Recenzja - In Memoriam
In Memoriam
Davero, 24 listopada 2008
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ nowatorski pomysł
+ wyszukiwanie informacji w sieci potrafi być ciekawe i wciągać, czasami nawet przy okazji można dowiedzieć się czegoś interesującego
+ udanie zrealizowane filmy dokumentujące wojaże Jacka i Karen dużo robią dla uwiarygodnienia rozgrywki
Wady:
- zbyt dużo irytujących mini gierek zręcznościowych
- gra jest dość statyczna i może stać się monotonna
- mnogość ezoterycznych danych plus częściowo przypadkowa kolejność ujawniania nowych informacji nie sprzyjają rozumieniu, co się dzieje
- niedoskonały system mailowego współdziałania z komputerowymi współpracownikami
- błędy, zwłaszcza te uniemożliwiające ukończenie gry bez łatki
Krótko:
Nowatorski pomysł na rozwiązywanie zagadek seryjnego zabójcy z użyciem zasobów Internetu. Zrealizowany nazbyt statycznie, ze zbyt dużą liczbą zręcznościowych mini gierek i natłokiem informacji oraz z historią nie wylatującą poza komputerowe standardy. Plus przyjemne amatorskie filmiki o przygodach dwójki głównych - poza graczem - bohaterów.

Właśnie dostałem ostatnią wiadomość. Tak sądzę, że ostatnią. Sprawa uprowadzenia Jacka Lorskiego i Karen Gijman zakończona. Czuję się zmęczony. Znużony. Finał przyniósł pewien zawód - taki mało widowiskowy był. Wszystko stało się poza mną, nawet nie miałem możliwości obserwować wydarzeń. Parę, po czasie dostarczanych, informacji mailowych i wskazówka, że to może wcale nie być koniec. Ech...

In Memoriam (a.k.a. Missing: Since January) rzeczywiście jest grą nietypową. Jest połączeniem nowatorskiej przygodówki z grą logiczną i zręcznościówkami rodem z 8-bitowców. Udanym? Częściowo. Udany przede wszystkim jest pomysł, bo zaciekawia. Już przez samą swoją nowość, niespodzianość. Dostajemy mianowicie od SKL Network przesyłkę z zadaniami zakodowanymi w formie gry, dostarczonej przez porywacza wspomnianej wyżej pary. Pary, która prowadziła dziennikarskie śledztwo, dotyczące dziwnej, owianej ezoteryczną mgłą sprawy, związanej z serią rytualnych morderstw. Po jej uruchomieniu adwersarz - zwący się Phoenix - stawia nas przed kolekcją zaprojektowanych i zorganizowanych według własnego pomysłu zagadek. W nagrodę za ich rozwiązanie pozwala odkryć kolejne kawałki historii Jacka i Karen, umożliwiając podglądanie fragmentów filmów nakręconych przez nich w trakcie poszukiwań i podaje kolejne informacje rozświetlające jego własne motywy. W trakcie zmagań z Czarnym Dyskiem Phoenixa do zespołu dołącza jeszcze parę osób, które drogą mailową (do gry potrzebny jest prawdziwy adres e-mailowy) wspierają gracza, dzieląc się swoimi przemyśleniami i odkryciami.

