukierki, przedstawił się. Miał na imię Vick. Zapytałem go o mężczyznę z fotografii, ale niczego mi o nim nie powiedział. Wszedłem do pubu i zapytałem Harry'ego - barmana - co nowego. Harry widząc mnie po raz pierwszy chciał się zabawić moim kosztem. W rozmowę włączył się mężczyzna siedzący przy stole. Efekt tego był taki, że barman zdenerwował się i ostrzegł go, że dopóki nie spłaci swojego długu, dopóty niczego nie dostanie na kredyt. Barman uspokoił się dopiero wtedy, kiedy się przedstawiłem. Od barmana dowiedziałem się, że William był częstym goście, ale od 6-ciu miesięcy nie był widziany w pubie. Wypytując barmana o wszystko dowiedziałem się również o krążących plotkach, że William czytał jakieś stare tajemne księgi. Później zagadnąłem do Toma, faceta siedzącego przy stole. Gdy zapytałem o dług, okazało się, że miał jakieś informacje o Williamie, ale nie chciał niczego powiedzieć. Postanowiłem spłacić jego dług w nadziei, że później będzie rozmowniejszy. Zwróciłem się ponownie do barmana, zapytałem o dług i zaproponowałem jego spłatę. Uregulowałem w ten sposób należność mojego zadłużonego, potencjalnego informatora. Po spłaceniu długu, wróciłem do Toma i ponownie spróbowałem z nim porozmawiać. Stał się rozmowniejszy. Powiedział mi, że William chodził w nocy do kościoła, a także o tym, że Mark pracuje dorywczo dla dr Hermanna. Wyszedłem z pubu, przeszedłem przez most i poszedłem w prawo do lombardu Murray'a. Spróbowałem wejść do lombardu, ale był zamknięty. Zapytałem Vicka o Murray'a. Powiedział mi, że widział go wyjeżdżającego rankiem do miasta. Niczego więcej się nie dowiedziałem, gdyż piłką zbił szybę i uciekł. Udałem się do kościoła. Poszedłem w prawo. Przed kościołem grabarz kopał grób. Wypytałem go o wszystko. Grabarz potwierdził słowa Toma. William spotykał się w nocy z ojcem Frederickiem. Niestety, księdza nie było, a grabarz, bez zgody proboszcza, nie chciał otworzyć drzwi do kościoła. Poszedłem w lewo, na tyły cmentarza za kościołem, a później skierowałem się do grobu Williama. Odnalazłem go i trochę przy nim postałem. Spojrzałem na grób, później na tablicę i napis. Postanowiłem zapytać grabarza o to, czy ojciec Frederick przyszedł. Dowiedziałem się, że proboszcz tego dnia nie wróci. W tym momencie wybiła godzina 7.00, więc pospieszyłem na spotkanie z wysłannikiem doktora Hermanna. Wysłannik - Mark - czekał na mnie przed głównym wejściem do posiadłości Black Mirror. Zagadnąłem go, ale nie był zbytnio rozmowny. Zostawił przesyłkę i poszedł.

SAVE 3

Wziąłem skrzynię i otworzyłem ją. Z rzeczy, które mnie zainteresowały, był w niej tylko zegarek Williama. Otworzyłem go i znalazłem notatkę (mały kawałek papieru). Była to zagadka, po rozwiązaniu, której mogłem odnaleźć klucz do gabinetu Williama. Udałem się do biblioteki w Black Mirror, a konkretnie do jej tylnej części. Na biurku stał kałamarz, a pod nim przycisk otwierający skrytkę. W skrytce znalazłem pudełko zawierające modele wszystkich planet. Przeszedłem do środkowej części, a później do globusa, który okazał się być modelem Układu Słonecznego. Wyjąłem planety, umieściłem je w przygotowanych w tym celu otworach (przeciągnąłem planety na otwory na obrzeżu). Planety ułożyłem we właściwej kolejności:


Wtedy otworzyła się skrytka z kluczem. Wziąłem go i poszedłem na poddasze, aby otworzyć drzwi do wieży. Wszedłem do środka i wówczas drzwi się zatrzasnęły. Byłem uwięziony w gabinecie Williama. Otworzyłem szufladę w sekretarzyku. Gdy do niej zajrzałem, zauważyłem jakąś książkę o niezbyt sensownym tytule. Wziąłem ją i przyjrzałem się jej bliżej. Odkryłem, że była to skrytka zawierająca jakiś klucz. Tym kluczem otworzyłem masywną skrzynię stojącą naprzeciw sekretarzyka. Podniosłem jej wieko i zajrzałem do środka. Zabrałem kulę leżącą wewnątrz. Była wykonana z dziwnego materiału. Przyjrzałem się dokładnie (PPM) wysuniętej szufladzie w sekretarzyku i odkryłem przyklejony do niej, od spodu, pamiętnik Williama. Od razu go przeczytałem. Mówił o pięciu tajemniczych kluczach, które moja rodzina posiadała od dawien dawna, o klątwie ciążącej na rodzie Gordonów, o lokalizacji grobowca Marcusa. Wg pamiętnika grobowiec miał znajdować się w podziemiach pod kościołem parafialnym, a wejście do niego miało być w starej dzwonnicy. Podniosłem wieko sekretarzyka i spojrzałem do środka. Zabrałem czarną wieżę szachową, a także pozytywkę Williama (mały kredens !). Gdy dokładnie przyjrzałem się wieży, okazało się, że był to zmyślnie ukryty nożyk. Tym nożykiem pomajstrowałem trochę przy zamku w dzwiach wyjściowych. Udało mi się je otworzyć.

SAVE 4

Wyszedłem z gabinetu i... to było ostatnie co pamiętam. Obudziłem się w łóżku w swoim pokoju. Nade mną stali Bates i Robert. Byłem wykończony, lecz nie dane mi było wypocząć.

ROZDZIAŁ II

W nocy męczył mnie koszmar. Ze snu obudziło mnie pukanie do drzwi. Okazało się, że to Bates, który przyniósł straszną informację, Henry'ego znaleziono martwego w fontannie. Udałem się do salonu, aby porozmawiać z detektywem prowadzącym sprawę śmierci Henry'ego. Detektyw miał teorię, że Henry wpadł do wody będąc pod wpływem alkoholu i utonął. Odprowadziłem detektywa do wyjścia. Pogoda była fatalna, padał rzęsisty deszcz.

SAVE 5

Pomimo tego, udałem się do fontanny i dokładnie ją obejrzałem (PPM). Zauważyłem, że coś błyszczało na dnie. Zwróciłem uwagę na ślady stóp obok fontanny. Poszedłem do kuchni i zauważyłem otwarte drzwi do piwnicy. Zszedłem na dół i poszedłem w głąb. Zastałem Batesa ostrzącego noże. Wypytałem go o wszystko. Dowiedziałem się, że ciało Henry'ego spoczywało w kostnicy, a także, że można było wypuścić wodę z fontanny przy pomocy pompy znajdującej się na zapleczu. Poszedłem na zaplecze i rzuciłem okiem na panel kontrolny pompy. Nie miałem pojęcia, co do czego służy. Zapytałem o to Batesa. On wytłumaczył mi, że drugi od prawej wskaźnik pokazywał poziom wody w fontannie. Wróciłem do pompy i ponownie zerknąłem na panel. Ponumerowałem pokrętła zaworów od lewej strony i pokręciłem nimi w następującej kolejności i kierunku: 4-ty LPM, 2-gi PPM, 2-gi PPM i 1-szy PPM. W ten sposób wypuściłem wodę z fontanny. Poszedłem do fontanny. Zwróciłem uwagę na symbol (obok rzeźby, na ścianie fontanny) podobny to tego, który znalazłem na wieży. Dokładnie go zbadałem i zauważyłem, że na dnie leżał jakiś klucz. Klucz wziąłem, a symbol sfotografowałem. Poszedłem do szklarni. Otworzyłem prawą szufladę w stole. Za pomocą kluczyka znalezionego w fontannie otworzyłem metalową skrzynkę i podniosłem wieczko. W środku był tylko list pisany przez Henry'ego, w którym donosił na Morrisa, że kradł wina z zamkowej piwnicy. Wyglądało na to, że ogrodnik chciał szantażować Morrisa. Nie było, niestety, weksli. Poszedłem do stajni i zastałem Morrisa majstrującego coś przy warsztaciku. Wypytałem o wszystko. Przyznał się do kradzieży win, ale obiecał poprawę. Postanowiłem nikomu o tym nie mówić, a listy, które go obciążały, oddałem. Wróciłem do zamku. Zastałem Victorię siedzącą na sofie, w holu obok biblioteki. Zapytałem ją o miejsce zamieszkania doktora Hermanna. Victoria wskazała mi adres, a ja natychmiast tam poszedłem. Doktora spotkałem przed domem, kiedy wyrzucał coś do pojemnika na śmieci. Doktor zaprosił mnie do środka, a później zeszliśmy do kostnicy. Nie było to zbyt miłe miejsce. Wypytałem go o wszystko. Doktor nic nie chciał powiedzieć na temat oparzeń na ciele Williama. Dowiedziałem się natomiast, że weksel z lombardu był u doktora, w osobistych rzeczach Henry'ego. Niestety, rzeczy osobiste stanowiły dowód w sprawie i doktor nie chciał mi ich nawet pokazać. Nie pomogła próba przekupstwa. Gdy zapytałem doktora o ślad buta przy fontannie, dowiedziałem się dziwnej rzeczy. W ciele Henry'ego nie było śladu krwi, nic. Sam doktor był tym bardzo zdziwiony i prosił mnie, żebym nikomu o tym nie mówił. Po skończonej rozmowie, wyszedłem na zewnątrz. Poszedłem zobaczyć pojemnik na śmieci, do którego doktor coś wyrzucał. Okazało się, że był zamknięty na kłódkę. Obok pojemnika stał kosz na śmieci. Zerknąłem do niego i znalazłem podarty list, który złożyłem w całość i przeczytałem. Poskładany list wyglądał tak:


