Recenzja - Atlantis III: Nowy Świat
www.gry-online.pl - wortal rozrywkowy


Atlantis III: Nowy Świat
Galador, 4 marca 2003
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ w zasadzie brak... no, może twarz głównej bohaterki, użyczona przez niebrzydką aktorkę
Wady:
- nielogiczna fabuła
- brak klimatu
- polska wersja językowa
- powoduje rozstrój nerwowy
Krótko:
Gra nie warta świeczki...

Pierwsza część serii Atlantis była wspaniała, druga już tylko przeciętna... Atlantis III to zaś najgorsza gra przygodowa jaka kiedykolwiek ujrzała światło dzienne. Mam nadzieję, że nic już jej nie pobije, bo gdybym miał kiedyś nieprzyjemność zagrania w coś gorszego, musiałbym chyba leczyć się psychiatrycznie.

Fabuły Atlantis III w zasadzie nie ma, przynajmniej nie ma fabuły jako tako trzymającej się kupy. Działania, które przyjdzie nam podjąć, by grę ukończyć, są niezrozumiałe i totalnie wyprane z jakiejkolwiek logiki.

Główną bohaterką jest młoda, atrakcyjna pani archeolog (twarzy użyczyła jej aktorka Chiara Mastroianni). Podczas jazdy przez pustynię rozbija się samochodem o skały (nie od dziś wiadomo, że kobiety dobrymi kierowcami nie są ;). Po wypadku trafia pod opiekę pewnego tubylca. Chce on odzyskać wolny dostęp do studni, której od wieków używał jego lud, a która została zajęta przez grupę uzbrojonych mężczyzn (swoją drogą ciekawe, czemu tylko on jeden przyszedł walczyć o wodę, czyżby był ostatnim potomkiem owego ludu?). Nasza bohaterka ma inne sprawy na głowie, mianowicie szuka pozostałości egipskiej osady, więc nowi znajomi rozstają się. Tyle historia, opowiedziana we wprowadzającym do gry filmiku.

Później dopiero zaczyna się robić ciekawie. Trafiamy do jaskini ze sprzętem bandziorów i uruchamiamy dziwne urządzenie nie czym innym, jak puszczeniem bąka po podłodze (co za wspaniały pomysł!). Dalej jest coraz lepiej. Znajdujemy się w pomieszczeniu wymalowanym egipskimi symbolami. W środku stoi sarkofag. By go otworzyć należy poruszać ramionami gwiazdy na ścianie. Nie pytajcie jak to należy zrobić. Tak długo próbowałem, aż mi się przez przypadek udało. Wtedy zaś czeka nas najlepsze. Z sarkofagu wychodzi nasza psychopompa (!). Nie, nie przesłyszeliście się. Jakiś chudy jak patyk, zapewne tysiącletni staruszek, zdradza nam, że jest naszą psychopompą (gromkie brawa dla tłumacza!) i coś tam bez sensu mamrocze. Mówi o jakiejś próbie, której nasza bohaterka ma być poddana, ale więcej staruch nie pamięta. No cóż, z pomieszczenia jakoś trzeba się wydostać, a przy wyjściu jest tylko dolna część schodów, dalej - ostro nachylona ściana... Co robić? Ano, szukać drewnianego ptaszka, leżącego w cieniu jednej z podtrzymujących strop kolumn. Gdy już mamy zabawkę, należy jej użyć na wyjściu. Proste? Logiczne? Oczywiście, przecież nawet małe dzieci wiedzą, że wystrugany z drewna ptaszek potrafi latać, a nawet może zabrać ze sobą w podróż dwie osoby. Przepraszam: jedną osobę i towarzyszącą jej psychopompę.

