Recenzja - Dark Seed
Dark Seed - recenzja
Elum, 19 sierpnia 2014
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ gra stara się unikać dosłowności
+ niepokojące pokoje wiktoriańskiego domostwa
+ najładniejsze 16-to kolorowe lokacje jakie w życiu widziałem
Wady:
- koszmarne "dead endy"
- przerażająca presja czasu
- potwornie zmarnowana szansa...
Krótko:
Wbrew pozorom jest to jeden z ciekawszych horrorów w historii przygodówek. Niestety uciążliwe, niewybaczalne wady sprawiają, że o wiele trudniej dostrzec zalety.

Firma Cyberdreams to ciekawy wątek w historii gier komputerowych. Chyba nikt wcześniej nie myślał o grach w podobny sposób. Zespół Cyberdreams zapragnął w tę typowo rozrywkową branżę tchnąć nieco kultury. Udało im się przekonać do współpracy wielu twórców nigdy wcześniej z grami nie kojarzonych, takich jak H.R. Giger, Harlan Ellison czy Syd Mead. Robi wrażenie. Niestety zapał i wiara w to, że popyt na gry podpisywane nazwiskami znanych artystów jest na tyle duży, że uda się na nich zarobić miliony, okazały się na dłuższą metę niewystarczające. Bankrutująca Cyberdreams została ostatecznie zlikwidowana na początku 1997 roku.

Dark Seed była pierwszą z klasycznych przygodówek firmy. Przy grze pomagał H.R. Giger. Choć "pomagał" to może zbyt duże słowo. Wprawdzie Cyberdreams musiała Hansowi Rudolfowi niemało zapłacić, ale praktycznie nie uczestniczył on w produkcji. Jedynie pozwolił na wykorzystanie swych prac, które pomogły wykreować przerażający świat sennych koszmarów, które zaczynają dręczyć głównego bohatera - Mike Dawsona - gdy ten wprowadza się do nowego (tj. właściwie bardzo starego, wiktoriańskiego) domu. Co ciekawe, w roli bohatera wystąpił... współproducent i współautor gry Mike Dawson. Topniejący w zastraszającym tempie budżet uniemożliwił zatrudnienie zawodowego aktora, wobec czego realny Dawson użyczył swemu wirtualnemu alter ego, poza nazwiskiem, również digitalizowanej twarzy i sylwetki. Nie jest oczywiście prawdą, że rolę w Dark Seed przypłacił zdrowiem. Nie leczył się psychiatrycznie. Ten popularny swego czasu internetowy mit, który paru internautów potraktowało podobno poważnie, narodził się zapewne dlatego, że po premierze gry odszedł z Cyberdreams (nie uczestniczył już w produkcji sequela) i wycofał się z branży. To chyba taki "przygodówkowy" odpowiednik słynnej internetowej legendy o Paulu Pfeifferze z serialu "Cudowne lata", który rzekomo w dorosłym życiu miał przepoczwarzyć się w Marilyna Mansona.

Fabuła Dark Seed nie została oparta na wydarzeniach autentycznych, ale czas w grze jest jak najbardziej rzeczywisty. Płynie bez wględu na to, czy wirtualny Mike Dawson robi coś konstruktywnego czy tylko stoi w miejscu i patrzy przed siebie. Akcja gry rozłożona została na trzy dni. Wieczorem bohater kładzie się do łóżka, rano wstaje w koszmarnym bólem głowy, na który pomagają tylko jakieś bliżej niezidentyfikowane pigułki. Dark Seed nie była pierwszą przygodówką, w której czas odgrywa ważną rolę. Niestety w tym przypadku autorzy kompletnie tego ciekawego pomysłu nie przemyśleli. Gra jest tak skonstruowana, że jeśli gracz nie wykona pewnych czynności w odpowiednim momencie - nie jest w stanie jej ukończyć. Przy czym dowie się o tym dopiero po kolejnej godzinie/godzinach gry, gdy utknie na tyle, że nie będzie w stanie wykonać już jakiejkolwiek akcji.