SAVE 6

Udałem się do Willow Creek, do lombardu. Zapytałem Murray'a o zastaw, ale on nie chciał wydać zastawionego przez Henry'ego przedmiotu bez weksla. Nie zmienił zdania, pomimo moich szczególnych starań. Zapytałem go również o możliwość wywołania zdjęć, lecz jego sprzęt był zepsuty. Wstąpiłem do pubu. Wypytałem barmana o wszystko. Dowiedziałem się, że Mark zrobi wszystko o co go tylko poproszę, za odpowiednią opłatą. Zwróciłem się do Marka. Uzyskałem informację, że Henry tuż przed śmiercią był trzeźwy. Przekonałem go również, aby za 20 funtów zajął czymś doktora w czasie, gdy będę w kostnicy. Umówiłem się z Markiem, że pójdzie tam kwadrans po moim wyjściu z pubu. Czym prędzej poszedłem do domu doktora, zszedłem do kostnicy i pod byle pretekstem zagadnąłem go. Zaraz zadzwonił domofon i doktor wyszedł zostawiając mnie samego. Zauważyłem, że pod zlewem stały puste kanistry po wywoływaczu. Postanowiłem poprosić doktora o wywołanie zdjęć. W pudełku stojącym na regale, w głębi kostnicy, znalazłem weksle. Otworzyłem szufladę w szafce i wyjąłem z niej masę plastyczną. Użyłem jej, aby sporządzić odcisk kluczy wiszących przy domofonie. Wtedy doktor wrócił, a ja wyszedłem z kostnicy. Zapomniałem zapytać doktora o zdjęcia, więc zadzwoniłem, zszedłem do kostnicy i zapytałem. Doktor zgodził się wywołać dla mnie zdjęcia, ale nie miał utrwalacza od Murray'a. Niezwłocznie poszedłem po utrwalacz. Przy okazji wykupiłem zastawiony przedmiot pokazując Murray'owi kwit. Udało się. Odzyskałem przedmiot oraz kupiłem utrwalacz. Jeszcze w lombardzie połączyłem obie części dziwnego przedmiotu. Pasowały do siebie jak ulał. Wydawało mi się jednak, że czegoś brakowało. Zaniosłem utrwalacz doktorowi i oddałem mu film. Doktor powiedział, że zabierze się za moje zdjęcia, gdy zakończy swoją robotę. Poszedłem do pubu. Spodziewałem się, że tam uzyskam informację, kto mógłby dorobić klucze na podstawie odcisku. Barman polecił mi Marka, a Mark zgodził się to zrobić. Po odbiór miałem przyjść za godzinę. Wyszedłem z pubu, a gdy chwilę później wróciłem, Marka już nie było. Wracałem kilkakrotnie i za każdym razem pytałem barmana o Marka. Za którymś razem, klucz już na mnie czekał. Używając dorobionego klucza otworzyłem pojemnik na śmieci obok domu doktora. Ze środka wydobyłem ubranie Henry'ego. Przeszukałem je i wyczułem coś twardego. Nożykiem ukrytym w szachowej wieży przeciąłem kurtkę i wyjąłem diament, który włożyłem do dziwnego przedmiotu. Pasował idealnie. Wykorzystałem fakt, że byłem przed domem Hermanna i postanowiłem zapytać o moje zdjęcia. Doktor jeszcze ich nie wywołał. Przeszedłem się do Black Mirror i z powrotem. Gdy, za którymś razem, wróciłem i zszedłem do kostnicy, na zlewie leżało jakieś pudełko. Domyśliłem się, że to są gotowe zdjęcia. Zapytałem o to doktora, a on potwierdził. Zabrałem komplet zdjęć, włożyłem je do pamiętnika Williama oraz dokładnie obejrzałem. Udałem się do kościoła. Był otwarty. Wszedłem przez boczne wejście i podszedłem do ołtarza. Ojciec Frederick z kimś rozmawiał. Wypytałem księdza o wszystko. Ojciec Frederick potwierdził, że William szukał czegoś w starej dzwonnicy. Postanowiłem sam zobaczyć tę dzwonnicę. Wróciłem do wyjścia i chciałem przejść przez kratę. Niestety, krata była zamknięta. Ponownie przeszkodziłem księdzu i poprosiłem go o otwarcie kraty. Ojciec Frederick zgodził się i znalazłem się w starej dzwonnicy. Przypatrzyłem się otworowi w ścianie (LPM). Stwierdziłem, że miał kształt pasujący do dziwnego przedmiotu. Od razu umieściłem tam ów przedmiot. Wtedy z posadzki wyłonił się ołtarz, na którym zobaczyłem mechanizm opisany w pamiętniku Williama. Z pamiętnika wynikało, że białe kamienie trzeba pozamieniać miejscami z czarnymi. Sprawdziłem na jakiej zasadzie działa ten mechanizm. Odkryłem, że można przesuwać dowolny kamień na sąsiadujące z nim wolne pole. Zacząłem od ułożenia poziomego rzędu białych kamieni. Jakiś czas trwało, zanim wszystkie kamienie ułożyłem prawidłowo:


Usłyszałem dźwięk przesuwających się kamieni.

SAVE 7

Podniosłem dywan leżący na posadzce i ujrzałem zejście do krypty. Zszedłem tam. W krypcie było tak ciemno, że jedyne co mogłem zauważyć, to otwór podobny do tego z góry. Wróciłem do dzwonnicy i wyjąłem dziwny przedmiot. Zszedłem ponownie do krypty i włożyłem go do otworu. W tej samej chwili zapaliły się pochodnie oraz, ku mojemu przerażeniu, zatrzasnęły się drzwi zewnętrzne. Znalazłem się w pułapce. "Bez paniki" - dodałem sobie otuchy. Rzuciłem okiem na kamienną płytę z wyrytymi napisami (na wprost): "Wiedza twym kluczem" - o tym napisie wspominał William. Ja miałem światło i mogłem bez problemu odgadnąć rozwiązanie poszczególnych zagadek. I tak, poruszając się ruchem wskazówek zegara, począwszy od kamiennej płyty, odczytywałem zagadki ze starych ksiąg, a odpowiedzi ustawiałem na kamiennych blokach stojących przy księgach:

- "Miasto bez domów, rzeki bez wody, lasy bez drzew" - to mapa - przesuwając kamienne pierścienie ustawiłem słowo MAP (o tym również wspominał William), gdy to zrobiłem kamienny blok wsunął się pod posadzkę,
- "Czarny przy zakupie, czerwony w pracy się staje by szarym na śmietniku zostać" - to węgiel - ustawiłem COAL,
- "Nie dla oka bo dla ucha, nieme póki nie powiesz do niego" - to echo - ustawiłem ECHO,
- "Im więcej zabierzesz, tym bardziej się powiększy" - to dziura - ustawiłem HOLE.

W ten sposób odkryłem grobowiec Marcusa. Zrzuciłem kamienne wieko przykrywające grób i zajrzałem do środka. W grobie leżał szkielet Marcusa. Zabrałem pierwszy klucz oraz starą księgę, z której dowiedziałem się czegoś więcej o historii początków rodu, o Black Mirror oraz o klątwie spoczywającej na naszym rodzie. Zdobyłem klucz, ale nadal tkwiłem w grobowcu. Musiałem się z niego wydostać. Spenetrowałem pomieszczenie i zauważyłem leżący na podłodze lichtarz. Kopnąłem w niego i wygoniłem szczura, który się tam zaczaił. Szczur, po chwili, zniknął gdzieś pośród gruzu. Postanowiłem sprawdzić gdzie się podział, aż tu nagle ziemia się pode mną zawaliła i wpadłem do jakiejś rozpadliny. Ocknąłem się w jakimś pomieszczeniu. Prawie nic nie widziałem. Po omacku znalazłem jakiś zawór (w prawej części ekranu, mniej więcej w połowie wysokości). Kręcąc pokrętłem parokrotnie odkręciłem go do oporu. Później, namacałem jakiś mechanizm (bliżej prawego brzegu ekranu). Zerknąłem na niego. Majstrując wajchami, ustawiałem je, po kolei, we wszystkie możliwe położenia (27 wariantów). Za każdym razem przełączałem wyłącznik. Gdy ustawiłem dźwignie w następujący sposób (licząc od lewej): 1 - środek; 2 - dół i 3 - góra, udało mi się oświetlić pomieszczenie. Następnie pozbierałem wszystkie moje rzeczy, które powypadały mi podczas upadku. Dla aparatu upadek był szczególnie dotkliwy.