Drogą mailową - tak, bo w In Memoriam spora część gry toczy się właśnie w Internecie. Do rozwiązania większości zadań potrzebne jest znalezienie odpowiednich informacji w światowej Sieci. Twórcy gry przygotowali w tym celu kilkanaście stron internetowych, imitujących prawdziwe, na których informacje te się znajdują. Wykorzystane być mogą jednak (a czasami muszą) i te zwykłe, rzeczywiście istniejące bez związku z Missing. Przez część czasu przeczesywania Internetu w poszukiwaniu wskazówek jest ciekawe. Ale co za dużo to nie zdrowo jak mawia porzekadło. I od pewnego momentu zacząłem już niemalże mechanicznie wrzucać w wyszukiwarkę odnalezione na ekranie gry hasła do odszukania, przeczesując szybko wzrokiem stronę w poszukiwaniu potrzebnych informacji, niewiele uwagi przywiązując do pozostałej jej treści. Treści związanej zwykle z fabułą gry, a więc przydatnej choćby dla lepszego jej zrozumienia. Zazwyczaj z przyjemnością, a co najmniej bez bólu czytam wszystko, co twórcy gry do przeczytania przygotowali. Lubię wiedzieć. Niemniej w wypadku In Memoriam nagromadzenie dużej liczby odwiedzanych stron, ilości informacji oraz brak szczególnej motywacji ze strony samej gry do tego, żeby je zgłębiać (wskazówki zwykle wyraźnie kierują ku konkretnej informacji np. adresowi, całą resztę można więc pominąć, bo wiadomo, że do niczego się nie przyda) robią swoje. W tym aspekcie dzieło Lexis Numerique mogłoby więc wypadać nieco lepiej.

Na wyszukiwaniu na ekranie gry wskazówek, jakie informacje należy odnaleźć w Sieci oraz gdzie ich szukać, a następnie, ewentualnie także - jak je przekazać porywaczowi w ramach danej zagadki, elementy przygodówkowe w Missing się kończą (poza, oczywiście, możliwością obserwowania kolejnych filmików dotyczących historii Jacka i Karen). Wyszukiwanie to, czy stosowanie informacji już odszukanych, zazwyczaj w celu ułożenia wymaganego przez Phoenixa hasła, odbywa się przy tym na różne sposoby: a to przez składanie podartych zdjęć, a to przez odkrywanie mechanizmu działania ważki produkującej literki, a to przez konieczność dostrzeżenia na ekranie zakodowanego (albo po prostu ukrytego) znaku... Chyba, że francuscy producenci postanowili uraczyć gracza mini gierką - wtedy trzeba wykazać się nie tylko pomyślunkiem, ale i zręcznością. Jest ich w In Memoriam multum i sprawdzają naszą zręczność na wiele sposobów. Wykorzystują przy tym tak pomysły szerzej nieznane, jak i sięgają do klasyki elektronicznej rozrywki (typu Pac-Man czy Space Invaders). Niektóre bywają sympatyczne. Wiele z nich jest jednak trudnych (choćby z powodu sposobu sterowania), żmudnych i nużących. Niektóre rozwiązałem przypadkiem nie wiedząc, co należy zrobić (jak np. w wypadku ułożenia świateł w Hagia Sofia), niektóre przez łut szczęścia, który zagnał popychaną odbiciami kulkę akurat w to miejsce, w które miała trafić, większość jednak po prostu poprzez powtarzanie wymaganych czynności do skutku. Na szczęście w części wypadków - szybkiego. Nie powiem jednak, że przez zmniejszenie liczby mini gier o 2/3 Missing stałaby się grą mniej zajmującą. Wręcz przeciwnie chyba. Choć zapewne zdecydowanie krótszą.

Poza zręcznością kluczową umiejętnością w trakcie gry w In Memoriam będzie - stawiam - spostrzegawczość. I to zarówno ta z użyciem zmysłu wzroku przy dokładnym, uważnym obserwowaniu ekranów z zagadkami oraz odwiedzanych stron, jak i słuchu. Wskazówki, informujące o postępach w wykonywaniu danego zadania przekazywane są bowiem niekiedy właśnie w formie zmieniających się dźwięków. Same zagadki dźwiękowe też się zresztą zdarzają - nie wydały mi się jednak przesadnie trudne. Poszukiwanie Jacka i Karen wymaga także kojarzenia faktów i uzyskanych informacji. Tak, jak zadania zręcznościowe w niemałej części do łatwych nie należą, podobnie jak i czasami domyślenie się, o co może chodzić w danej zagadce - jak wydobyć informację z elementów dostępnych na ekranie gry, o tyle kojarzenie wymaganych do wykorzystania informacji z okolicznościami, w których wykorzystania wymagają nie powinno nastręczać zasadniczo większych trudności. Do wyszukiwania informacji w Internecie i zwracania uwagi na pewne elementy jego szumu informacyjnego trzeba się jednak przyzwyczaić. Typowo jednak przygodówkowicz nie raczy internetowej przeglądarki wszystkimi nazwami, hasłami, określeniami, na które trafi podczas gry. Grając w Missing jest to jak najbardziej wskazane.

