Recenzja - Fenimore Fillmore: The Westerner
Fenimore Fillmore: The Westerner - recenzja
Czaju, 25 lipca 2004
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ świetna grafika i animacja
+ zabwna i z humorem
Wady:
- SKANDALICZNIE BEZNADZIEJNA POLONIZACJA
- uboga oprawa audio
- można utknąć na dobre
- mała liczba lokacji i bohaterów
Krótko:
Dobra przygodówka, ale co z tego skoro pogrzebało ją spartolone spolszczenie... Za takie numery Cenega powinna zwracać kasę.

Recenzja napisana została pod silnym wpływem pierwszej wydanej w Polsce wersji gry (reedycja doczekała się przygotowanego zupełnie od nowa tłumaczenia i dubbingu).

Zwykle scenariusz jest taki: Cenega zapowiada przygodówkę, następnie przez kilka miesięcy odkłada jej premierę, by w końcu z ogromnym poślizgiem grę wydać... lub nie. Tym razem było inaczej: Westerner na dobre nie zagościł w planie wydawniczym, gdy w połowie czerwca znienacka i nagle pojawił się w sklepach. Co nagle, to po diable - mawiają nasze babcie. I mają całkowitą rację...

Młodych adeptów dziennikarstwa uczy się, że artykuł winien zaczynać się od rzeczy najważniejszych. W takim razie powinienem zacząć tę recenzję od soczystej wiązanki przekleństw pod adresem "tłumaczy" z Cenegi... [liczy do 10] ale moja wrodzona łagodność i kultura osobista niestety mi na to nie pozwalają. A należy im się, bo zamienili Dziki Zachód z Westernera w irytującą krainę absurdu, w której ludzie witają się słowami "miłego dnia", a sprzedawców w sklepie przywołuje się mówiąc "przykro mi". Mi też było przykro, gdy słuchałem bełkotliwych dialogów* , podczas których rozmówcy co chwila zmieniali płeć**, albo gdy klikając na słup telegraficzny dowiadywałem się, że to nic innego jak... zobaczcie zresztą sami***. Dowodzi to, że tłumaczono na kolanie, niedbale i w pośpiechu, beztrosko olewając graczy. Fuszerka w tłumaczeniu przełożyła się oczywiście na pracę aktorów podkładających głosy bohaterom gry. Zostawmy jednak aktorów w spokoju - przecież nie można ICH winić za to, że zostali źle dobrani i musieli odczytywać debilne dialogi. Pomijam też fakt, że wypowiadane przez nich kwestie rzadko zgadzają się z napisami wyświetlanymi na ekranie czy choćby to, że mimo polonizacji czasami zdarzy nam się wysłuchać paru zdań po... hiszpańsku.

A zaczęło się tak pięknie! Trzeba przyznać, że Westerner robi świetne pierwsze wrażenie. Śliczna grafika i animacja, wpadająca w ucho filmowa muzyczka przygrywająca w tle, zabawne dialogi i gagi zdradzające, że twórcom nie brak poczucia humoru - wszystko to sprawiło, że po obejrzeniu filmu wprowadzającego cieszyłem się jak dziecko i zacierałem łapki przed Wielką Przygodą. Jak się zapewne domyślacie, mój początkowy entuzjazm nie potrwał długo.

Właściwie jedynie zachwyt nad oprawą graficzną Westernera towarzyszył mi przez całą grę. Co nagle, to po diable - powtarzali w myślach ludzie z Revistronic i swój autorski silnik gry pt. PICTuRE dopracowali w najdrobniejszych szczegółach. Efektem jest doskonała trójwymiarowa grafika, która moim skromnym zdaniem przebija wszystko, co do tej pory widzieliśmy w przygodówkach, z ostatnim Broken Swordem na czele. Szczególnie przypadła mi do gustu animacja Fenimora - nie zdziwiłbym się gdyby odpowiedzialni za nią animatorzy skończyli w studiu DreamWorks czy Pixar (no dobra, przesadzam, ale tylko trochę).