SAVE 8

Wziąłem linę, która leżała na podłożu. Wyjście zagradzał mi zwisający ze stropu drut pod napięciem. W pakamerze zauważyłem metalową skrzynkę, z której wyjąłem nożyce do cięcia drutu. Wyłączyłem napięcie (przyciskiem obok dźwigni), aby móc obciąć drut zagradzający drogę. Po obcięciu nożycami drutu, ponownie włączyłem napięcie i spróbowałem otworzyć drzwi. Okazało się, że były zamknięte. Przyjrzałem się drzwiom dokładniej i zauważyłem, że w zamku, z drugiej strony, tkwił klucz. Użyłem nożyc do cięcia drutu, aby łatwiej było sięgnąć do klucza. Uzyskanym w ten sposób kluczem bez problemów otworzyłem drzwi i wydostałem się na zewnątrz. Ze sterty obok wyjścia wziąłem ostry pręt (tyczkę!). Szkielet, który leżał przy wejściu nie nastrajał optymistycznie. Ze szkieletu zdjąłem stary łachman. Między wejściami do tuneli wisiała centralka telefoniczna. Była zamknięta. Nożykiem ukrytym w wieży szachowej - było to bardzo użyteczne narzędzie - podważyłem wieko i otworzyłem je. Zerknąłem do środka. Oprócz bezpieczników i kabli, nie było tam niczego ciekawego. Jeden z tuneli był zasypany, pozostał więc drugi. Doszedłem do szybu windy. Nacisnąłem na panel kontrolny, aby przywołać windę. Niestety, winda nie działała. Ta droga wyjścia była zamknięta. Obok szybu windy stała beczka. Sprawdziłem co było w środku. Beczka była wypełniona olejem. Dokładnie obejrzałem pokrywę, na której stała beczka. Domyśliłem się, że będzie można tamtędy przejść. Postanowiłem pozbyć się tej beczki, aby sprawdzić dokąd prowadziło to zejście. Nie mogłem, była zbyt ciężka. Ostrym prętem przebiłem bok beczki, aby wylać z niej trochę oleju. Wtedy beczka stała się lżejsza i bez problemu mogłem ją przewrócić. Spróbowałem otworzyć klapę, niestety pokrywa ani drgnęła. Zauważyłem wózek górniczy stojący nieopodal. Przywiązałem linę do ucha w klapie, a drugi koniec do wózka. Spróbowałem pchnąć wózek, ale nie ruszył się nawet o milimetr. Przyjrzałem mu się dokładniej. Gdy okazało się, że miał założoną blokadę na kołach, pozbyłem się jej. Już bez kłopotów popchnąłem go. Wózek swoją bezwładnością wyrwał klapę z zawiasów. Droga w dół stała otworem. Przez moment zawahałem się, przecież miałem iść do góry. Intuicja podpowiadała mi jednak, że tam będzie coś ważnego. Zszedłem więc. Sprawdziłem panel kontrolny windy, wyglądał na sprawny. Zszedłem jeszcze niżej. Znowu ciemności. Na ścianie zauważyłem czerwoną poświatę, a w tym bladym świetle coś na kształt skrzynki elektrycznej. Przy pomocy nożyka poluzowałem wieko. Gdy otworzyłem ją, okazało się, że wszystkie kable były odłączone. Z moim doświadczeniem jako elektryk, nie wróżyłem sukcesu temu przedsięwzięciu. Postanowiłem, jednak, spróbować. Po kilku próbach, okazało się, że prawidłową kolejnością podłączenia przewodów było (licząc od lewej): zielony, czerwony i niebieski. Gdy nacisnąłem przycisk, prąd popłynął i mogłem się rozejrzeć. Od razu rzuciło mi się w oczy urządzenie, które wyglądało na generator zasilający. Niestety, nic nie mogłem z nim zrobić. Oględziny szkieletu, który leżał w pobliżu, zaowocowały znalezieniem kluczyka. Domyśliłem się, że był to kluczyk z szafki przy drabinie. Sprawdziłem i rzeczywiście pasował. Z otwartej szafki brałem po kolei: rewolwer, naboje, rysunki techniczne oraz instrukcję obsługi jakiejś maszyny. Zgodnie z zasadą "strzeżonego Pan Bóg strzeże", zaraz załadowałem amunicję. Okazało się, że w pudełku były tylko dwa naboje. Miałem nadzieję, że nie będę musiał używać broni. Na stole znalazłem ciekawy pamiętnik. Wyjaśniał co się stało w kopalni, ale zawierał też interesującą wzmiankę o duchu nękającym górników. Wyszedłem dwa poziomy wyżej i udałem się do maszynowni, aby uruchomić windę. Miałem nadzieję, że instrukcja, którą znalazłem w szafce pomoże mi ją uruchomić i nie myliłem się. Przy pomocy tejże instrukcji (użyłem jej na panelu kontrolnym) uruchomiłem napęd windy. Gdy to robiłem, o mało co nie wdepnąłem do wody obok maszyny. Zszedłem poziom niżej i spróbowałem przy pomocy panelu kontrolnego windy ściągnąć ją. Niestety, panel nie działał poprawnie. Ponownie udałem się na sam dół, do generatora. Spojrzałem na parę, która wydostawała się przez otwór w rurze. Przez to generator nie dawał pełnej mocy. Miałem łachman, który znalazłem przy szkielecie. Postanowiłem go zmoczyć w wodzie obok maszyny w maszynowni i zatkać nim dziurę. Kiedy owinąłem rurę, generator się zatrzymał. Sprawdziłem skrzynkę z bezpiecznikami. Okazało się, że jeden z bezpieczników był spalony. Zastanowiłem się chwilę, gdzie widziałem bezpieczniki. Natychmiast sobie przypomniałem, w centralce telefonicznej wiszącej na ścianie między dwoma tunelami. Poszedłem po bezpiecznik i wymieniłem go. Po włączeniu generatora, wreszcie zaczął działać na pełnej mocy. Poszedłem jeden poziom wyżej i zauważyłem, że panel kontrolny świeci się. Gdy nacisnąłem przycisk na panelu, winda zjechała. Gdy nacisnąłem ponownie, drzwi do windy się otworzyły. Wszedłem do środka i wyjechałem na powierzchnię.

SAVE 9

Odetchnąłem świeżym powietrzem. Sprawdziłem kratę zagradzającą mi drogę na wolność. Krata była zamknięta na kłódkę. Gdy dokładnie przyjrzałem się kłódce (PPM), okazało się, że część zamka jest nadgryziona zębem czasu. Miałem rewolwer, więc postanowiłem ustrzelić zamknięcie. Udało się za pierwszym razem i droga na "powietrze" stała otworem. Gdybym dokładnie nie sprawdził kłódki, nie wiedziałbym, w które miejsce celować i do ustrzelenia zamka zużyłbym oba naboje. Otworzyłem kratę i wyszedłem na zewnątrz. A tam szczerzył zęby jakiś okropny wilk. Niewiele się namyślając zastrzeliłem go ostatnim nabojem. Czym prędzej udałem się do zamku. Victoria i Robert czekali już na mnie. Nic im nie powiedziałem o mojej przygodzie. Robert zmył się do pracy. Postanowiłem, że nazajutrz pojadę do naszej rodowej posiadłości w Walii. Gdy poinformowałem Victorię o moim postanowieniu, dała mi list do Eleonory. Udałem się na spoczynek.

ROZDZIAŁ III

Tamtej nocy znowu dręczyły mnie koszmary. Rankiem, niecałkiem wyspany, ruszyłem do Walii. Po męczącej podróży znalazłem się przed bramą posiadłości.

SAVE 10

Brama, co zrozumiałe, była zamknięta, więc skorzystałem z dzwonka. Nikt nie przyszedł, żeby mi otworzyć. Nie pojechałem tam, aby odejść z pustymi rękami, więc zadzwoniłem ponownie, a później jeszcze raz. Wyglądało na to, że dzwonek był zepsuty. Obejrzałem go dokładnie. Okazało się, że kable ledwo się trzymały. Wziąłem do ręki nożyk i już miałem zabrać się za naprawę. Nic z tego nie wyszło, miałem za cienkie ostrze. Rozejrzałem się po okolicy. Stwierdziłem, że przez mur nie przeskoczę, więc musiałem jakoś naprawić ten cholerny dzwonek. Obok bramy stały rzeźby, a jedna z nich - lewa - była uszkodzona. Gdy spojrzałem na nią, okazało się, że miała odłamaną nogę. Przyjrzałem się temu dokładnie i zauważyłem, że z podstawy wystawał gwóźdź. Bez problemów wyciągnąłem go i wetknąłem do dzwonka, aby usztywnić kable. Od razu zadzwoniłem, tym razem z dobrym skutkiem. Ktoś podszedł do bramy. Pomimo, że przedstawiłem się, nie chciał mnie wpuścić. Żądał dowodu tożsamości, a ja nic takiego przy sobie nie posiadałem. Miałem tylko kartę kondolencyjną Williama. Gdy pokazałem ją gościowi przy bramie, ten bez dalszych ceregieli wpuścił mnie. Prawdopodobnie, gdybym ociągał się z okazaniem karty kondolencyjnej, dozorca zamknąłby bramę i musiałbym ponownie nacisnąć na dzwonek. Dozorca zaprowadził mnie do gospodyni, Eleonory. Po przywitaniu i pierwszych uprzejmościach, zostaliśmy sami. Wysłuchałem co Eleonora miała do powiedzenia, oddałem list od Victorii i wypytałem Eleonorę o wszystko co tylko przyszło mi do głowy. Gdy wspomniałem o zepsutym dzwonku, Eleonora poprosiła mnie, abym przekazał dozorcy Louisowi, żeby się zajął jego naprawą. Opuściłem posiadłość i poszedłem do rozwidlenia. Od razu przekazałem polecenie Louisowi, tak jak prosiła Eleonora. Skierowałem się w stronę starego ogrodu, ale dozorca mnie zatrzymał. Gdy powiedziałem mu, iż otrzymałem specjalne pozwolenie od gospodyni, nie czynił już trudności. Spokojnie mogłem pójść do ogrodu. Tuż przy wejściu zauważyłem kran. Ściągnąłem drut, którym był przymocowany wąż. Poszedłem dalej w głąb ogrodu i znalazłem się w pobliżu opuszczonego budynku. Według słów Eleonory, urzędował w nim jej mąż - Richard - zapalony chemik. Budynek nie wyglądał na laboratorium. Sprawdziłem drzwi. Były zamknięte na cztery spusty. Postanowiłem, że najpierw zajmę się grobowcem. Poszedłem dalej w stronę kaplicy, aż znalazłem grobowiec, który - oczywiście - również był zamknięty. Zapytałem Louisa o możliwość otwarcia grobowca. Dowiedziałem się, że Eleonora nie życzyła sobie, aby ktokolwiek tam wchodził. Z rozmowy wywnioskowałem, że Louis miał klucz do grobowca, choć sam się do tego nie przyznawał. Chciałem uzyskać zgodę Eleonory na wejście do grobowca, ale ona była w tym względzie nieugięta. Postanowiłem znaleźć inny sposób, żeby dostać się do środka. Zapytałem ją o opuszczony budynek i dowiedziałem się, że klucze do niego miał dozorca. Przekazałem jej również, że nakazałem Louisowi naprawić dzwonek. Zapytałem Louisa o klucze do opuszczonego budynku. Twierdził, że ich nie ma. Ten budynek zaczął mnie bardzo intrygować i postanowiłem jakoś do niego wejść. Poszedłem przed budynek i dokładnie obejrzałem zamknięte drzwi. Okazało się, że klucz tkwił w zamku z drugiej strony. Pod drzwi podłożyłem kartkę kondolencyjną, a drutem wypchałem klucz. Kluczem otworzyłem drzwi i po chwili byłem w środku. Wewnątrz panował straszny bałagan i nie było śladu nikogo. Postanowiłem się rozejrzeć. Od razu zwróciłem uwagę na kocura leżącego na wygasłym kominku. Podszedłem do niego, ale nawet nie zdążyłem podnieść ręki. Kocur zeskoczył z kominka i zniknął w szafie. Otworzyłem tę szafę, ale kocura nigdzie nie było. Wyglądało na to, że ta szafa była sekretnym wejściem. Postanowiłem to zbadać, ale potrzebowałem jakiegoś źródła światła. Na otwartych drzwiach szafy zauważyłem przyczepione wycinki z gazet. Przeczytałem je. Wynikało z nich, że Richard zajmował się badaniami nad krwią oraz, że nie był takim amatorem za jakiego uważała go Eleonora. Kocur, kiedy zeskakiwał z kominka, strącił jakiś metalowy klucz. Podniosłem ów klucz. Obok kominka, po prawej stronie, zauważyłem jakieś małe drzwiczki, które - oczywiście - były zamknięte. Korzystając ze znalezionego klucza, poradziłem sobie z nimi. Ze środka zabrałem świecę i zapalniczkę gazową - bez knota. Nożykiem wyciągnąłem knot ze świeczki i włożyłem go do zapalniczki. W ten sposób otrzymałem sprawną zapalniczkę. Użyłem zapalniczki, żeby zobaczyć co było w szafie. Znalazłem sekretne przejście.