Teraz już zabawa na całego. Psychopompa pakuje nas do latającego statku i lecimy do innego świata. "Dziwny jest ten świat" - chciałoby się rzec. Uczestniczymy w odrodzeniu duszy faraona, układamy kamienne freski w odpowiedniej kolejności, żeby uchronić od zapomnienia historię, gadamy z niemymi postaciami noszącymi złote maski, pytamy też o znaczenie niektórych przedmiotów naszego kochanego psychopompę, który zawsze i z odpowiednią dozą bezsensu, tłumaczy nasze bezsensowne działania i znaczenie bezznaczeniowych przedmiotów. Kiedy już uda się sprawić by dusza faraona trafiła do raju (w tym celu trzeba przynieść odpowiedniej ciężkości piórko), świat odradza się (przynajmniej tak nam ktoś tłumaczy), a nasza urocza bohaterka może uważać pierwszą misję za skończoną. Psychopompa też się cieszy i daje nam w końcu spokój.

Co dalej? Wchodzimy do czaszki (!) i rozmawiamy ze szklanym delfinem filozofem (przepraszam, anty-filozofem, bo żeby wypowiedzieć parę słów bez sensu, nie trzeba mieć w głowie niczego). Możemy też wchodzić do szklanych baniek, by znaleźć się w korytarzu prowadzącym do innych, tak samo wyglądających korytarzy, które z kolei prowadzą do innych, choć takich samych, korytarzy... Korytarze są zresztą tylko ozdobą. Wystarczy porozmawiać z delfinem i jakoś się z czaszki wydostaniemy. Zresztą tylko po to, żeby trafić do kolejnej "przygody". Oto bowiem, bez żadnego słowa wyjaśnienia, lądujemy w ciele złodzieja (bohaterka, którą kierowaliśmy dotąd, zmienia się w Szecherezadę opowiadającą o tymże złodzieju - może i pomysłowe, ale bez sensu i bez słowa wytłumaczenia), w klimatach rodem z baśni tysiąca i jednej nocy. Przepraszam, w niby-klimatach z tysiąca i jednej nocy, bo o jakimś pozytywnym klimacie nie można tu mówić. Szczególnie irytujące jest jedno zadanie, w którym nasz bohater ma wejść na wieżę, a ukazane jest to jako gra planszowa. Ilość stopni o które posunie się do przodu zależy od... Uwaga!... Od tego, ile hipopotamów trafi banan, rzucony przez małpkę, skaczącą w mini ekraniku u dołu ekranu :/ Gracz w odpowiednim momencie naciska przycisk, a małpka rzuca banana. Jak to się ma do świata gry, w którym nasz bohater przebywa? Bez komentarza...

Kolejne części przygody połączone są ze sobą występowaniem artefaktu-czaszki, ale nie układają się bynajmniej w interesującą całość. Ot, skaczemy sobie od egipskiej świątyni i psychopompy do superpotężnego artefaktu w postaci kryształowej czaszki i zawartego w niej delfina, by po chwili znów być gdzie indziej i robić coś, co jest co najmniej dziwaczne, a na pewno nie jest działaniem normalnym i wyjaśnionym. Dlaczego np. nasza bohaterka musi pomóc duszy faraona, o co w tym chodzi i jak się wiąże z zagadką czaszki? Pytania pozostają bez odpowiedzi.

Grafika Atlantis III stoi na przeciętnym poziomie. Przynajmniej jeśli chodzi o wersję CD, bo w wersji na płycie DVD można poprawić jakość tekstur. Sporą wadą wersji CD jest także to, że nie można zmienić języka w jakim rozmawiają postacie i zostawić tylko polskie napisy (albo w ogóle przełączyć wszystko na oryginalną wersję, bo polskie tłumaczenie i głosy lektorów wołają o pomstę do nieba). Muzyka nie najgorsza, ale nie jest też specjalnie porywająca. W czasie gry nie zwracałem na nią zbytniej uwagi, klnąc na czym świat stoi inne elementy trzeciej części Atlantis.

To najgorsza część serii. Pieniądze na nią wydane są po prostu wyrzucone w błoto, nie mówiąc już o straconym przy niej czasie, kiedy można by było robić cokolwiek innego - choćby jeszcze raz zagrać we wspaniałą pierwszą część Atlantis.

Copyright (c) Michał Czajkowski. Wszelkie prawa zastrzeżone.