Recenzja - Nightlong: Union City Conspiracy
Nightlong: Union City Conspiracy - recenzja
Aegnor, 16 listopada 2007
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ wciągający klimat
+ przemyślana intryga
+ bohater z osobowością
Wady:
- brzydkie postacie
- niska jakość nagranych głosów
- "polowanie na piksele"
- stosunkowo proste zagadki
Krótko:
Ciekawa i absorbująca cyberpunkowa przygodówka, starająca się skorzystać ze szlaku przetartego przez komputerowego Blade Runnera. Z wielkim poprzednikiem wprawdzie równać się nie może, ale to nadal kawał bardzo dobrej rozrywki.

Cyberpunkowe przygodówki może nie należą do szczególnie licznych, ale trzeba im oddać pewną kapryśną przychylność losu - w znakomitej większości są co najmniej dobre i niemal doszczętnie zapomniane. Nie inaczej jest z Nightlongiem, ten tytuł niewielkiego studia Trecision jest w tym sensie idealnym przedstawicielem tej grupy - choć skryty pod grubą warstwą kurzu historii, potrafi nadal zapewnić sporo przedniej rozrywki. A ile w nim świeżości? To już zupełnie inna historia...

Gra przenosi nas do ponurej rzeczywistości 2099 roku, na ulice bezkresnej metropolii Union City. Wcielamy się postać Joshui Reeva, oficera International Control Military w stanie spoczynku. Z prośbą o przysługę zwraca się do niego Hugh Martens, dawny towarzysz broni, a obecnie burmistrz Union City. Jest mocno zaniepokojony ostatnimi atakami terrorystycznymi na wpływową korporację Genesis, które najprawdopodobniej mają skompromitować jego osobę przed zbliżającymi się wyborami. Burmistrz próbował już wprowadzić swojego najlepszego człowieka, agenta Simona Ruby'ego, w szeregi anarchistów, ale ten w ostatnich dniach zniknął bez śladu - Joshua będzie więc musiał odkryć los swojego poprzednika i rozbić siatkę terrorystów. Odmówić nie może, bo to właśnie dzięki Martensowi uszedł z życiem ze swojej ostatniej misji. Nie trzeba chyba dodawać, że to dopiero początek niejasnej intrygi, gry półcieni i masek, gdzie nic nie jest tym, czym się być wydaje i nic nie toczy się tak, jak można by przypuszczać. Mimo dość tradycyjnej stylistyki noir, gra na szczęście nie jest śmiertelnie poważna, tak jak główny bohater nie jest archetypicznym detektywem w typie macho. Autorom udała się niełatwa sztuka nadania mu osobowości, która nie jest banalna, nachalna ani komiksowa. Joshua to typ człowieka, który ma dystans do siebie, sarkastyczne poczucie humoru, przy czym twardo stąpa po ziemi, niejedno już w życiu widział i stara się za wysoko nie wychylać. Ma w sobie jakiś naturalny wdzięk i szybko zjednuje sobie sympatię gracza.

Wygląd lokacji jest zróżnicowany, tak tematycznie, jak i jakościowo. Część scenerii prezentuje się znakomicie, większość co najmniej poprawnie, a tylko niektóre kłują w oczy tandentną "plastikowością". Mimo, że twórcy zdecydowanie odcinali się od inspiracji Blade Runnerem, widać szereg podobieństw w sposobie przedstawienia cyberpunkowej, mrocznej wizji przyszłości. Na szczęście nie jest to prosta kalka i także na tej płaszczyźnie autorzy wykazali się kreatywnością oraz polotem. Widać też chwalebne starania twórców by "ożywić" nieco lokacje poprzez migające neony, telebimy, przelatujące tu i ówdzie pojazdy, postacie widoczne w oświetlonych oknach itp. Zresztą futurystyczne megapolis to nie jedyne otoczenie w jakim przyjdzie nam się znaleźć, bowiem odwiedzimy też m.in. opuszczone podziemne zoo z mechanicznymi eksponatami, egzotyczną wyspę z ukrytym ośrodkiem badań oraz rzeczywistość wirtualną, którą dla odmiany wystylizowano na upiorny park zabaw. Jak widać, na brak ruchu i wrażeń nie będziemy narzekać. Dużo gorzej jest z postaciami, które, co by nie mówić, są zwyczajnie szpetne. Wprawdzie nasz bohater wygląda całkiem znośnie, ale już reszta to, wedle dzisiejszych standardów, parada maszkaronów, które tym samym bardzo ciężko obdarzyć sympatią czy zaufaniem.