SAVE 11

Po czym odważnie w nie wszedłem. Gdy dotarłem do laboratorium, stanąłem jak wryty. Nie mniej zaskoczony ode mnie był Richard, który z wrażenia upuścił jakieś chemikalia. Zapytał mnie: "Jak dostałem się do laboratorium", a ja powiedziałem prawdę. Okazało się, że - przeze mnie - Richard stłukł naczynie z ostatnią próbką utleniacza EX-52, który był mu niezbędny do przeprowadzenia doświadczenia. Obiecałem mu, że zdobędę dla niego ten preparat. Zmieszany wyszedłem. Kiedy wracałem do domu, zauważyłem, że Louisa nie było już w ogrodzie. Poszedłem sprawdzić, czy naprawia dzwonek przy bramie głównej. Louis dłubał coś przy dzwonku, a obok niego stała skrzynka z narzędziami. Zagadnąłem go o ten dzwonek, ale nie był zbyt rozmowny. Miałem ochotę zaglądnąć do skrzynki narzędziowej Louisa, ale gdy on stał obok było mi jakoś niezręcznie. Postanowiłem powiedzieć Eleonorze, że Louis zajął się dzwonkiem. Eleonora zdecydowała, jednak, że Louis ma przystrzyc trawnik. Ja miałem mu o tym powiedzieć. Poszedłem, aby mu to przekazać, ale on nie miał ochoty zmieniać zajęcia. Wróciłem do Eleonory i naskarżyłem na Louisa. Eleonora powiedziała, że Louis ma przyciąć trawnik w tym momencie, bo wieczorem nie lubi hałasu. Przekazałem dozorcy słowa Eleonory. Wobec takiego argumentu Louis nie miał innego wyjścia, jak tylko zająć się trawnikiem. Wstąpiłem na chwilę do domu i zapytałem Eleonorę o utwór, który grała na fortepianie. Gdy wyszedłem, dozorca kosił trawę. Poszedłem przed bramę zobaczyć, czy Louis nie zostawił swojej skrzynki z narzędziami. Skrzynka była bez opieki. Wziąłem z niej mocny klej, a następnie kawałek twardego drutu. Wróciłem, aby przyglądnąć się jak Louis kosi trawę i zauważyłem jego kurtkę wiszącą na drzewie. Domyśliłem się, że w kurtce znajdę klucze do grobowca. Postanowiłem przeszkodzić Louisowi w koszeniu trawy, tak abym mógł spokojnie przeszukać jego kurtkę. Wyczekałem na moment, kiedy dozorca był do mnie tyłem. Wtedy wrzuciłem na trawnik kawałek drutu, który po chwili uszkodził kosiarkę. Gdy Louis oddalił się, aby przynieść narzędzia do naprawy kosiarki, mogłem spokojnie przeszukać jego kurtkę. Po chwili miałem w ręce pęk kluczy. Pobiegłem do grobowca, kluczem otworzyłem kratę i wszedłem do środka. Zobaczyłem trzy rzeźby, a nad nimi napisy. Przeczytałem je wszystkie (od lewej): "Viene", "Odrie" i "Malite". Po prawej stronie zauważyłem kamienny grobowiec. Przyjrzałem mu się i stwierdziłem, że czas zatarł wszystkie napisy. Oprócz tego, zauważyłem jakiś zamek. Gdy zbadałem go, okazało się, że był wykonany ze skały. Oprócz rzeźb i tego kamiennego zamka, nic tam nie było. Byłem rozczarowany. Postanowiłem zdobyć utleniacz dla Richarda. Pomyślałem, że gdy go otrzyma będzie rozmowniejszy i dowiem się od niego czegoś więcej o grobowcu. Przeszedłem przez sekretny pasaż i znalazłem się w tajnym laboratorium. Rozejrzałem się i wtedy zaświtała mi myśl, żeby spróbować oszukać Richarda i wcisnąć mu jakiś "zastępczy" utleniacz. Z szafki (pod rysunkiem) wziąłem pustą butelkę. Z podłogi pozbierałem resztki naczynia, w którym był EX-52. Podłożyłem małą pustą butelkę pod kran w ogrodzie i napełniłem ją wodą. Byłem pewny, że Richard nie da się nabrać na butelkę z wodą. Musiałem czymś zabarwić wodę. Wróciłem do opuszczonego domu. Dokładnie sprawdziłem stół, który stał tuż obok wejścia. Najpierw otworzyłem dużą szufladę, w której nie znalazłem niczego ciekawego. Zauważyłem małą szufladę nad stołem Otworzyłem ją i wyjąłem z niej wieczne pióro. Atramentem z pióra zabarwiłem wodę w butelce na niebiesko Wtedy płyn w butelce zaczął przypominać utleniacz. Jednak dalej nie był zbyt przekonujący. Postanowiłem odkleić etykietkę z potłuczonej butelki i przykleić ją na "utleniacz". Wiedziałem, że najlepszą metodą na odklejanie etykiet jest trzymanie ich nad parą. Musiałem więc, znaleźć sposób na wytworzenie pary. Z podłogi pozbierałem stare gazety (zabrudzony papier) i wrzuciłem je do pieca stojącego w lewym kącie pomieszczenia. Dorzuciłem szczapy drzewa leżące przy kominku. Przy pomocy zapalniczki rozpaliłem ogień. Ze stołu, na środku pomieszczenia, zabrałem czajnik. Napełniłem go wodą z kranu (w ogrodzie) i postawiłem na piecu. Gdy wyszedłem z budynku i wróciłem, z czajnika wydobywała się para. Nad parą odkleiłem etykietę ze szczątków butelki po utleniaczu. Posmarowałem ją klejem i przykleiłem do butelki z "utleniaczem". Poszedłem do Richarda z nadzieją, że nie sprawdził tego "utleniacza" od razu. Richard przyjął buteleczkę zdziwiony, że udało mi się tak szybko zdobyć preparat, którego potrzebował. Po wręczeniu "utleniacza", mogłem zasięgnąć informacji. Przede wszystkim, wypytałem o napisy w grobowcu. Nie dowiedziałem się od Richarda zbyt wiele. Obiecał jedynie, że poszuka materiałów odnośnie napisów nad rzeźbami. Wypytałem go również o Williama i klucz. Wyszedłem z laboratorium i poszedłem do grobowca, z nadzieją, że coś wymyślę. Chwilę postałem i postanowiłem, że pójdę zapytać Richarda o znaczenie znaków. Niestety, nie miał dla mnie niczego. Znowu poszedłem do grobowca, postałem i wróciłem do laboratorium. Wtedy, Richard miał dla mnie informacje na temat napisów nad rzeźbami w grobowcu. Okazało się, że były to imiona starożytnych bóstw: Veine - gniewu, Odrie - płodności, a Malite - wód ziemi. Zapytałem Richarda o próbkę krwi. Otrzymałem pozwolenie, aby z chłodni wziąć sobie buteleczkę z krwią, z czego skwapliwie skorzystałem. Wychodząc z laboratorium z pieca wziąłem czajnik, który zdążył już ostygnąć. Z kamiennego kwietnika przy grobowcu wziąłem garść ziemi, która miała inny kolor, niż w reszcie ogrodu. Tak zaopatrzony wszedłem do grobowca. Do glinianego naczynia przy lewej rzeźbie wlałem krew, do środkowego wsypałem ziemię, a do prawego wlałem wodę z czajnika. Wtedy z podłoża wysunął się ołtarz. Spojrzałem na niego i zobaczyłem układankę ze znakami zodiaku. W miarę szybko uporałem się z tą układanką:


SAVE 12

W nagrodę otworzyła się skrytka z kluczem, który zabrałem. Niestety, wtedy musiałem opuścić grobowiec, gdyż Louis mnie nakrył. Ledwo się wytłumaczyłem. Dozorca zamknął kratę i zabrał klucz. Gdy poszedł, mogłem spokojnie obejrzeć klucz wyciągnięty ze skrytki w grobowcu. Był to klucz wykonany z litej skały. Domyśliłem się, że trzymałem klucz do zamka w grobowcu. Musiałem coś wymyślić, aby ponownie dostać się do grobowca. Zastanawiałem się, kto mógłby mi pomóc. Przyszedł mi na myśl Richard. Założyłem, że nie użył jeszcze "utleniacza" i odwiedziłem go ponownie w laboratorium. Zapytałem go o zamkniętą kryptę. Dowiedziałem się, że w nocy Eleonora trzyma klucz w swojej sypialni. W końcu umówiłem się z Richardem tak: miałem przyjść po zmroku, miałem mu w czymś pomóc i miałem trzymać gębę na kłódkę. Zgodziłem się na wszystko. Musiałem poczekać do zmroku. Poszedłem więc do domu, do swojego pokoju, wypocząć. Gdy w domu odgłosy ustały, wyszedłem przez okno i znalazłem się na zewnątrz. Udałem się do laboratorium Richarda. Niestety, okazało się, że Richard zamknął drzwi. Gdy zerknąłem przez dziurkę, zobaczyłem, że klucza nie było. Wróciłem do starego ogrodu. Ze ścieżki prowadzącej do opuszczonego budynku wziąłem trochę żwirku. Poszedłem dalej i zauważyłem, że w oknach laboratorium świeciło się światło. Żwirkiem rzuciłem parokrotnie w okno. Gdy trafiłem, pobiegłem do opuszczonego budynku. Richard otworzył drzwi i weszliśmy do laboratorium. Miałem pomóc Richardowi w eksperymencie. Wszystko szło jak najlepiej, aż do czasu gdy Richard chciał użyć "utleniacza". Próbowałem go ostrzec, ale było za późno. Richard myślał, że to on się pomylił w obliczeniach, a ja nie wyprowadzałem go z błędu. W zamian za pomoc Richard zaoferował mi stężony kwas, którym miałem strawić zamek w kracie do grobowca. Z szafki pod rysunkiem zabrałem kolbę z kwasem i wylałem go na kratę. Kwas zadziałał nadzwyczaj dobrze i znów znalazłem się w grobowcu. Klucz skalny wydobyty z ołtarza przyłożyłem do zamka po prawej. Otworzyło się tajne przejście. Odważnie w nie wszedłem. Moja radość trwała krótko, gdyż natrafiłem na kolejne drzwi z dziwnym zamkiem w kształcie krzyża. Spojrzałem na zamek w kracie, wróciłem do Richarda i zapytałem go o symbol na kracie. Powiedział, że Eleonora trzyma w szkatułce klucz o podobnym kształcie. Za pozwoleniem Richarda wziąłem ze stołu (pod rysunkiem) klucz do posiadłości. Przy pomocy tego klucza otworzyłem drzwi do domu. Wszedłem i znalazłem szkatułkę (leżała na stoliku z lustrem), którą miałem otworzyć. Musiałem rozwiązać kolejną zagadkę. Zagadka polegała, tym razem, na takim przemieszczeniu płytek białych i czarnych, aby zamieniły się miejscami. Płytki te mogły się poruszać tylko ruchem konika szachowego. Gdy odpowiednio ustawiłem te płytki otworzyła się skrytka i mogłem wyjąć klucz do krypty. Końcowe ułożenie płytek wyglądało tak:


SAVE 13

Wszedłem do grobowca i zszedłem tajnym przejściem. Gdy włożyłem amulet do zamka w kracie, drzwi otworzyły się. Wszedłem do krypty. Na środku stał monolit z tablicą. Przeczytałem inskrypcję. Na tablicy było napisane: "Użyj głowy obcego, by twej nie stało się nic złego". Potraktowałem te słowa jako ostrzeżenie. Rozejrzałem się i zauważyłem rząd czaszek. Jedna (trzecia od drzwi) wyraźnie różniła się od pozostałych. Przyjrzałem się jej dokładniej i zauważyłem pęknięcie. Pomyślałem, że to tę czaszkę użyję jako zabezpieczenia. Wygrzebałem z kieszeni resztki żwiru i rzuciłem w czaszkę. Spadła, ale nie wytrzymała kontaktu z podłożem. Gdy przypatrzyłem się rozbitej czaszce, zauważyłem jakiś klucz leżący w okienku. Spróbowałem go zabrać, ale nie mogłem dosięgnąć. Gdy zastanawiałem się jak go wydostać, przypomniało mi się, że w opuszczonym domu, obok kominka, stały pogrzebacze. Pobiegłem po jeden i za jego pomocą wyjąłem klucz. Był to klucz z wizerunkiem ludzkiej czaszki. Użyłem tego klucza na monolicie. Dźwięk, który się wydobył świadczył o tym, że mogłem spokojnie spenetrować grobowiec. Tak też uczyniłem. Przesunąłem kamienne wieko grobu, zajrzałem do środka i stałem się posiadaczem drugiego klucza rodowego. Nic mnie już nie trzymało w Walii. Nazajutrz pożegnałem się z Eleonorą i udałem się w podróż powrotną.

ROZDZIAŁ IV

Moje powitanie w Black Mirror nie było zbyt miłe. Okazało się, że Robert nie powrócił na noc do domu, a w lesie znaleziono ciało jakiegoś chłopca, pokiereszowanego przez wilki.

SAVE 14

Pomimo trudów podróży nie poszedłem odpocząć. Udałem się do Willow Creek, aby zasięgnąć języka. Zacząłem, a jakże, od pubu. Od grabarza dowiedziałem się konkretów w sprawie zabitego chłopca. Ciało znaleziono w kamiennym kręgu druidów. Czym prędzej się tam udałem. Na miejscu spotkałem Colliera, który zasypał mnie pytaniami. Odpowiedziałem na wszystkie pytania detektywa. Wymieniliśmy się informacjami. Detektyw sądził, że to sprawka wilków, ale ja byłem innego zdania. Pozwolił mi rozglądnąć się po miejscu zbrodni. Na koniec zapytałem go o Henry'ego. Odpowiedział mi, że Henry nie zmarł w wyniku utonięcia. Z kolei Collier zapytał mnie o moje alibi na czas zabójstwa chłopca. Na szczęście byłem w Walii, więc powiedziałem prawdę. Dzięki temu zostałem wykluczony z kręgu podejrzanych. Collier stał i coś notował, a ja rozglądałem się. Na środkowym dużym kamieniu zauważyłem tajemniczy symbol, podobny do dwóch wcześniej znalezionych w miejscach śmierci Williama i Henry'ego. Przerysowałem ów symbol do pamiętnika Williama (użyłem pamiętnika na symbolu). Odkryciem podzieliłem się z Collierem. Detektyw również go zauważył, ale zlekceważył. Dokładnie przeszukałem roślinę obok lewego dużego kamienia i znalazłem kawałek tkaniny, którą detektyw przeoczył. Nie chciałem, aby Collier skonfiskował to znalezisko, więc musiałem go jakoś zająć. Wylałem resztkę krwi z butelki na kamień za Collierem i poinformowałem go o tym "śladzie". Miałem go z głowy i mogłem spokojnie wygrzebać skrawek materiału spod rośliny (PPM). Okazało się, że była to chusteczka z monogramem Gordonów. Udałem się do dr Hermanna, aby dowiedzieć się czegoś o morderstwach. Doktor, w przypadku Vicka, wykluczył udział wilków. Niczego mi nie powiedział na temat Roberta, ani ciała Henry'ego. Postanowiłem wrócić do Black Mirror (na mapie kliknąłem na pagórek "pod" zamkiem). Przechodząc obok bramy głównej zerknąłem na skrzynkę na listy. W skrzynce zauważyłem list, który wyjąłem i przeczytałem. Okazało się, że był to list do Williama od Jamesa. W liście James nazywał Williama ojcem i umawiał się z nim w znanym im obu miejscu. Wszedłem do posiadłości Black Mirror, zapukałem do pokoju Victorii i zapytałem o Jamesa. Victoria potwierdziła, że był on nieślubnym dzieckiem Williama. Zapytałem także o Roberta. Victoria poprosiła mnie, abym pojechał do Ashburry i spróbował wyjaśnić co się z nim stało. Nie bacząc na porę, udałem się tam natychmiast. Znalazłem się przed bramą sanatorium i nacisnąłem na dzwonek. Po krótkiej rozmowie, pomimo późnej pory, zostałem wpuszczony do środka. Od dyżurującej pielęgniarki dowiedziałem się, że Robert wyjechał do domu późną nocą, dwa dni wcześniej. Gdy zapytałem o Jamesa, dowiedziałem się, że uciekł z sanatorium. Chciałem zobaczyć jego celę, ale pielęgniarka nie pozwoliła.