Trudność czasami prokurowana jest też przez naszych współpracowników. Otóż zazwyczaj przesyłają oni informacje budujące tło, wyjaśniające szerzej uzyskane dane, czasami podpowiedzi (po lub przed rozwiązaniem zagadki przez gracza, w zależności od szybkości działania samego grającego), niekiedy dzielą się refleksjami, czy pytają o coś (odpowiadać nie próbowałem :P). Zdarzają się jednak wypadki, w których informacja mailowa od jednego z nich zawierać ma - zgodnie z intencją twórców - kluczową dla możliwości popchnięcia akcji naprzód informację. Wtedy czekanie na nią - choćby 10 minut - gdy nie bardzo wiadomo, co zrobić i gdzie się ruszyć, ani też czy i kiedy taką pomoc od współpracownika otrzymamy może być frustrujące. A podczas własnej rozgrywki jednej takiej wiadomości w ogóle nie otrzymałem. Większość informacji, do których odsyłała odnalazłem w innym miejscu Sieci. Ale bez solucji do pewnych z nich chyba bym nie dotarł.

Niedopracowanie techniczne In Memoriam nie ogranicza się zresztą tylko do nienajlepszej synchronizacji maili od współpracowników gracza. Jedna z zagadek, po jej częściowym rozwiązaniu, zdawała się zawieszać. Próbowałem wielokrotnie do niej podchodzić, zaczynać grę od początku, wychodzić z gry i uruchamiać ją ponownie, aż w końcu dostrzegłem pewne zmiany na ekranie i po kilkunastu naciśnięciach klawisza ESC i powrocie do gry, zadziałała. Ufff... ale co się nadenerwowałem, nagłówkowałem i czasu straciłem... Jednej z zagadek nie da się też rozwiązać w ogóle. Bez łatki w wersji 2.1. Ponieważ zainstalowałem łatkę w wersji 2.3, wskazywaną jako ostatnia, zakładałem, że zrobiłem wszystko, co potrzebne do grania. Okazało się jednak, że ta umożliwia co prawda połączenie z nowymi serwerami, tak aby można było zarejestrować w SKL Network swoje konto i w ogóle grać, ale najwyraźniej nie usuwa błędów w samej grze. Po zainstalowaniu (albo i nie, bo tak dziwnie działającego instalatora jeszcze nie widziałem) łatki 2.1 nic się nie zmieniło. I już myślałem, że gry nie skończę (bo w Sieci znalazłem informację, że problem jest znany i bez patcha gra jest po prostu nie do ukończenia). Zwłaszcza, że rzecz stała się tuż przy końcu i wizja przechodzenia całości od początku absolutnie mi się nie uśmiechała. Na szczęście zdobyłem zapis stanu gry, który pozwolił mi się cofnąć tylko nieznacznie i zadziałało. Własnego nie mogłem wykorzystać, bo gra nie oferuje opcji "save", zapisując postępy gracza na bieżąco oraz przy wychodzeniu z gry (można co najwyżej kopiować na bieżąco plik "game.sav" z katalogu, który gra tworzy w "Moich dokumentach").

TUTAJ pobrać można łatkę w wersji 2.1, TU natomiast w wersji 2.3.

