Recenzja - Alone in the Dark
www.gry-online.pl - wortal rozrywkowy


Alone in the Dark
Reptil3, 4 sierpnia 2005
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ ciekawa fabuła
+ spora dawka grywalności
Wady:
- "praca" kamery w niektórych lokacjach
- miejscami denerwujące elementy zręcznościowe
Krótko:
Pradziadek survival-horrorów, który w pierwszej połowie lat 90. szokował pionierskimi rozwiązaniami.

Chociaż terminu survival-horror zaczęto używać dopiero po premierze Resident Evil, to protoplastą całego gatunku bez wątpienia był właśnie Alone in the Dark. Wydana w 1992 roku przygodówka z elementami akcji francuskiego Infogrames zrobiła na graczach kolosalne wrażenie. Użycie wektorów do czegoś innego niż symulatory czy ewentualnie wyścigi, było czymś niespotykanym. Poza tym, gra cechowała się świetną fabułą i dużą dawką grywalności. Nic więc dziwnego, że dochowała się aż 3 sequeli i filmu. Czas sprawdzić jak Alone in the Dark trzyma się po trzynastu latach od premiery.

Grę zaczynamy od wyboru postaci. Możemy wcielić się w Emily Hartwood, spadkobierczynię posiadłości w której toczy się akcja, bądź prywatnego detektywa - Edwarda Carnby. Różnic poza wyglądem i animacją w zasadzie nie ma. A szkoda, bo wydłużyłoby to zabawę. Następnie podziwiamy klimatyczne intro, w którym nasz(a) bohater(ka) przybywa do domu, wchodzi na strych i... zaczyna się gra. No cóż, grafika nie robi już takiego wrażenia. O ile rysowane lokacje ujdą w tłumie, to już niewielka ilość wielokątów, z których złożone są postaci daje o sobie znać. Animacja, która kiedyś szokowała, dziś wzbudza raczej uśmiech politowania. Ale to było, niestety, raczej do przewidzenia.

Na szczęście jest też coś, co się nie zestarzało. Alone in the Dark to nadal bardzo przyzwoite połączenie przygodówki i zręcznościówki. W fabułę wpleciono wątki z różnych gatunków horrorów. I tak podczas gry spotkamy się z demonami, duchami, wilkołakami, zombie i innymi paskudztwami. Nie zabrakło również Mitów Cthulhy, które zręcznie związują całość. Mimo braku jednoznacznej konwencji, wszystko ze sobą współgra.

Większość czasu gry spędzimy na zwiedzaniu sporego domostwa i na przeszukiwaniu jego zakamarków. Problemy, przed którymi staniemy są zadziwiająco logiczne. Jeżeli utknęliśmy w martwym punkcie, to raczej na swoją własną prośbę, bo niedokładnie przeszukaliśmy pomieszczenia do których mamy dostęp, lub nie przeczytaliśmy zbyt uważnie jakiejś książki. Bo w Alone in the Dark natkniemy się na sporo książek (czy też raczej ich fragmentów), dzienników, notatek, które musimy czytać. Nie tylko dopowiadają nam one całą intrygę, wprowadzają odpowiedni nastrój, ale przede wszystkim stanowią doskonałą skarbnicę podpowiedzi.

Miłośnikom klasycznych przygodówek mogą nie spodobać się liczne (szczególnie pod koniec gry) elementy zręcznościowe - walki, bieganie i skakanie po słupach. Na całe szczęście, nie są one zbyt trudne, a części z nich (na początku) można po prostu uniknąć. Większe problemy sprawiać będzie na pewno dziwne umiejscowienie kamer, które utrudnia celowanie do potworów w większej odległości (szczególnie gdy przeciwnik się jeszcze porusza), podobnie jak wspomniane skakanie po kamiennych słupach. Fakt, że po każdym udanym skoku możemy zapisywać stan gry, aby w razie czego go odczytać, ale przecież nie na tym powinna polegać zabawa. Generalnie, jeżeli do czegoś można się przyczepić, to właśnie do pracy kamery. Z drugiej strony, takie ujęcia potęgują atmosferę tajemnicy i niepewności. Czujemy, jakby ktoś nas obserwował. Po prostu wszystko wygląda bardziej "filmowo".

Oprawa dźwiękowa jest mniej więcej na poziomie grafiki. Kiedyś robiła spore wrażenie, dziś już nie bardzo. Brzdąkania Adliba i Sound Blastera początkowo irytują, ale z czasem dość szybko człowiek się do nich przyzwyczaja. Odgłosy też ujdą w tłoku, choć słychać, że próbkowanie było kiepskie. Dzięki "uprzejmości" czasopisma Secret Service swego czasu wydano w Polsce za niewielkie pieniądze wersję CD gry, z lepszą muzyką, oraz mówionymi dialogami. Co prawda w niektórych momentach lektor chyba zbyt bardzo wczuł się w swoją rolę, ale generalnie jest OK.

Podsumowując, Alone in the Dark to bez wątpienia jedna z najważniejszych gier w historii. Zestarzała się może pod względem technologicznym (czego należało się oczywiście spodziewać), ale zawartość wciąż wciąga. I chociaż przede mną długa lista gier, w które będę grać dopiero po raz pierwszy, to czasu poświęconego na ponowne przejście "Samotnego w Ciemnościach" nie żałuję.

Copyright (c) Michał Czajkowski. Wszelkie prawa zastrzeżone.