Recenzja - Discworld Noir
www.gry-online.pl - wortal rozrywkowy


Discworld Noir - recenzja
Elum, 1 lutego 2006
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ fantastyczne dialogi
+ charakterystyczny humor
+ główny bohater
Wady:
- oprawa graficzna
- animacje postaci
- tradycyjnie dla serii Discworld robale techniczne
Krótko:
Ostatnia z serii adaptacji "Świata Dysku" Terry'ego Pratchetta.

Discworld Noir to doskonały przykład na to, że w branży gier komputerowych, a przygodowych w szczególności* wciąż brakuje dobrych scenarzystów. Już w chwilę po instalacji człowiek doznaje szoku. Nagle okazuje się, że dialogi w grze mogą być naprawdę dobre, a główny bohater może posiadać więcej niż tylko strzępki własnego charakteru. Są jeszcze zwroty akcji. Autentycznie zaskakujące i ubarwiające przygodę do samego końca. I jest ciemno. Bardziej niż kiedykolwiek.

Trzecia część trylogii studia Perfect Entertainment przenosi nas do Ankh-Morpork jakiego do tej pory oczy graczy nie widziały. Mrocznego, ponurego, z powietrzem gęstym od deszczu, mgły i oparów rzeki Ankh. Wszystko to za sprawą nowego głównego bohatera, któremu bliżej jest do straży Ankh-Morpork aniżeli Niewidocznego Uniwersytetu. Lewton jest prywatnym detektywem z prawdziwego zdarzenia. Twardy, cyniczny i po przejściach, w długim ciemnym płaszczu, kapeluszu, z nieodłącznym notatnikiem budzi skojarzenia z kultowymi bohaterami kina amerykańskiego lat czterdziestych.

Discworld 3 nie bez powodu otrzymał podtytuł Noir. Lewton nie rzuca zaklęć, mimo że w Świecie Dysku są one czymś zwyczajnym. Zamiast wiernym kufrem z drewna myślącej gruszy, wspomaga się ciężkim sosnowym biurkiem. Dla naszego detektywa magia nie istnieje. Liczy się tylko zbrodnia. Kradzieże, napady, morderstwa. I kobiety. Do których jednak (w przeciwieństwie do zbrodni) szczęścia jakoś nie ma.

Zmieniła się atmosfera, zmienił się również styl gry. O ile pierwsza i druga część to klasyczne przygodówki w stylu "znajdź choinkę, zanieś piekarzowi z piekarni na rogu, dostaniesz kalafior", Discworld Noir jest bardziej przygodówką detektywistyczną. Kombinowanie z inwentarzem ma tutaj znaczenie marginalne. Kluczem do sukcesu są rozmowy z kim popadnie. I notatki, które Lewton wykonuje automatycznie i do których wgląd mamy w dowolnym momencie gry. To właśnie na zapiskach naszego detektywa opierają się rozmowy, zdobywanie kolejnych informacji i tym samym posuwanie akcji do przodu.

Skoro jesteśmy przy dialogach, wypadałoby napisać kilka słów o interfejsie. Tym bardziej, że jest on dosyć niestandardowy. Autorzy Discworld Noir postanowili bowiem wrzucić do jednego worka wszystko co nasz bohater nosi po kieszeniach. Mówiąc jaśniej, przedmioty mają tu takie same właściwości jak... notatki! Kilka razy podczas gry, aby rozwiązać problem musimy posłużyć się zapisaną myślą Lewtona, w taki sam sposób w jaki używamy przedmiotów z inwentarza. Pomysł doprawdy oryginalny, a zarazem mocno komplikujący i tak już trudną przygodę.

Między lokacjami przemieszczamy się, podobnie jak za czasów Rincewinda, przy pomocy mapy. Początkowo jest ich niewiele, ale wraz z postępami w śledztwie ich liczba systematycznie zwiększa się. Gra jest trudna. Powtórzę to jeszcze raz, żeby osoby które na "zacinanie" reagują alergicznie wiedziały czego się spodziewać. Gdy w połowie Discworld Noir do wglądu mamy już kilkanaście lokacji i stos notatek, momentami może robić się gorąco. Tym bardziej, że mimowolnie zawsze w takich sytuacjach przez umysł przemyka nie pozwalające skupić się pytanie "czy to aby nie błąd gry?"**

Oprawa graficzna w Discworldzie 3 oczywiście jest, lecz jest z nią pewien niewielki problem. Jest kiepska... jak na taką grę. Widać że panowie (i panie) z Perfect Entertainment nie mieli zbyt dużego doświadczenia w "rysowaniu" świata w modnym 3D, bo wyszło im to zaledwie dostatecznie. Tła wyglądają bardzo sztucznie, niczym dekoracje w teatrze. Wszędzie jest bardzo ciemno, aż do przesady. Postacie poruszają się sztywno, a podczas rozmów wpadają w trans wykonując w kółko jeden i ten sam ruch. Jednym słowem - gra sporo straciła, bo ktoś postanowił unowocześnić ją na siłę.

Muzyka wypada na tym tle trochę lepiej. Podobnie aktor, który wcielił się w postać Lewtona. To dzięki niemu, nie licząc osobnika odpowiedzialnego za dialogi (i nie licząc Terry'ego Pratchetta, z którym osobnik odpowiedzialny za dialogi współpracował podczas pracy nad grą), główny bohater Discworld Noir stał się jednym z ciekawszych idoli w historii gier przygodowych, podobnym nieco do Manny'ego Calavery. Szkoda tylko, że głosów wszystkim postaciom (wśród nich między innymi Gapsode'owi, oraz dzielnej ekipie straży miejskiej), użyczyło w sumie zaledwie czterech aktorów. To niestety słychać.

Po dwóch grach luźno nawiązujących do wątków opowiedzianych wcześniej w książkach z serii, developerzy tym razem postawili na historię całkiem oryginalną, jedynie osadzoną w realiach Świata Dysku. Miało to na celu zachęcić do gry szersze grono graczy, a równocześnie uatrakcyjnić zabawę osobom, które twórczość Pratchetta dobrze znają (i które w pewnym sensie przy przewidywalnej "jedynce" i "dwójce" mogły się trochę nudzić). I cóż, ten element Discworld Noir udał się znakomicie. Gdyby jakość wykonania stała na podobnym poziomie mielibyśmy dzieło na miarę Grim Fandango. A tak, jest "tylko" bardzo dobra przygodówka, pełna humoru, zapadająca w pamięć. I strasznie ciemna!


* W szczególności nie dlatego, że jest z nimi pod tym względem najgorzej ale dlatego, że najbardziej je lubimy :)

** Bugami trylogii Perfect Entertainment można by spokojnie obdarować wszystkie przygodówki Sierry i LucasArts... i pewnie jeszcze kilka by zostało.

Copyright (c) Michał Czajkowski. Wszelkie prawa zastrzeżone.