Recenzja - Droga do Indii
Droga do Indii - recenzja
Galador, 18 czerwca 2003
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ przerywniki filmowe
+ na szczęście gra jest krótka
Wady:
- zbyt łatwe zagadki
- mała ilość postaci
- uproszczona fabuła
- wszechogarniająca nuda
- niepotrzebne sny
Krótko:
Cóż, nie każdy jest doskonały. Nawet ludzie z Microids.

Żegnając na lotnisku swoją pochodzącą z Indii narzeczoną, która leci odwiedzić rodzinne strony, nie przypuszczasz, że oto możesz stracić ją na zawsze. Niebawem jednak zamiast oczekiwanego powrotu dziewczyny, dostajesz list, w którym Anusza (tak brzmi imię wybranki Twego serca) zawiadamia cię, że dla waszego związku nie ma przyszłości i wszystko jest skończone. Nie wierząc własnym oczom i czując, że coś tu jest nie tak czym prędzej pakujesz manatki i wylatujesz w ślad za nią do jej rodzinnego miasta, New Delhi. W trakcie lotu masz dziwny sen. Sni ci się, że Anusza została na twoich oczach porwana. W ten sposób zaczyna się jedna z najnudniejszych przygód twojego życia. By odszukać Anuszę podążysz tropem Thugów, tajemniczej sekty lubującej się w rytualnych mordach. Walkę o swą narzeczoną toczyć będziesz zarówno na jawie, jak i we śnie. Nie wiadomo dlaczego, niezależnie od historii dziejącej się w rzeczywistości, druga historia (analogiczna do rzeczywistej) dzieje się w twoich snach, tak więc musisz ratować Anuszę dwa razy - raz we śnie, raz na jawie.

Ktoś mógłby pomyśleć, że opowieść o sekcie Thugów i porwanej narzeczonej może być wciągająca. Spieszę wyjaśnić, że tak nie jest. Wprowadzające intro jest wprawdzie zrobione na poziomie i wywołuje odpowiednie emocje, ale cały zapał do gry opada, kiedy ni stąd, ni zowąd zmuszony jesteś poprowadzić swój własny proroczy sen. Jak wiadomo, majaki senne nie wpływają na życie myślącego zdrowo człowieka, więc czym tu sobie głowę zawracać? Pomysł z wpleceniem w fabułę snów jest może i nowatorski, ale nie ma żadnego sensownego wytłumaczenia. Co ciekawe, zarówno w snach, jak i w rzeczywistości występują te same postacie, wydarzenia są czasem podobne, a świątynia z ostatniego snu okazuje się mieć swą odpowiedniczkę w realnym świecie. Obie fabuły, zarówno ta senna, jak i bezsenna, są płytkie i nie potrafią wciągnąć do świata gry. "Niespodziewane" zwroty akcji nie zaskakują, o los Anuszy można być od początku spokojnym, a dziwaczne sny dopełniają fabularnego obrazu nędzy i rozpaczy. Autorzy Drogi do Indii, którzy nie mieli żadnego pomysłu na ciekawą fabułę, nieciekawą sprzedają dwa razy...

Podczas gry spotkasz zadziwiająco mało postaci. Po przyjeździe do New Delhi możesz porozmawiać zaledwie z dwiema osobami! I tak bezludnie jest praktycznie wszędzie, gdzie los cię zaprowadzi... W ciągu całej gry spotkasz raptem dwadzieścia osób, z czego większość to Thugowie-strażnicy, z którymi nie zamienisz ani słowa. To sprawia, że gra jest mocno uproszczona. Nie trzeba kombinować, kto w danej chwili może pomóc, bo nie ma specjalnego wyboru. W ogóle poziom trudności jest bardzo niski. Użyteczne przedmioty są zazwyczaj dobrze widoczne (często w taki sposób wyróżniają się z otoczenia, że nie można ich nie zauważyć), a sposób ich użycia nie nastręcza żadnych trudności. Po prostu kaszka z mleczkiem. Na stronie Microids przeczytałem, że na ukończenie gry potrzeba około dwudziestu godzin. Nie mierzyłem sobie czasu, ale Droga do Indii zapewniła mi jakieś siedem, może osiem godzin "zabawy".

Między Bogiem, a prawdą ta przygodówka nie daje nawet dziesięciu minut prawdziwej zabawy. Jest nudna. Jest niewyobrażalnie nudna. Jest tak nudna, że po prostu... nudzi. Dlaczego? Ze względu na swoją prostotę. Uproszczenie zagadek sprawia, że nie ma żadnej satysfakcji z wykonywanych zadań. Prosta i nijaka fabuła powoduje, że przedstawiona historia nie interesuje na tyle, żeby wciągnąć. Jedynym sposobem w jaki gra mogłaby się obronić, byłoby ciekawe przedstawienie przebogatej kultury Indii. Ale niestety nie dowiadujemy się o niej niczego, oprócz wzmianki o okrutnej bogini Kali i jej sługach, zebranych w sekcie. To mało, a nawet bardzo mało, tym bardziej, że nie trzeba w ogóle grać, żeby te wiadomości zdobyć. Wystarczy przeczytać dołączoną do gry instrukcję (o rozmiarach broszury), żeby dowiedzieć się więcej niż jest na ten temat powiedziane w samej grze. Zwyczajnie szkoda czasu poświęconego na ukończenie Drogi do Indii, bo w ciągu tych kilku godzin na ekranie nie dzieje się nic, co byłoby warte obejrzenia czy zapamiętania.

Na koniec parę słów o stronie technicznej gry. Kursor myszki zmienia w odpowiednich miejscach kształt, pozwalając na interakcję z otoczeniem. Poruszanie się polega na "skokowym" przechodzeniu z jednej lokacji do innej, gdzie mamy możliwość płynnego obracania kamery o 360 stopni. Oprawa audiowizualna gry prezentuje się przeciętnie. Na uwagę zasługują przerywniki filmowe, które zrobione zostały całkiem nieźle (szczególnie podobała mi się przekonująca mimika twarzy bohaterów). Jeśli chodzi o lokacje, to niektóre z nich są bardzo niedopracowane, bez śladu dbałości o szczegóły. Wyglądają szaro i monotonnie, ale to akurat mógł być celowy zabieg, pokazujący szarość i monotonię uliczek New Delhi. Odrapane ściany, walające się śmieci - obrazek to może i nieprzyjemny, ale jakże prawdziwy. Towarzysząca graczowi muzyka ani nie zachwyca, ani nie przeszkadza. Ot, jakieś tam pobrzękiwanie w tle, na które nie zwraca się uwagi. Jedynie w czasie przerywników filmowych miło wsłuchać się w dobrze podkreślający to, co dzieje się na ekranie, podkład muzyczny.

Droga do Indii to gra, która mogłaby równie dobrze nigdy nie powstać. Nie ma do zaoferowania praktycznie nic, a po jej ukończeniu pozostaje jedynie niesmak. No i radość z powodu stosunkowo niewielkiej ilości zmarnowanego przy niej czasu. Być może zupełnie początkującemu i młodocianemu graczowi mogłaby przypaść do gustu ze względu na proste zagadki i nie wymagającą myślenia fabułę, jednak wszystkich innych miłośników gier przygodowych ostrzegam przed tym tytułem. Jest wiele innych przygodówek, nawet w podobnej cenie, które prezentują się o niebo lepiej.

Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.