Całkiem nieźle prezentuje się też tło muzyczne gry, zgrabnie operując nastrojem i uzupełniając to, co widzimy na ekranie. Nieco gorzej jest z głosami postaci - tutaj wysiłki aktorów rozbijają się o niską jakość dźwięku. Mimo to ironicznych uwag Joshui słucha się z przyjemnością, a brzmienie jego głosu zapada w pamięć. Poza tym gra zawiera opcję wyświetlania napisów, więc ze zrozumieniem dialogów nie powinno być większego problemu, pod warunkiem jako-takiej znajomości języka angielskiego.

Zadania postawione przed graczem do trudnych nie należą, możne wręcz powiedzieć, że Nightlong sytuuje się pośród prostszych gier przygodowych. Znakomita większość to zagadki typowo ekwipunkowe, więc należy się przygotować na inwentarz wypchany przeróżnymi przedmiotami, w tym tak egzotycznymi jak np. zdechły szczur. Na szczęście ich użycie w przeważającej części jest zdroworozsądkowe i logiczne, problem może za to sprawić odnalezienie co drobniejszych obiektów w obrębie lokacji. Po takim bezstresowym "spacerku" nokautujące może się okazać zakończenie, które serwuje nam wymagającą łamigłówkę z gatunku szyfrogramów. Nie należy to do prostych zadań, ale przy pewnej dozie cierpliwości i analitycznego myślenia po stronie gracza nie powinno zatrzymać go na długo.

Do dyspozycji gracza oddano interfejs point & click w skrajnie uproszczonej formie, choć funkcjonalności odmówić mu nie można. Wszystkie polecenia sprowadzone zostały do klikania jednym z przycisków myszki, dla ułatwienia mamy też możliwość szybkiego przeskakiwania do wyjścia z lokacji oraz pojawiające się przy kluczowych obiektach podpisy. Warto w tym miejscu zasygnalizować bardzo ciekawy zabieg zastosowany przez twórców gry - otóż nie ma tu sytuacji gdy Joshua, któremu wydamy polecenie przeszukania kosza na śmieci, zrobiłby to telepatycznie z drugiego końca pokoju. Bohater w takim wypadku podchodzi do śmietnika i zaczyna go przetrząsać, nogą rozgarnia leżące papiery i dopiero wtedy komunikuje nam, że nic nie znalazł. Może to i drobny szczegół, ale na pewno godny pochwały, bo świetnie wpływa na realizm rozgrywki. Innym ciekawym patentem jest pozycjoner, jedyny przedmiot, który mamy przy sobie po wejściu do rzeczywistości wirtualnej. Wykorzystuje on fakt, że skoro jesteśmy w świecie pozornym, to i odległości przez nas pokonywane są czysto wirtualne. Na pozycjonerze możemy więc zapisać lokalizację dowolnego miejsca w sieci by potem jednym kliknięciem się do niego przenieść.

Mimo kilku ciekawych pomysłów, Nightlong nie jest grą szczególnie wizjonerską, nowatorską ani poruszającą. Do znacznie starszego Blade Runnera wiele jej brakuje, ale i tak potrafi przykuć uwagę na kilka wieczorów. To bardzo solidna, rzemieślnicza robota, dająca wiele frajdy i niepostrzeżenie zyskująca sentyment gracza. Pokazuje, że nawet z dość przeciętnych elementów można zmontować coś bardzo fajnego i miłego w odbiorze.

Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.