Recenzja - 3 Czaszki Tolteków
www.gry-online.pl - wortal rozrywkowy


3 Czaszki Tolteków
Aegnor, 7 czerwca 2007
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ przyjemna grafika
+ dużo humoru na niezłym poziomie
+ charakterystyczni bohaterowie
Wady:
- wtórność
- irracjonalne zagadki
- sporo biegania między lokacjami
Krótko:
Próba przeniesienia Monkey Island z Karaibów na Dziki Zachód. Średnio udana, ale i tak gra się przyjemnie.

Zrobienie humorystycznej przygodówki pozornie tylko wydaje się być zadaniem łatwym, bo nie ma nic bardziej żenującego niż rozśmieszanie kogoś na siłę. Poza komediową fabułą, dużą ilością świeżych żartów na poziomie i odpowiednią, "luzacką" oprawą, trzeba zadbać o to, by absurdalność zagadek nie zamieniła szczerego śmiechu w szczerzenie zębów z bezsilnej złości. Jak z tego zadania wywiązuje się westernowa przygodówka 3 Czaszki Tolteków? Nienajgorzej, ale też bez rewelacji.

Fenimore Fillmore, średnio udany kowboj w wielkim kapeluszu, ratuje z bandyckiej zasadzki leciwego sprzedawcę płynu na porost włosów. Ten w ramach wdzięczności wyjawia mu, że jest posiadaczem jednej z trzech starożytnych czaszek Tolteków. Sama czaszka ze szczerego złota stanowi już małą fortunę, a zebrane razem mają być tylko kluczem do niewyobrażalnego bogactwa w postaci mitycznego skarbu. Po tym wyznaniu, z małą i dość przypadkową "pomocą" naszego bohatera, odchodzi z tego padołu. Fenimore szybko pozbywa się moralnych oporów i przywłaszcza sobie artefakt tylko po to, by równie szybko go stracić, kiedy bandyci wracają po utracony łup. Pozostawiony przez nich na pastwę losu, będzie teraz musiał odnaleźć winowajców. I czaszkę, rzecz jasna.

Fabuła zmienia się jak w kalejdoskopie albo starej, dobrej komedii. Tytułowe czaszki co rusz zmieniają właściciela, chętnych na skarb nie brakuje, Fenimore pakuje się w coraz to nowe kłopoty, a gracz nie ma czasu się nudzić. Historia jest ciekawa, opowiedziana z dużą lekkością i dystansem, a bohater naprawdę daje się lubić.

Wygląd 3 Czaszek Tolteków cieszy oko - ręcznie rysowane, barwne tła, charakterystyczne i karykaturalne postacie oraz staranne, kreskówkowe animacje nawet dziś ogląda się z przyjemnością. Zastrzeżenia można mieć jedynie do płynności "scrollowania" lokacji oraz wyglądu skalowanych postaci na bliskim planie. Poza tym wszystko jest estetyczne, pomysłowe i zabawne, co szczególnie docenią młodsi gracze. Podobnie jest z muzyczno-dźwiękową stroną gry. W poszczególnych lokacjach przygrywają nam wdzięczne melodyjki stylizowane nieco na motywy z filmów Sergio Leone. Głosy postaci też nie pozostawiają pola do narzekań, są dobrane trafnie i odegrane koncertowo, szczególnie te z obcym akcentem.

Jeśli chodzi o zagadki, to 3 Czaszki zostały dotknięte swoistą klęską urodzaju - jednocześnie dostępnych jest za dużo przedmiotów, za dużo postaci, za dużo lokacji. Jeśli dodamy do tego mocno abstrakcyjne zastosowania niektórych przedmiotów, to gracz ma prawo czuć się zagubiony. Twórcom wyraźnie zależało, by zagadki były przede wszystkim zabawne, nawet kosztem ich sensowności. Upodabnia to grę do interaktywnej kreskówki i przy oglądaniu bywa całkiem zabawne, ale przy graniu bez solucji potrafi mocno nadwyrężyć cierpliwość. Gra nie przewiduje alternatywnych rozwiązań poszczególnych zadań, ale mamy pozostawioną dużą swobodę w kolejności ich wykonywania.

Ilości humoru wpompowane w grę są imponujące, każda postać, przedmiot i lokacja rodzi kolejne gagi słowne lub sytuacyjne. A jak z jakością? Tu bywa różnie - część żartów prezentuje poziom jarmarczny, większość jest jednak autentycznie zabawna, a kilka motywów (np. z indiańskim tłumaczem albo spowiedzią papugi) po prostu rewelacyjnych. To właśnie przemyślane, kpiarskie dialogi zasługują szczególnie na słowa uznania. Sporo tu nawiązań do klasyki gier przygodowych, bezlitosnej satyry na mitologię Dzikiego Zachodu oraz natrząsania się z mentalności poszczególnych nacji. Jeśli szukamy dobrej przygodówki, to ta usilna śmieszność może nas momentami męczyć, jeśli jednak mamy ochotę na przygodówkę po prostu zabawną, to trafiliśmy pod właściwy adres.

Gra obsługiwana jest w całości za pomocą myszy. Fenimore posłusznie człapie tam, gdzie mu wskażemy, a komendy wybieramy z menu w lewej dolnej ekranu (coś na kształt lucasartsowskiego SCUMM'a). Po prawej stronie mamy z kolei obrazkowe okienko inwentarza, które jest stanowczo za małe i wymaga żmudnego "przewijania" przedmiotów w celu znalezienia właściwego. Twórcy przewidzieli też dla niecierpliwych graczy tryb "błyskawiczny", dzięki któremu dwukrotne kilknięcie na skraju planszy powoduje automatyczne wyjście z niej. Niestety, na scrollowanych tłach i tak wymaga to przejścia prawie do samej krawędzi lokacji. Bardzo wygodnym rozwiązaniem jest za to mapa, która umożliwia nam ekspresowe przemieszczanie się pomiędzy głównymi obszarami.

Najpoważniejszą wadą 3 Czaszek Tolteków jest brak oryginalności. Gra nieodparcie sprawia wrażenie westernowej adaptacji Monkey Island, a zachowanie bohatera do złudzenia przypomina fajtłapowatego Guybrusha. Podczas gry mamy poczucie, że wszystko to kiedyś już widzieliśmy, może nawet w lepszym wydaniu. Niby wszystko trzyma poziom - ładna grafika i animacja, naszpikowana gagami fabuła, dobrze skrojone dialogi - ale czegoś brakuje, czegoś co wyróżniałoby 3 Czaszki Tolteków od innych gier tego rodzaju. To solidna, rzemieślnicza robota, ale bez zadatków na arcydzieło. Nie jest przełomowa, nic do gatunku nie wnosi i szybko wypada z głowy, ale oferuje kilkanaście godzin porządnej rozrywki. Na pewno warto po nią sięgnąć, pod warunkiem, że nie spodziewamy się za wiele.

Copyright (c) Michał Czajkowski. Wszelkie prawa zastrzeżone.