SAVE 15

Wyszedłem z budynku, aby sprawdzić czy nie można inaczej dostać się do środka. W końcu Jamesowi udało się wyjść przez kanały. Okrążyłem budynek (wyjście w lewej części ekranu) i natrafiłem na jakieś drzwi. Sprawdziłem co widać przez małe okienko po lewej stronie drzwi. Zobaczyłem jakąś maszynę. Gdy przyjrzałem się jej dokładniej, domyśliłem się, że to termostat. Zwróciłem uwagę na butelki stojące obok drzwi. Gdy zbadałem je, rozpoznałem butelki z piwem. Postanowiłem zapukać do drzwi. Otworzył jakiś umorusany jegomość. Porozmawiałem z nim o wszystkim. Palacz nie przepuścił mnie, ale powiedział mi kilka pożytecznych rzeczy. Dowiedziałem się, że termostat automatycznie reguluje temperaturę. Zdradził mi również, że gdy jest zbyt ciepło, to chłodzi się popijając zimne piwo. Przez kotłownię droga była - na razie - zamknięta. Zanim poszedłem dalej, rozejrzałem się. Gdy dwukrotnie przyjrzałem się śmietnikowi pod daszkiem (po prawej stronie drzwi), znalazłem w nim strzykawkę. Na daszku nad śmietnikiem leżał młotek, który niezwłocznie zabrałem. Wróciłem do sanatorium i poprosiłem pielęgniarkę, żeby zadzwoniła do Black Mirror. Pielęgniarka wyszła na zaplecze, a ja miałem czas, żeby pomyszkować. Używając obrotowych drzwi przeszedłem za ladę. Sprawdziłem szafkę z lekarstwami, była zamknięta. Z blatu wziąłem wazę. Obejrzałem ją dokładnie i zauważyłem, że na dnie była jakaś skrytka. Z portfela wyjąłem monetę. Użyłem jej do otwarcia skrytki, z której wyjąłem mały kluczyk. Za pomocą tego kluczyka otworzyłem szafkę z lekarstwami i zabrałem środki usypiające (amobarbital). Zamknąłem szafkę. W ostatniej chwili udało mi się wyjść zza lady. Postanowiłem uśpić palacza. W fontannie, w holu, zmoczyłem chusteczkę. Wróciłem przed kotłownię. Do strzykawki nabrałem środka usypiającego i wstrzyknąłem go do piwa. Trzeba było sprawić, aby palaczowi zachciało się pić. Musiałem jakoś oszukać termostat, aby kocioł zaczął grzać bez opamiętania. Zerknąłem do małego okienka. Chciałem położyć mokrą chusteczkę na termostacie, ale pręty w okienku skutecznie blokowały mi dostęp. Gdy poruszałem jednym z prętów, okazało się, że był poluzowany. Wystarczyło tylko wybić podtrzymującą go cegłę. Wsłuchiwałem się w odgłosy dochodzące z kotłowni. Wyczekiwałem na momenty, kiedy palacz nakładał węgla do pieca. Wtedy, bez zwracania na siebie uwagi, młotkiem wykruszałem cegłę. Po kilku uderzeniach, mogłem bez przeszkód wyjąć pręt. Wtedy, bez problemu, na termostat położyłem mokrą chusteczkę. Po chwili palacz wyszedł i wziął butelkę piwa. Za jakiś czas wszedłem do kotłowni i zastałem palacza śpiącego w najlepsze. Dokładnie przyjrzałem się stercie węgla i znalazłem korpus lalki. Gdy przypatrzyłem się korpusowi, wyciągnąłem nić. Poszedłem do tylnej części. Spojrzałem na tablicę ogłoszeń. Wziąłem z niej kluczyk wiszący na gwoździu oraz szpilkę wbitą w ramę. Na tablicy wisiały różne plakaty. W oczy rzucała się liczba "1918". W innym miejscu wisiał ładny plakat z gry komputerowej "Posłaniec Boga". Odszedłem od tablicy, podszedłem do drzwi po lewej i spojrzałem na nie. W drzwiach nie było żadnego zamka. Obok drzwi znajdował się panel, któremu się przyjrzałem. Do otworu nad klawiaturą włożyłem kluczyk. Jako kod wstukałem liczbę z plakatu ("1918") oraz zatwierdziłem go. Zapaliła się zielona lampka. Wyszedłem. Niestety, na korytarzu siedział lekarz dyżurny. Musiałem go jakoś odciągnąć. Wróciłem do recepcji i poprosiłem pielęgniarkę o harmonogram dyżurów. Wróciłem do tylnej części kotłowni. Przez interkom (obok tablicy ogłoszeń) wywołałem dyżurującego lekarza do holu (użyłem harmonogramu z interkomem). Lekarz oddalił się, a ja bez problemów przeszedłem przez drzwi i udałem się do głównego pomieszczenia. Gdy przechodziłem obok jednej z cel, usłyszałem wołanie jakiegoś pacjenta. Musiałem z nim porozmawiać, gdyż obawiałem się, że mnie zdemaskuje. Zgadzałem się na wszystko, o co prosił mnie Ralph - tak się nazywał. Ralph poprosił mnie o pomoc w znalezieniu zaginionego przyjaciela. Z rozmowy wyniknęło, że tym przyjacielem jest lalka - Bubby. Obiecałem Ralphowi, że znajdę go. Nie mogłem mu dać samego korpusu lalki, więc postanowiłem poszukać reszty. W koszu na śmieci, stojącym obok ławki, znalazłem głowę lalki, którą połączyłem z korpusem. Szpilkę wykorzystałem jako igłę, połączyłem ją z nitką i zszyłem lalkę. Tak uzdrowionego Bubby'ego oddałem Ralphowi, który w podziękowaniu, obiecał mi pomóc. Okazało się, że cela Jamesa była obok, ale klucze do niej miał lekarz dyżurny. Nie zdążyłem go o wszystko wypytać, gdyż wrócił lekarz i obawiałem się, że mnie usłyszy. Zauważyłem kabel biegnący od lampy. Przełącznikiem wyłączyłem prąd i zerwałem kabel. Podniosłem go z podłogi i podłączyłem do metalowego ogrodzenia. Pozytywkę Williama położyłem przy ogrodzeniu, aby zwrócić uwagę lekarza. Przekręciłem przełącznik i natychmiast się schowałem. Po chwili nadszedł lekarz. Gdy dotknął ogrodzenia, padł zemdlony. Zabrałem pozytywkę, przeszukałem lekarza i znalazłem klucze do cel. Otworzyłem celę Jamesa i ujrzałem przerażający widok.

SAVE 16

Z dziury w materacu wyjąłem pamiętnik Jamesa (PPM) i przeczytałem go. Wyglądało na to, że James bał się Roberta. Ze sztalugi wziąłem obraz, który przedstawiał jakąś latarnię. Niespodziewanie, ktoś mnie zamknął w celi. Wśród rysunków wiszących na ścianie, zauważyłem rysunek oka. Przyjrzałem mu się dokładnie. Był cały pomięty, jakby ktoś go zawieszał i zdejmował. Zdjąłem go i ja. Rysunek zasłaniał otwór w ścianie przebity do celi Ralpha. Mogłem z nim spokojnie porozmawiać o wszystkim. Fakty dotyczące Roberta, o których mówił, przyprawiały mnie o gęsią skórę. Dowiedziałem się także, że James uciekł przez dziurę pod łóżkiem. Niewiele się namyślając i ja skorzystałem z tej drogi. Po chwili byłem wolny. Szybko udałem się do Black Mirror i poszedłem do kuchni. Bates przygotowywał coś do jedzenia. "Kiedy on śpi?" - przemknęło mi wtedy przez myśl. Zapytałem go o latarnię z obrazu. Bates powiedział mi gdzie jej szukać. Udałem się tam niezwłocznie.

SAVE 17

Chciałem wejść do latarni, ale głos wewnętrzny podpowiadał mi, żebym się rozejrzał. Obszedłem latarnię lewą stroną i to był błąd. James, który się tam zaczaił, zdzielił mnie czymś twardym w głowę. Ocknąłem się związany, a James kopał dla mnie grób. Musiałem szybko działać. Nożykiem podciąłem więzy na rękach (użyłem go na sobie). Wyjąłem pozytywkę i zagrałem Jamesowi. Ocaliłem tym swoje życie, gdyż James znał tę melodię. Porozmawiałem z Jamesem o wszystkim. Okazało się, że Robert umieścił Jamesa w sanatorium bez zgody Wiliama. James potwierdził to, co o Robercie mówił Ralph. Dowiedziałem się również, że klucz, który William dał Jamesowi, był schowany w kanałach pod piwnicami zamku. Musiałem się tam dostać. Swoje kroki od razu skierowałem do zamkowej kuchni, z której było zejście do piwnicy. Kluczem zdjętym z haczyka otworzyłem drzwi i zszedłem do piwnicy. Od razu zauważyłem kratkę kanalizacyjną, ale nic w niej nie mogłem zobaczyć. Wrzuciłem do kanału monetę i usłyszałem plusk. To nie była droga do podziemi. W głębi piwnicy, obok szlifierki, była następna kratka. Wyjąłem kolejną monetę z portfela i wrzuciłem do kratki. Tym razem moneta uderzyła o twardy grunt. W ten sposób znalazłem zejście do podziemi. Zszedłem tam i zatrzymałem się obok fontanny. U jej podnóża leżało jakieś koło zębate. Podniosłem je. Na przeciwko zejścia - w ścianie - zainstalowany był jakiś mechanizm. Spróbowałem go uruchomić. Wyraźnie brakowało mu części. Zamontowałem w nim znalezione koło zębate. Czegoś jeszcze brakowało, ponieważ koło mechanizmu nie chciało się obrócić. Poszedłem dalej w głąb podziemi i doszedłem do jakichś schodów zalanych wodą wymieszaną z błotem. Mieszanina ta była tak gęsta, że na jej powierzchni unosiło się kolejne koło zębate (tryb). Po lewej stronie wejścia zauważyłem ogrodzenie, z którego wyjąłem jeden poluzowany pręt. Na kolumnie, po drugiej stronie wejścia, był otwór. Spróbowałem wetknąć do niego pręt, ale okazał się za gruby. Na ścianie zauważyłem jakiś kołowrót zablokowany łańcuchami spiętymi kłódką. Kłódkę potraktowałem kwasem, który rozpuścił ją w mgnieniu oka. Spróbowałem obrócić kołowrót, ale nie mogłem tego zrobić. Wróciłem do piwnicy i przy pomocy szlifierki naostrzyłem pręt wyciągnięty z ogrodzenia. Szlifując zauważyłem linę z hakami wiszącą nad studnią. Zabrałem ją ze sobą i od razu przywiązałem do niej hak. Zszedłem i ponowiłem próbę włożenia pręta - naostrzonego - do otworu w kolumnie. Udało mi się. Użyłem pręta jako dźwigni i otworzyłem zasuwę. Później, ponownie obróciłem kołowrót i woda popłynęła, przesuwając koło zębate w bardziej dostępne miejsce. Połączyłem linę z hakiem z naostrzonym prętem. Przy pomocy takiego urządzenia łatwo wyciągnąłem koło zębate. Wróciłem do mechanizmu obok fontanny i dołożyłem brakującą część. Wtedy mogłem bez przeszkód obrócić koło mechanizmu, który zaczął działać i wypompował całą wodę z zalanego pomieszczenia. Poszedłem do podziemi, zszedłem po schodach. Tuż przy schodach znalazłem małą skrzynkę. Podniosłem ją i sprawdziłem co było w środku. Znalazłem klucz Jamesa. Na ścianie zauważyłem kamienną płaskorzeźbę. Gdy się jej przyglądałem, zaczęła mnie boleć głowa. Wziąłem lekarstwo. Postanowiłem wyjść z podziemi i odpocząć.