Z bogactwem grafiki wyraźnie kontrastuje mizeria oprawy audio. Nie chodzi tu bynajmniej o kiepską jakość odgrywanej muzyki i dźwięków, a o ich małe urozmaicenie (delikatnie mówiąc). Kilka odgrywanych na zmianę melodii - dosłownie trzy lub cztery - to zdecydowanie za mało. Żeby przekonać się, że jeszcze gorzej ma się sprawa z efektami dźwiękowymi, wystarczy otworzyć najpierw szufladę biurka, potem jakąś szafę, a na koniec drzwi - za każdym razem usłyszymy ten sam dźwięk, przypominający - ni mniej, ni więcej - otwieranie wrót stodoły.

Ale chwileczkę, gdzie moje maniery?! Nie przedstawiłem jeszcze naszego głównego bohatera, a przecież nie wszyscy muszą pamiętać go z 3 Czaszek Tolteków - przygodówki wydanej przez Revistronic ładnych osiem lat temu. Poznajcie Fenimore'a Fillmore'a - fajtłapowatego kowboja, tylko zgrywającego się na twardziela (szczególnie w wersji PL, gdzie wbrew zamysłowi twórców obdarzono go zbyt męskim głosem), którego specjalnością są... kłopoty. W Westernerze postawiony zostaje w roli obrońcy biednych i uciśnionych farmerów, trzymanych pod butem przez potężnego i wpływowego Stareka. Jest on właścicielem większości ziem wokół miasteczka, jak i samego Starek City - kupił i szeryfa, i bank, i bandę miejscowych rzezimieszków, i co tam jeszcze było do kupienia. Do pełni szczęścia brakuje mu tylko tego skrawka ziemi zajmowanego przez farmy Bannisterów i Jonesów. A że rolnik po dobroci nie rzuci ziemi skąd jego płód, Fenimore będzie miał pełne ręce roboty, chcąc obronić farmerów przed skutkami rozwiązania siłowego. Historia jest tak prosta, że napisanie o niej jeszcze paru zdań zepsuło by całą zabawę. Mimo, że nie zaskakuje żadnymi spektakularnymi zwrotami akcji i od samego początku wiemy co nas czeka, to i tak dobrze się przy niej bawimy.

Podobnie łatwe i przyjemne są zagadki, co dowodzi, że autorzy adresowali swoją grę raczej do młodszego odbiorcy (choć nawet taki stary koń jak ja bawił się przy niej niezgorzej). Nie trudno wpaść na rozwiązanie problemu, bo zawsze jest ono logiczne, a czasem wręcz oczywiste. Niestety, mogą zdarzyć się sytuacje, w których nie pozostaje nic innego, jak tylko bezradnie rozłożyć ręce. Dzieje się tak, gdy nie chowamy skwapliwie do kieszeni wszystkich znalezionych przedmiotów. Wtedy w decydującym momencie może nam zabraknąć - dajmy na to - lewarka, bez którego nie pchniemy akcji naprzód. A że do lokacji, w której leży nie mamy już dostępu, jedyne co pozostaje, to załadować (dużo) wcześniejszy stan gry.

Westerner jest doskonałym przykładem na to, jak banda miernych "tłumaczy" może schrzanić całkiem dobrą przygodówkę. Jeśli macie możliwość zagrania w inną wersję językową gry - nie zastanawiajcie się, bo warto. Ale jeśli od polonizacji Cenegi macie przerzedzone włosy na głowie, to ostrzegam - tym razem słynna "ekipa lokalizacyjna" przeszła samą siebie.


* Scena w saloonie [klaps] Akcja!

[Fenimore] - Miłego dnia.
[Willy] - Dobrze, jak?
[F] - Zwą mnie Fillmore, Fenimore Fillmore.
[W] - Nie ja.
[F] - O nie? Jak ty się zatem nazywasz?
[Willy do Barmana] - Posłuchaj Jack, kto ci sprawia problemy?
[Barman] - Proszę nieznajomy, nie przeszkadzaj moim klientom.
[F] - Ale ja tylko...
[W] - Zrób trochę miejsca dziecko.

** Scena naprawy powozu [klaps] Kamera! Akcja!

[Fenimore] - Cóż, to tyle.
[Livy, pokojówka] - Mówisz tak, jakbyś naprawił go z łatwością.
[F] - Cóż, niewiele mi pomogłeś.
[L] - Pomóż mi wsadzić lekarza do wozu.
[F] - Lekarz nie jest jeszcze gotów.
[L] - Jesteś w dobrym miejscu...

***


Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.