Mini recenzje - Post Mortem
Post Mortem - mini recenzja
 Virgo, 2007
       [zobacz jak oceniamy gry]

Wśród wielu, totalnie dla mnie niezrozumiałych, peanów pochwalnych na cześć tej gry rozsianych po polskim internecie jeden przykuł moją szczególną uwagę. "Super dobra gra dla mocnych graczy", napisał jeden z internautów. Pod drugą częścią jego opinii mogę się z czystym sumieniem podpisać. Trzeba być naprawdę mocnym graczem, żeby ją skończyć. Mi udało się ją "zmęczyć" (i zwrotu tego używam w pełnej dosłowności) dopiero za czwartym podejściem. Przy wcześniejszych próbach bełkot postaci i główny bohater (o którym za moment) skutecznie mnie zniechęcały. A, wspomniane już przez Czaja tworzenie rysopisu było kroplą, która przepełniała czarę. Już nawet nie mówię, że zabrakło informacji o tym gdzie popełniło się błąd. W dodatku mamy tylko jedno podejście, a jeśli się nie uda - ratuje nas tylko wczytanie gry. Jak się okazało po zajrzeniu do solucji, moje i twórców wyobrażenie na temat nosa boksera i strasznych oczu kompletnie się rozmijają.

Powyższy zarzut dotyczy także naszego alter ego - Gusa MacPhersona. Na samym początku gry dowiadujemy się, że nosi on przydomek "Straszny". O dziwo to by się zgadzało - tak strasznie płaskiej i pozbawionej charyzmy postaci dawno w kryminałach nie było. Sami autorzy próbowali nadać mu nieco głębi, jednak było to zdecydowanie za mało. Zresztą jak prywatnym detektywem może być ktoś, kto przeprasza za każdym razem telefonistkę, że niepokoi? Szkoda też, że kompletnie porzucony został wątek przeszłości Gusa. Jak podejrzewam owa "mroczna tajemnica" miała zostać ujawniona w ew. kontynuacji (czy raczej prequelu).

Wiele do życzenia pozostawia także zapowiadana możliwość przejścia gry na różne sposoby. Niby są te trzy zakończenia, jednak za wyjątkiem jednego (dobra, dwóch) gra jest liniowa. W dodatku autorzy popełnili trudno wybaczalny błąd, który w pewnym momencie pozwala utknąć w śledztwie na amen.

Patrząc na Post Mortem nie można oprzeć się wrażeniu, iż Microids miało ambicję stworzyć mroczny kryminał. Niestety, wyrwany z innej bajki bohater i niechlujne wykonanie (a u nas dodatkowo tragiczna lokalizacja) z gry mającej potencjał uczyniło potworka, do ukończenia którego potrzebne są mocne nerwy. I mocny żołądek, jeśli wierzyć niektórym opiniom. Chociaż, patrząc na owo "szczegółowe i realistyczne środowisko 3D" (cytat z okładki), faktycznie może ono wywołać niekontrolowane torsje u co bardziej wrażliwych na estetykę graczy. By po chwili zachwycić dbałością, z jaką stworzono cut-scenki.



Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.