Recenzja - Discworld II: Missing, Presumed...!?
Discworld II: Missing, Presumed...!? - recenzja
Elum, 20 stycznia 2006
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ piosenka "That's Death" ;)
+ dialogi
+ oprawa
Wady:
- sprawia wrażenie niedokończonej
- wymieszano w niej zbyt wiele wątków z różnych książek cyklu
Krótko:
Solidna gra przygodowa z akcją osadzoną w "Świecie Dysku" Pratchetta.

Discworld II: Missing, Presumed...!? (za oceanem znany pod tytułem Mortality Bytes nawiązującym, nie wiadomo dlaczego, do filmu "Reality Bites", czyli "Orbitowanie bez cukru") to druga z serii przygodówek opartych na prozie angielskiego pisarza Terry'ego Pratchetta. Szkoda, że tym razem nie do końca udana. Zamiast kolejnej rewelacji, developerzy zafundowali nam troszkę przekombinowaną mutację pomysłów wykorzystanych półtorej roku wcześniej.

Fabuła Discworlda II po raz kolejny skupia się wokół postaci najgorszego maga we wszechświecie - Rincewinda, oraz jego dzielnego kompana - przemieszczającego się na niepoliczalnej liczbie krótkich nóżek drewnianego kufra (w grze, podobnie jak w książkach zresztą, pełniącego rolę inwentarza). Nasz dzielny duet musi rozwikłać zagadkę Śmierci, który zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach wprowadzając tym samym niemały chaos w Świecie Dysku. Brak Śmierci powoduje, że umarłych nie ma kto przeprowadzać na drugą stronę, w związku z czym wegetują oni wśród żywych niczym zombie.

Ponieważ poprzednio miejscem akcji było głównie ponure Ankh-Morpork tym razem twórcy postanowili wysłać Rincewinda także w inne, znane z książek Pratchetta lokacje. Problem w tym, że poza lokacjami wykorzystali w grze wątki z niemal każdej części cyklu (na czele z "Piramidami", "Ruchomymi Obrazkami", "Kosiarzem"). W rezultacie Discworld II przypomina trochę taki bonusowy odcinek serialu, zmontowany z zabawnych, lub nieudanych ujęć. Brakuje tylko reżyserowanej publiczności i tuzina scen zakulisowych - z aktorami, którzy zapomnieli tekstu i panią charakteryzatorką, która pomyliła tusz do rzęs z kwasem siarkowym.

Jednak największą pomyłką Missing Presumed ...?! jest końcówka gry. Celowo nie piszę zakończenie, bo dotyczy to w zasadzie w całości ostatniego aktu, oraz w porywach tego co dzieje się tuż przed nim. Wygląda to mniej więcej tak, jakby twórcom zabrakło czasu na dokończenie dzieła. Akcja dziwnie przyspiesza, jakość zaczyna spadać, a ja miałem wrażenie, jakby kilku scen wręcz brakowało (może, choć naturalnie nie musi świadczyć o tym również fakt, że druga płyta z grą jest o grubo ponad 100MB "krótsza" od pierwszej). Wielka szkoda.

Na szczęście Discworld II to nie tylko wady. Jeśli uda nam się zapomnieć, że gra jest kontynuacją swej doskonałej poprzedniczki, oraz podejdziemy z przymrużeniem oka do "niechlujstwa" developerów dostrzeżemy naprawdę sympatyczną przygodówkę, która momentami potrafi oczarować swoją urodą.

Oprawa graficzna Discworlda II jest chyba najbliższa (choć chyba wciąż odległa) wizji Josha Kirby'ego - ilustratora "Świata Dysku". Rincewind wygląda tu zupełnie inaczej niż w części pierwszej. Podobnie lokacje. Ankh-Morpork zmieniło się nie do poznania, choć akurat w tym przypadku moim zdaniem developerom troszkę nie wyszło. O wiele bardziej podobała mi się wersja miasta przedstawiona w części pierwszej. Ale to już takie moje czysto subiektywne odczucie.

Głosy podłożone zostały doskonale. W postać Rincewinda po raz kolejny wcielił się fenomenalny Eric Idle (współtwórca "Latającego cyrku Monthy Pythona"). Inni aktorzy również zasługują na uznanie. Czy wspominałem już o piosence? Jak mógłbym zapomnieć! "That's Death", która towarzyszy nam podczas napisów końcowych*, bez trudu dorównuje "Rusty Anchor" w wykonaniu Glottisa**!

Opowiadanie o interfejsie Discworlda II nie ma w zasadzie większego sensu. Jest on praktycznie identyczny jak w części pierwszej. Zagadki są natomiast jakby trochę łatwiejsze. Co jednak również nie jest wadą, ponieważ pierwszy Discworld był pod tym względem miejscami makabrycznie pokręcony.

Discworld II: Missing, Presumed...!? to najsłabsza część trylogii. Nie ma się co oszukiwać. Podobno nawet sam Terry Pratchett nie był z niej zadowolony. Ale nie znaczy to, że gra nie zasługuje na uwagę. Z chęcią zobaczyłbym ją ponownie na półkach sklepowych. Być może nawet z polskimi napisami autorstwa Piotra W. Cholewy? PIP?


* Jak sama nazwa wskazuje, pojawiają się one na samym początku gry.

** ...z innej przygodówki ze Śmiercią rodzaju męskiego ;)


A co sądzą przypadkowi przechodnie...


BIBLIOTEKARZ

Uuk uuuuuk, uuk uuk?

Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.