Mini recenzje - Dreamfall: The Longest Journey
Dreamfall: The Longest Journey - mini recenzja
 Aegnor, 2007
       [zobacz jak oceniamy gry]

Dreamfall jest grą bardzo nierówną - zarówno pod względem graficznym, jak i fabularnym. Czasami wciąga do innego świata i budzi niekłamany zachwyt, kiedy indziej nudzi albo bije po oczach rozjechanymi teksturami i nieforemnymi postaciami. Co grosza, gra źle buduje napięcie, cynicznie zostawia pootwierane wątki i coraz bardziej brnie w stylistykę przegadanej wenezuelskiej telenoweli. Bardzo fajnie jest odwiedzić stare kąty, nieco mniej fajnie spotkać starych znajomych (w końcu kogo obchodzi oberżystka z "Podróżnika" albo Brian Westhouse?), a zupełnie niefajnie wysłuchiwać tych samych frazesów po raz n-ty albo chaotycznie biegać tam i z powrotem. Są momenty lepsze, ale po obejrzeniu napisów końcowych dominuje niedosyt.

Na domiar złego postacie bohaterów są wprawdzie barwne, ale papierowe i płaskie, ich motywacja niejasna, a reakcje sztuczne. Nawet bardzo solidna polonizacja nie jest w stanie z nich wiele wykrzesać. Poza rewelacyjnym jak zawsze Krukiem i względnie sympatyczną Zoe, trudno tu kogoś prawdziwie polubić. April Ryan to już prawdziwy dramat - smętna, mimeryczna, potrafi gracza skutecznie zmęczyć swoimi fochami i jest tylko cieniem tej April, którą znaliśmy wcześniej. Jeśli tak ma wyglądać dojrzałość, to Tornquist wystawił jej najgorsze świadectwo. Wielka szkoda, bo to właśnie ciekawie zarysowane charaktery i dobrze opowiedziana, spójna historia były atutem pierwszej części cyklu.

Twórcy nie wyciągnęli prawidłowych wniosków z prac przy Najdłuższej Podróży i tylko zintensyfikowali jej błędy. Zagadek więc jest tu jak na lekarstwo, a ich poziom trudności plasuje się w okolicach banału. Mamy za to niemało bijatyk, dużo skradania, mnóstwo bieganiny i całe morze ględzenia o snach, przeznaczeniu i szukaniu celu w życiu. Ekwipunek świeci pustkami, obszar gry jest cokolwiek ciasny, z lokacji bije brak "hotspotów", a dzika praca kamery utrudnia poruszanie. Dla fana przygodówek niewiele więc tu do roboty.

Mimo wielu słabości Dreamfall ma w sobie dużo uroku, ciepła i szczyptę magii. To za mało żeby przejść do legendy, ale wystarczająco dużo by dać graczom nieco frajdy. A trójwymiarową Markurię po prostu trzeba zobaczyć.



Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.