ROZDZIAŁ V

Znowu miałem nocne koszmary. Nad ranem, jak zwykle w ostatnich dniach, obudziło mnie walenie do drzwi. To Bates dobijał się, aby przekazać mi informację, że telefonowali z Ashburry. Miałem natychmiast tam pojechać. Po kilkunastu minutach znowu stałem przed bramą sanatorium.

SAVE 18

Zadzwoniłem i wszedłem do budynku. Od pielęgniarki dowiedziałem się, że Roberta znaleziono martwego. Przy zwłokach zastano Jamesa, którego oskarżono o morderstwo i zamknięto w jego celi. Musiałem z nim porozmawiać. Pielęgniarka zgodziła się, abym go odwiedził, ale poszła ze mną. Jednak, nie było mi dane z nim porozmawiać. James już nie żył, powiesił się. Pielęgniarka pobiegła po lekarza, a ja wszedłem do środka. Przeszukałem ciało Jamesa i znalazłem klucze Roberta. Na ścianie ktoś, chyba James, krwią napisał moje imię. Sprawdziłem dziurę w ścianie do celi Ralpha. Ktoś ją zagipsował. Nożykiem wydłubałem świeży gips. Zawołałem Ralpha i porozmawiałem z nim. Od Ralpha, który jako ostatni rozmawiał z Jamesem, dowiedziałem się, że to nie James zabił Roberta. Powiedział mi także, że James widział kto to zrobił. W tym momencie do celi wszedł lekarz i wyprosił mnie. Natychmiast udałem się do starej latarni, tam gdzie znaleziono ciało Roberta. Zauważyłem ciemną wnękę wśród cegieł. Korzystając z zapalniczki odkryłem kolejny tajemniczy symbol, który przerysowałem do pamiętnika Williama. Udałem się do domu doktora Hermanna. Zadzwoniłem, ale nikt nie odpowiadał. Miałem w pamięci mój sen z udziałem doktora i co raz mniej mi się to wszystko podobało. Drzwi były otwarte. Postanowiłem wejść do domu i zejść do kostnicy. Na dole paliło się czerwone światło, takie jak podczas wywoływania zdjęć, a na stole leżało jakieś ciało. Odchyliłem przykrywające je prześcieradło i zobaczyłem ciało pozbawione głowy. Odskoczyłem i potrąciłem wiadro, z którego wytoczyła się głowa doktora. Wszystko działo się tak, jak w moim śnie. Tego było mi za wiele... Po chwili doszedłem do siebie i postanowiłem się rozejrzeć. Na zlewie znalazłem kolejny symbol. Podczas przerysowywania go miałem dziwną wizję. Zwróciłem uwagę na stolik z tyłu kostnicy. Włączyłem lampę, aby lepiej widzieć. Ze stołu wziąłem pęsetę. Przesunąłem książkę w szufladzie i znalazłem plastykowe worki. Zabrałem je. Wtedy przemogłem się i zbadałem ciało doktora. Zauważyłem, że coś zaciskał w sztywnej ręce. Musiałem użyć pęsety, aby rozchylić zesztywniałą dłoń. Znalazłem włosy należące, prawdopodobnie, do mordercy. Użyłem plastykowego woreczka, aby zabezpieczyć dowód. Włosy były ciemne. Jedyną osobą z ciemnymi włosami, która wtedy przychodziła mi do głowy, był James. Musiałem dostać się do Ashburry, aby zdobyć próbki włosów Jamesa. W tym momencie, ktoś zadzwonił do domu doktora. Musiałem się ulotnić, ale nie zdążyłem i nadziałem się na Colliera. Gdy oznajmiłem mu, że na dole leżą zwłoki doktora, zaczął mi się dziwnie przyglądać. Collier miał gotową teorię, że sprawcą był James. Gdy przekazałem mu informację o samobójstwie Jamesa, jeszcze bardziej się w tym utwierdził. Detektyw poszedł do kostnicy, a ja - ponownie - znalazłem się przed bramą sanatorium. Zadzwoniłem, a pielęgniarka bez najmniejszego problemu wpuściła mnie do środka. Zapytałem ją o ciało Jamesa. Dowiedziałem się, że leży ono w kaplicy na sanatoryjnym cmentarzu. Poszedłem przed kotłownię, a później na cmentarz. Kaplica okazała się zamknięta. Kiedy mijałem kotłownię zauważyłem palacza zrzucającego węgiel, więc wróciłem do niego i zapytałem go o klucze do kaplicy. Okazało się, że to on miał klucze. Niestety, nie chciał otworzyć kaplicy. Nawet łapówka nie pomogła. Przez kanały (wejście było przed budynkiem sanatorium) i celę Jamesa poszedłem do kotłowni, a konkretnie do jej frontu. Otworzyłem szafkę palacza i wziąłem gumiaki. Wiedziałem, że guma, podczas palenia się, wydziela dużo dymu i postanowiłem to wykorzystać. Z płotka wziąłem szmatkę. Pod kranem w celi Jamesa (obok drzwi) zmoczyłem ją i za jej pomocą otworzyłem piec. Przy pomocy pokrętła otworzyłem klapę z paleniska, aby dym wychodził na kotłownię. Gdy wrzuciłem kalosze, wyszedłem z kotłowni. Szybko, przez kanały, pobiegłem przed drzwi kotłowni, z której wydobywały się kłęby dymu. Zabrałem klucze palacza tkwiące w drzwiach i za ich pomocą otworzyłem kapliczkę. Wszedłem do środka i zauważyłem ciało Jamesa. Z podłogi podniosłem odłamki szkła z jakiegoś rozbitego naczynia. Za pomocą szkła obciąłem trochę włosów Jamesa i umieściłem je w woreczku. Postanowiłem skorzystać z mikroskopu doktora w kostnicy.