Historia opowiadana w In Memoriam jest przyzwoita. Jak na komputerowe fabuły. W samej treści niczym nadzwyczajnym nie zadziwia, niemniej poprowadzona jest, w ramach swojej konwencji, wiarygodnie. Zwłaszcza amatorskie filmy nagrywane przez Jacka i Karen w trakcie ich wojaży przypadły mi do gustu. Swoją prawdziwością niezwykle uwiarygodniały to, co się działo. Tyle tylko, że kolejne fragmenty ich historii i kolejne informacje od Phoenixa gracz otrzymuje wraz z rozwiązaniem kolejnych zagadek. Te zaś w ramach danej "tury" (Phoenix zaplanował dość skrupulatny podział zagadek i jednocześnie jest dostępnych kilka - zasadniczo 3 lub 6) mogą być rozwiązywane teoretycznie w dowolnej kolejności. Powoduje to, że informacje uzyskiwane po rozwiązaniu każdej z nich niekoniecznie układają się w zrozumiałą i konsekwentną całość. Chodziło zapewne o pewną swobodę dla gracza przy jednoczesnym powiązaniu tego, czego dotyczyła dana zagadka z treścią wyświetlanego filmu, efekt bywa jednak nienajlepszy. Tak, że nie dość, że fabuła jest mocno okultystyczna, to jeszcze sposób jej prezentacji nie sprzyja jej spójnemu przedstawieniu. Ma to znaczenie dla możliwości rozumienia, co się dzieje i zaangażowania w świat przedstawiony, w wymyślanie co i po co można zrobić. Co się stało, a co stać się może.

A własna wyobraźnia jest podczas grania w In Memoriam narzędziem kluczowym. Sama gra jest bowiem bardzo statyczna. Rozwiązywanie zagadek oznacza w niej bowiem, poza buszowaniem po Internecie, spotkanie z jednoekranowymi zadaniami, zapełnionymi w większości nieruchomymi obrazami. Nigdzie nie idziemy, niczego nie oglądamy, nic się nie dzieje wokół. Choć samo wizualne przedstawienie zagadek nie jest złe, czasem nawet zajmujące oko, choć proste. Podobnie jak i muzyka miejscami, zwłaszcza w trakcie filmików. W czasie samej gry, bywa już - moim zdaniem - gorzej. Dźwięki jej towarzyszące miały być zapewne niepokojące. Czasami jednak są po prostu nieprzyjemne i niewielką miałem przyjemność w słuchaniu ich podczas zmagania się z danym zadaniem nastą minutę. Tak, że pod względem technicznym Missing niczym nie zachwyci, a przez swoją statyczność, zbliża się do gier logicznych właśnie, gdzie clue zabawy polega na przechodzeniu od ekranu do ekranu, od zagadki do zagadki.

Zastanawiam się właśnie, czy granie w In Memoriam było przyjemne? Ciekawe - tak. Nawet miejscami interesujące - opowieści zdarzyło się wciągnąć mnie chwilami. Dużo sympatii wzbudziło we mnie oglądanie filmów zrobionych przez Jacka i Karen. Czasami zdarzyło mi się dobrze bawić przy mini gierkach. Częściej niż czasami z zainteresowaniem przeszukiwałem Internet w poszukiwaniu potrzebnych informacji. Nierzadko jednak też narzekałem na konieczność klikania myszką czy precyzyjnego sterowania nią, żeby pokonać kolejne, głupawe, zadanie zręcznościowe; przelatywałem przez treści stron internetowych byle tylko szybciej znaleźć to, o co chodziło, irytowałem się na niewystarczającą liczbę wskazówek, z których mógłbym się dowiedzieć, co ja mam właściwie zrobić na danym ekranie. Nie wracając już nawet do wspomnianych błędów technicznych, które - zwłaszcza w sytuacji, gdy nie pozwalają ukończyć gry - są karygodne i nie mogą nie mieć wpływu na ocenę końcową. Elementy przyjemne, łączą się więc w tym wypadku z frustrującymi, nużącymi i przede wszystkim z pewną monotonią. Tak, że ostatecznie po ładnych kilkunastu godzinach grania wcale nie żałowałem, że to już koniec. Choć do ulgi, jaką czułem kończąc Conspiracies też mi było daleko.

Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa sequelowi In Memoriam, czyli Evidence: The Last Ritual też dam szansę. Nawet ciekawy jestem, jak to się wszystko dalej potoczy i jak Lexis Numerique będzie rozwijać swój, niewątpliwie wart docenienia, pomysł na wypuszczenie przygodówkowej rozrywki na nowe wody.

Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.