Gorsze od gier, w których można utknąć nie wykonując jakiejś ważnej czynności w określonym czasie są gry nieliniowe, w których można utknąć nie wykonując jakiejś ważnej czynności w określonym czasie. Nieliniowość Dark Seed to jej przekleństwo. Dom, w którym rozpoczyna się gra jest na tyle spory, że na buszowaniu w jego zakamarkach spędzić można cały pierwszy dzień i zorientować się o tym dopiero wieczorem, zerkając na wirtualny zegarek. Problem w tym, że bohater pierwszego dnia musi bezwzględnie - o czym gracz nie wie - odwiedzić jeden ze sklepów w miasteczku. Jeśli nie zdąży przed zamknięciem - nie spotka postaci, z którą powinien umówić się na ważne spotkanie w dniu następnym, podczas którego otrzyma na własność drogocenny... kijek. Inaczej patyk. Ułamany kawałek drewna. Gałązkę, która jest niezbędna do ukończenia gry, a nie da się jej zdobyć w inny sposób. Czy ja chwilę wcześniej napisałem, że Dark Seed jest grą nieliniową? Cóż, swoista nieliniowość Dark Seed przejawia się przede wszystkim w tym, że gracz od początku ma dostęp do większości lokacji. Jeśli chodzi o zagadki - jest liniowo do bólu głowy, na który pewnie nie pomogłyby nawet tajemnicze pigułki Mike'a.

Oprócz tego, że gra najeżona jest ślepymi zaułkami bez wyjścia, występuje w niej też sporadycznie znany problem polowania na przedmioty wielkości paru pikseli. Spinkę do włosów leżącą na drewnianej podłodze łatwo przeoczyć, a jest ona o tyle istotna, że bez niej również utknąć można na dobre. Jeśli bohater nie ma jej przy sobie w jednej z kluczowych scen dnia drugiego - jedynym ratunkiem pozostaje zapisany wcześniej stan gry. Na szczęście są też przedmioty, które znaleźć można bez większego wysiłku. Jednym z nich jest pistolet na posterunku policji, który Dawson może sobie zabrać w każdej chwili. Nikt mu w tym nie przeszkodzi, nikt nie zwróci uwagi. Dziki zachód po prostu. Wspominałem już, że w Dark Seed można zginąć znienacka, bez ostrzeżenia? Fani starszych przygodówek Sierry poczują się jak w domu.

W roku 1992 Dark Seed była jedną z nielicznych gier, które można było uruchomić z rozdzielczości 640x400... lub raczej 640x350... właściwie akcja rozgrywała się na ekranie o szerokości mniej więcej 500 pikseli, reszta to ozdobne ramki i okno tekstowe, ale to nie zmienia faktu, że oprawa Dark Seed wyróżniała się na tle konkurencji. Ponieważ wyższa rozdzielczość to automatycznie większe obciążenie dla komputera, gra korzysta z zaledwie 16-tu kolorów! Trzeba się zdrowo nagimnastykować aby z tak zredukowanej palety wycisnąć coś ładnego. Twórcom Dark Seed się ta sztuka udała. Muzyka i udźwiękowienie nie odbiega od ówczesnych standardów, przy czym tu też gra próbuje nieco się wyróżnić. Nietypowe jest to, że bohater każdy komentarz (np. dotyczący stojącego przed nim krzesła) wypowie głośno tylko raz. Za drugim, trzecim itd. razem wypowiedź wyświetli się jedynie w oknie tekstowym. Z drugiej strony, może to i lepiej. Wprawdzie głos głównego bohatera pasuje do niego jak ulał (w przeciwieństwie do Dark Seed II... ale o tym może innym razem), ale sposób w jaki wypowiada niektóre kwestie jest, delikatnie mówiąc, nieodpowieni. Miejscami pocieszny. Można odnieść wrażenie, że aktor musiał zgadywać kontekst poszczególnych linii dialogowych. I zazwyczaj nie trafiał.

Szkoda, że tak wiele elementów nie działa w Dark Seed jak należy, bo jest to przygodówka, która mogłaby błyszczeć. Wbrew temu co może sugerować ocena końcowa, daleko jej do przeciętności. Szczątkowa fabuła i niewielka liczba występujących w grze postaci, którym przypisano zaledwie po kilka linijek tekstu, nie przeszkadzają mi uznać Dark Seed za jeden z ciekawszych horrorów w historii gatunku. Atmosfera gry jest niepowtarzalna. Dwa światy - realny oraz ten będący jego lustrzanym odbiciem (układ lokacji jest identyczny) - przenikają się bardzo dyskretnie. Wydaje się, że tajemnicę zna tylko główny bohater. W zasadzie nie ma pewności, czy świat "gigerowski" istnieje naprawdę czy jest tylko halucynacją chorego człowieka. Może Dark Seed, o wiele bardziej niż horrorem, jest dramatem psychologicznym?


Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.