Recenzja - Cruise for a Corpse
Cruise for a Corpse - recenzja
Tex Murphy, 31 stycznia 2004
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ oryginalna grafika
+ trzymająca w napięciu fabuła
Wady:
- oprawa muzyczna
- swoista monotonia gry nie wszystkim przypadnie do gustu
Krótko:
Obowiązkowa pozycja dla wszystkich wielbicieli staroci i przygodówek kryminalnych.

Zagadki kryminalne to jeden z częściej wykorzystywanych motywów gier przygodowych. Nic w tym dziwnego, gdyż doskonale się do tego nadają, a i sami gracze bardzo lubią rozwiązywać zagadki tajemniczych zbrodni. Jedną ze starszych gier tego typu jest wydana w 1991 roku przez francuską firmę Delphine Cruise for a Corpse.

W grze tej wcielamy się w rolę francuskiego policjanta Raoula Dusentiera, który otrzymał niespodziewane zaproszenie na rejs statkiem należącym do Niklosa Karaboudjana, znanego milionera. Podczas rejsu Raoul zostaje pilnie wezwany przez służącego Karaboudjana, który odkrył, że jego chlebodawcę zamordowano w swoim gabinecie. Po przybyciu na miejsce zbrodni nasz bohater zostaje nieoczekiwanie zaatakowany i ogłuszony. Gdy odzyskuje przytomność okazuje się, że ciało Karaboudjana znikło.

Fabuła gry czerpie z najlepszych wzorców, z łatwością można się w niej dopatrzeć elementów zapożyczonych od mistrzyni gatunku - samej Agathy Christie. Od początku wiadomo, że mordercą jest ktoś z zamkniętego kręgu osób znajdujących się na statku, a w miarę postępów dochodzenia wychodzą na jaw kolejne fakty, oraz to, że odpowiedni motyw mógł mieć niemal każdy. Zresztą samo umiejscowienie akcji gry budzi skojarzenia z konkretną powieścią Christie - "Śmierć na Nilu". Autorzy nawet nie starali się ukryć źródła swoich inspiracji - na półkach biblioteczki w gabinecie Karaboudjana stoją kryminały niejakiej Tagathy Frisbie... Samo dochodzenie jest bardzo interesujące i sprawia, że im dalej w las, tym większą ma się ochotę na poznanie rozwiązania zagadki.

Jak każdemu domorosłemu Poirotowi, tudzież - w naszym przypadku - Dusentierowi wiadomo, praca detektywa polega na dwóch podstawowych czynnościach: nieustannym pociąganiu za język potencjalnych świadków i podejrzanych oraz nieustannej obserwacji i poszukiwaniu wszelkich śladów, mogących rzucić światło na okoliczności zbrodni. Zabawa w Cruise for a Corpse polega głównie na tym pierwszym, dlatego jeśli ktoś nie lubi "przegadanych" przygodówek, niech unika tej gry jak ognia. Dusentier przede wszystkim rozmawia, rozmawia i jeszcze raz rozmawia z uczestnikami rejsu. Wizualnie wygląda to tak, że po rozpoczęciu pogawędki na ekranie pojawia się zbliżenie naszego detektywa i jego interlokutora oraz lista możliwych tematów rozmowy. Ściślej mówiąc, nie jest to lista tematów, a lista pasażerów, o których możemy rozmawiać, wszelkie inne tematy ukrywają się natomiast pod opcją Other. W miarę postępów w grze ilość rzeczy, na temat których możemy zasięgnąć języka, systematycznie się powiększa, tak że po jakimś czasie można mieć pewne problemy z orientacją, zwłaszcza, że tematy już omówione nie odróżniają się w żaden sposób od tych świeżych. No ale w końcu porządkowanie wiadomości w główce, to jedna z głównych umiejętności, jakimi musi dysponować detektyw.

Oczywiście oprócz prowadzenia rozmów Dusentier musi uważnie obserwować otoczenie oraz zbierać i właściwie wykorzystywać różne przedmioty. Dzieje się to na głównym ekranie gry, gdzie oglądamy naszego bohatera w klasycznej, trzecioosobowej perspektywie. Po najechaniu myszką na aktywne miejsce zmienia się kształt kursora, a wówczas (po kliknięciu LPM) otwiera się niewielkie menu, z którego wybieramy odpowiednie dla danego przedmiotu czynności, typu Otwórz, Zbadaj, Weź itd. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że tych "hotspotów" jest w grze ogromnie dużo, a tylko bardzo nieliczne mają jakiekolwiek znaczenie dla rozwoju akcji i ukończenia gry. Z pewnością nie ułatwia to zadania, ale - podobnie jak w przypadku licznych tematów rozmów - dodaje grze realizmu. W końcu detektyw ma szukać właściwych śladów, a nie tylko podnosić już gotowe.