SAVE 19

Mikroskop stał w tyle, na stoliku. Położyłem obie próbki włosów pod mikroskop, aby je porównać. Okazało się, że były różne. James nie zabił doktora, więc kto? Przeszukałem w pamięci, kto jeszcze miał czarne włosy. Oprócz mnie, tylko Morris przychodził mi na myśl. Postanowiłem to sprawdzić i poszedłem do stajni w Black Mirror. Gdy wszedłem do środka, zauważyłem list wkręcony w imadło. Przeczytałem go. Był napisany przez Morrisa. Z listu wynikało, że stajenny uciekł. Zaintrygował mnie kącik między boksami. Przekręciłem włącznik światła, aby lepiej się w nim rozejrzeć. Zabrałem czapkę Morrisa wiszącą na wieszaku. Przyjrzałem się jej z bliska i znalazłem jego włos. Przy pomocy plastykowych woreczków zabezpieczyłem znalezisko (użyłem worków na czapce). Ponownie skorzystałem z mikroskopu doktora Hermanna i zbadałem włos Morrisa. Okazało się, że to nie jego włosy doktor trzymał w ręce. Morris, również, nie był mordercą. Przyszedł czas na spenetrowanie biura Roberta. Znalezionymi przy Jamesie kluczami otworzyłem jego gabinet i znalazłem się w środku. Na ścianie wisiał czyjś portret. Przyjrzałem mu się uważnie. Namalowana na nim postać miała kolejny klucz, zawieszony na szyi. Osoby z portretu nigdy wcześniej nie widziałem i musiałem się dowiedzieć, kto to był. Na małym stole pod obrazem stała puszka po kakao. Otworzyłem ją i wyjąłem jakiś kluczyk, który pasował do szuflad. Pootwierałem szuflady i sprawdziłem, co w nich było. W górnej szufladzie znalazłem jakiś papier, który okazał się niewypełnioną polisą, a w dolnej zdjęcie żony Roberta. Intrygowała mnie niewypełniona polisa. Sprawdziłem ją pod światło i ujrzałem liczbę "63081". Spojrzałem na napis MCXX widniejący nad półkami z książkami. Był to rok wybudowania Black Mirror, czyli 1120. W rogu stał stary zegar, który nie chodził. Przyjrzałem mu się bliżej. Ruszając wskazówkami można było ustawiać dowolną godzinę. Na zegarze ustawiłem godzinę 11:20 i przekręciłem dziwną igłę umieszczoną nad tarczą. Otworzyła się skrytka z sejfem. Podszedłem do sejfu i na zamku ustawiłem szyfr na "63081". Cyfry w okienkach można było zmieniać pokrętłem. Sejf stanął otworem, więc z ciekawością zajrzałem do środka. Z górnej półki wziąłem pamiętnik Roberta, z dolnej testament Williama, pierścień i list adresowany do mnie, a pisany przez Williama. Wszystkie dokumenty uważnie przeczytałem. Robert okazał się większą świnią, niż można było sobie wyobrazić. Wyszedłem z gabinetu, zapukałem do Victorii i wypytałem ją o mężczyznę z portretu. Był to Lothar Gordon, założyciel Ashburry, pochowany gdzieś na sanatoryjnym cmentarzu. Zapytałem również o historię Ashburry. Dowiedziałem się, że w budynku sanatorium był kiedyś szpital dla chorych na cholerę. Na razie wolałem nie przekazywać jej informacji o śmierci Roberta. Batesa znalazłem w kuchni. Poinformowałem go o Robercie. Wspólnie ustaliliśmy, że nie będziemy powiadamiać o tym fakcie Victorii. Postanowiłem odnaleźć grób Lothara i udałem się w tym celu do Ashburry. Poszedłem na cmentarz, a później na tylny cmentarz (wyjście z prawej strony ekranu). Dokładnie oglądałem (PPM) grób po grobie, szukając tego właściwego. Na jednym z nich znalazłem nasz znak rodowy. Grób ten znajdował się obok starej kapliczki i był cały zarośnięty chaszczami. Musiałem się ich pozbyć, aby zrobić coś dalej. Poszedłem do kaplicy, w której leżały zwłoki Jamesa. W skrzyni - stojącej przy wejściu - znalazłem nożyce ogrodnicze. Niestety, były zepsute. Chciałem poprosić palacza o naprawienie ich, ale zanim zszedłem do kotłowni, zerknąłem tam przez małe okienko. Na rynnie (lewy górny róg ekranu) zauważyłem śrubę. Wykręciłem ją i użyłem do naprawienia nożyc. W taki sposób oczyściłem grób z krzewów. Spróbowałem przesunąć kamienne wieko, ale było zbyt ciężkie. Znów poszedłem przed kotłownię. Gdy dokładnie przeszukałem śmieci (pod daszkiem), znalazłem jakiś pręt, którym otworzyłem grób. Grób okazał się pusty. Zapytałem pielęgniarkę, w recepcji, o pusty grób. Dowiedziałem się, że wcześniej cmentarz należał do parafii Warmhill. Udałem się do kościoła. Ojca Fredericka zastałem przy ołtarzu. Zapytałem go o grób Lothara, ale ksiądz kazał mi przyjść później, gdyż potrzebował czasu na odszukanie informacji. Wyszedłem z kościoła i poszedłem na cmentarz parafialny. Popatrzyłem na nagrobek Williama. Po chwili wróciłem i zapytałem księdza o grób Lothara. Ojciec Frederick kazał mi uzbroić się w cierpliwość. Poszedłem więc jeszcze raz popatrzeć na nagrobek Williama. Kiedy wróciłem, ksiądz miał już dla mnie konkretne informacje. Dowiedziałem się, że Lothar został poddany kremacji, a urna z jego prochami spoczywa w krypcie, na cmentarzu przy plebanii. Udałem się na tyły cmentarza. Zastałem tam otwartą kryptę. W środku grabarz coś robił. Zawołałem go. Poprosiłem, czy mógłbym wejść do krypty, ale on nie chciał mnie wpuścić. Zapytałem go o urnę z prochami Lothara. Obiecał, że znajdzie ją dla mnie. Po chwili grabarz wrócił z urną, wręczył mi ją, a sam poszedł dalej pracować. Z urny wyjąłem czwarty klucz.

SAVE 20

Pozostał mi tylko klucz Williama. Nie miałem innego wyjścia, jak rozkopać świeży grób. Ze skrzynki z narzędziami, stojącej przed wejściem do krypty, zabrałem latarkę. Zerknąłem na grób Williama. Stwierdziłem, że świeżo zasypaną ziemię łatwo będzie odkopać. Poszedłem przed kościół i udałem się do grobów przed kościołem (w prawo). Świecąc sobie latarką znalazłem łopatę na stercie ziemi. Wyjąłem łopatę i wróciłem do grobu Williama. Gdy zabrałem się do odkopywania grobu (użyłem łopaty na grobie), pomyślałem, że wcześniej należałoby pozbyć się grabarza, który mógłby mi przeszkodzić. Wyjąłem kołek spod drzwi do krypty i odczepiłem przytrzymujący je drut. Grabarza miałem z głowy. Ponownie zacząłem odkopywać grób. Trochę to trwało zanim wykopałem dół. Zabrałem piąty - ostatni - klucz. Gdy wychodziłem z cmentarza, zauważyłem nasz powóz. Zaciekawiło mnie, kto nim przyjechał. Wszedłem do kościoła i zauważyłem Batesa, który wchodził do konfesjonału. W tym momencie nadszedł ojciec Frederick, a ja wmówiłem mu, że nikogo nie było. Zająłem miejsce w konfesjonale i, udając księdza, wysłuchałem spowiedzi Batesa. To, czego dowiedziałem się podczas tej spowiedzi, wprost ścięło mnie z nóg. To ja byłem mordercą, a w zasadzie moje ciało kierowane przez jakąś piekielną siłę.

ROZDZIAŁ VI

Postanowiłem stawić czoła przeznaczeniu i pokonać klątwę ciążącą na mnie i mojej rodzinie. Udałem się w tym celu do kanałów. Poszukiwania rozpocząłem od dziwnego symbolu na ścianie, na którym wcześniej skończyłem. Nie było już odwrotu.

SAVE 21

Spojrzałem na kamienną płaskorzeźbę. Do pentagramu na środku włożyłem pierścień i przekręciłem go. W kołach pojawiły się znajome symbole. Zastanawiałem się, co z tym zrobić i odkryłem, że można przyciskać na trójkątne kamienie na obrzeżach. Zaznaczyłem wszystkie symbole, które wcześniej znajdowałem przy ciałach, w kolejności od odkrywania:


Wtedy otworzyło się wejście do katakumb. Wszedłem w nie. Zwróciłem uwagę na napis nad przejściem, ale nie potrafiłem go przeczytać. Poszedłem w lewo i jeszcze raz w lewo. W ścianie, po prawej stronie, zauważyłem otwór. Gdy do niego spojrzałem, znalazłem talizman. Później poszedłem w prawo i do przodu. Na ścianie, po lewej stronie, zauważyłem zaznaczoną cegłę. Gdy na nią nacisnąłem, usłyszałem dźwięk przesuwających się kamieni. Podniosłem hełm, który leżał na podłożu tuż obok. Poszedłem do przodu i znalazłem się przy dziwnych drzwiach. Gdy do otworu włożyłem talizman, drzwi otworzyły się. Gdy położyłem czarną kulę na stojaku, aktywowały się przyciski pod dziwnymi lampami. W lewej części pomieszczenia zauważyłem wnękę. Gdy spojrzałem do środka, wyjąłem mapę. Zaznaczyłem na niej ważniejsze miejsca i przedmioty. Wyglądało to tak:


Poszedłem w prawo i w prawo. Znalazłem się przy świeczniku. Zapaliłem go. Spojrzałem na mapę pod światło. Niektóre kwadraty były jaśniejsze, niż inne. Domyśliłem się, że to podpowiedź, które lampy włączyć. Poszedłem do tyłu. Podniosłem miecz, który leżał po lewej stronie. Później w lewo, do tyłu i w lewo. Nacisnąłem przycisk pod lampą po prawej stronie. Lampa zajarzyła się (zaznaczyłem to na mapie, jako punkt). Poszedłem do przodu i w lewo. Znalazłem się nad przepaścią (zaznaczyłem to miejsce linią przerywaną). Gdy wrzuciłem do niej miecz i hełm, uruchomiłem jakiś mechanizm, który zamknął otwór w posadzce. Włączyłem lampę po prawej stronie. Później w prawo, w prawo i do przodu. Znalazłem się przed płaskorzeźbą przedstawiającą głowę bestii. Włączyłem obie lampy. Gdy to zrobiłem, głowa bestii ustąpiła miejsca dziwnemu, pulsującemu światłu.

SAVE 22

Nie mogłem się już wycofać. Odważnie przeszedłem przez światło. Przeniosło mnie do dziwnego pomieszczenia. Obok mnie stał jakiś ołtarz. Gdy spojrzałem na niego, zobaczyłem otwartą księgę z pustymi stronnicami i leżący na niej sztylet. Wziąłem sztylet i spojrzałem na niego. Był to Vorpal, sztylet sakralny. Na końcu ostrza zobaczyłem zakrzepłą krew. Użyłem sztyletu na sobie. W ten sposób wypełniłem ołtarz swoją krwią. Porównując kolory kamieni i kluczy, powkładałem klucze sakralne do odpowiednich otworów:


Gdy to zrobiłem, na pustych stronach księgi pojawiły się wersety. Przeczytałem je...

Skończyłem to, co zaczął dziadek William. Teraz muszę skończyć również ze sobą...

Copyright (c) Michał Czajkowski. Wszelkie prawa zastrzeżone.