Postępy w dochodzeniu są sygnalizowane w sposób doskonale znany graczom, którzy wcześniej mieli okazję brać udział w innej detektywistycznej przygodzie - The Colonel's Bequest. Każdorazowo po wykonaniu pewnej określonej, właściwej czynności wskazówki zegara gry przesuwają się do przodu, w przypadku Cruise for a Corpse o 10 minut. Gra rozpoczyna się o godz. 8:00, a kończy... Nie, nie powiem, kiedy się kończy! Ogromnie mnie irytują tego typu informacje, nieraz podawane w recenzjach. To przecież gracz ma doprowadzić akcję do finału, odkrywając tajemnicę krok po kroku, a taka wiedza wpływa w znacznym stopniu na świadomość, jak blisko rozstrzygnięcia już się znajdujemy. Powiem tylko, że gra jest wystarczająco długa, by czerpać z niej pełną satysfakcję. A wracając do samego wykorzystania zegara gry - osobiście bardzo lubię to rozwiązanie, bo pozwala ono na pewien komfort, związany ze świadomością, iż to co robimy, prowadzi we właściwym kierunku.
Niestety wiążę się z tym również element, który znacząco wpływa na obniżenie grywalności Cruise for a Corpse. Jak już wspomniałem, cała gra toczy się na ściśle określonym obszarze statku. Wśród lokacji są tu kajuty pasażerów, pokłady i jeszcze kilka innych pomieszczeń, jak bar czy jadalnia. Są one dostępne o różnych porach, podobnie jak o różnych porach można znaleźć w nich nowe przedmioty, napotkać ludzi itd. A co to oznacza w praktyce? Ni mniej ni więcej tylko to, że podczas całej gry trzeba chodzić po tych samych pomieszczeniach, sprawdzać je i przeszukiwać od nowa, bo zawsze może się w nich pojawić coś nowego. O ile z samym poruszaniem się nie ma problemu - można skorzystać z mapy, która automatycznie przenosi nas do wybranego miejsca - o tyle wielokrotne przeszukiwanie tych samych pomieszczeń staje się po pewnym czasie po prostu nudne, zwłaszcza z uwagi na wspomnianą już znaczną ilość "hotspotów". Na szczęście większa część gry toczy się podczas rozmów, a przedmiotów niezbędnych do odnalezienia nie jest szczególnie wiele. Poza kilkoma wyjątkami - w tym jednym kompletnym idiotyzmem, którego jednak nie będę teraz opisywał - późniejszy sposób ich użycia jest logiczny i oczywisty.

Pod względem technicznym gra (jak na swoje czasy) prezentuje się ciekawie. Autorzy zastosowali w niej system Cinematique, który zgodnie z nazwą miał imitować filmowe ujęcia. Widać to najwyraźniej na pokładzie (hmm... i chyba tylko tam), gdy podczas przejścia z jednej lokacji do drugiej detektyw idzie w naszą stronę, a jego sylwetka systematycznie się powiększa, zasłaniając wreszcie cały ekran. Wtedy to było cudo.
Grafika jest całkiem ładna (pamiętajcie, że to VGA z roku 1991!), realistycznie wyglądają zwłaszcza sylwetki postaci, które podczas rozmów poruszają nawet ustami, choć o synchronizacji z tekstem oczywiście można zapomnieć. W trakcie gry można też obejrzeć kilka nieinteraktywnych przerywników, składających się głównie ze statycznych obrazów, ilustrujących niektóre "zeznania".

Natomiast muzyka jest koszmarna. Przede wszystkim kompletnie nie pasuje do charakteru gry - mamy morderstwo, ciężką atmosferę, a muzyczka przygrywa jak na jarmarku, na dodatek momentami z takimi "riffami", że przeszywały mnie dreszcze gorsze niż po przejechaniu paznokciami o chropowaty blat. Jako że efekty dźwiękowe sprowadzają się niemal wyłącznie do odgłosu pukania do drzwi i otwierania tychże, można więc w zasadzie pokusić się o wyłączenie dźwięku - to chyba najlepsze rozwiązanie...

Grę można zapisać w dowolnym momencie; liczba slotów na save'y jest co prawda ograniczona, jest ich jednak bardzo dużo - bodajże ze 40. Co najważniejsze w grze nie ma tzw. "dead-endów", zawsze istnieje rozwiązanie, które pozwoli posunąć akcję gry do przodu. Można co prawda zginąć, ale chyba tylko w dwóch momentach.

Mimo pewnych negatywnych uwag i mając świadomość, że swoista monotonia może po pewnym czasie znudzić wiele osób, uważam Cruise for a Corpse za grę niewątpliwie godną zauważenia. Jeśli ktoś nie boi się staroci i świetnie się bawił przy The Colonel's Bequest czy The Lost Files of Sherlock Holmes, powinien także ze sporą przyjemnością zagłębić się w rozwiązywanie tajemnicy morderstwa Niclosa Karaboudjana.

Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.