Recenzja - Phantasmagoria: A Puzzle of Flesh
Phantasmagoria: A Puzzle of Flesh - recenzja
Davero, 14 września 2006
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ ciekawa fabuła i klimat z nią związany
+ gra aktorów
Wady:
- zagadki są rzadkie i w większości liche...
- ...a całość krótka
Krótko:
Thrillero-horroro-sf z niezłą historią, nawet wiarygodnymi postaciami i słabiutką stroną "zagadkową".

Połączenie Phantasmagorii i Phantasmagorii 2 wspólnym tytułem mogło urodzić się tylko w głowach, odpornych na cokolwiek innego niż wyobrażenie cyferek w rocznym bilansie, speców od marketingu. Obie gry nie mają ze sobą zupełnie nic (poza techniką realizacji) wspólnego* - żadnej ciągłości fabularnej, żadnych wspólnych bohaterów, nawet klimat jest diametralnie różny, pomimo że celem obu jest bawić gracza, strasząc go. Nota bene, zastanawiam się, co jest przyjemnego w baniu się? Ja nie przepadam i tak pozycje książkowe, filmowe, jak i growe z tego gatunku toleruję, o ile są wstanie zachęcić mnie czymś innym jeszcze, w szczególności dobrą historią. Czy A Puzzle of Flesh (tak brzmi podtytuł prezentowanej produkcji) to się udaje? Hmmm...

Fabuła to najmocniejsza strona tego tytułu. Bez niej pięć CD-ków, na których wydano tę grę nadawałoby się wyłącznie do doskonalenia rzutu dyskiem. Akcja zaczyna się w konwencji thrillera - widzimy, jak przez drzwi szpitala (prawdopodobnie psychiatrycznego) wpadają nosze z pacjentem mającym najwyraźniej jakiś atak. Przywiązany do swej przenośnej pryczy spogląda, jak zbliża się do jego twarzy wielka strzykawka i.... jego ból oraz świadomość kojone są wyjątkowo nieprzyjemnym zastrzykiem. W powietrzu czuć coś dziwnego...

Rok później Curtis Craig pracuje w firmie, która zajmuje się opracowywaniem i wdrażaniem do produkcji nowych substancji chemicznych (niegdyś, jak się dowiemy później, także w ramach kontraktów z wojskiem). Spacerujemy sobie po biurze, bzdurzymy z kumplem z boksu obok, wymieniamy uściski z dziewczyną oraz parę złośliwości z naszym bezpośrednim konkurentem do awansu (padalec; że też zawsze ktoś taki musi się trafić), aż tu nagle dostajemy w twarz. Nie, nie od szefa - tyrana; nie od niemilca z naprzeciwka... Nie wiemy od kogo. Może Curtis to sobie wyobraził, może ma nawrót choroby? Ale widzimy na jego twarzy krew, płynącą z rozciętej wargi. Czy są choroby psychiczne, mogące dać aż takie objawy somatyczne? Curtis zaczyna widzieć obrazy w lustrach, na ekranie swojego monitora, słyszeć głosy znikąd, odbierać dziwne telefony, dostawać maile od zmarłego ojca... Wariuje, ktoś próbuje wpędzić go w szaleństwo, czy też mamy do czynienia z ingerencją sił nadprzyrodzonych? Właśnie ta niepewność wprowadza uczucie niepokoju, poruszenia. Zwłaszcza, gdy widzimy jak Curtis musi zmierzyć się z demonami przeszłości, z demonami z czasów dzieciństwa, gdy tak łatwo skrzywdzić niewiele rozumiejącego małego człowieka, zaszczepić w nim poczucie winy na całe życie... Gdy widzimy, jak sam nie wie, boi się, nie chcąc skrzywdzić kogoś, kogo kocha. Bo oto pośród ludzi z otoczenia Curtisa rozpoczyna się hekatomba - giną w naprawdę mało przyjemnych okolicznościach. A całość zaczyna kroczyć w kierunku horroru (to jednak, jak się przekonasz graczu pod koniec rozgrywki, nie ostatnia zmiana klimatu; fani najbardziej chyba znanej pary agentów FBI powinni być zadowoleni ;)).

Tak, jako interactive movie A Puzzle of Flesh sprawdziłaby się niezgorzej. Zwłaszcza, że aktorzy grają, moim zdaniem, wyśmienicie. Zwykle piszę, że nie zwracam uwagi na grę aktorską, o ile tylko nie przeszkadza mi w odbiorze tego, co widzę. Nie doszukuję się kiepskich scen, żeby tylko móc zarzucić twórcom amatorszczyznę. Druga część Phantasmagorii zwróciła jednak moją uwagę tym, że praca aktorów w niej występujących pozytywnie odróżniała się od standardu, z którym miałem dotąd do czynienia w grach video. Wiarygodne i naturalne - tak bym w większości wypadków określił zachowanie aktorów, które widzimy na ekranie.

Wszelako nie ma być to interactive movie, ale gra komputerowa - przygodówka na dodatek. Ten element A Puzzle of Flesh szwankuje. Poważnie szwankuje. Zagadek jest mało, sprawiają wrażenie porozrzucanych po grze niczym rodzynki w taniutkim cieście i bywają nieraz słabo zintegrowane z fabułą. Czy ktoś mógł wpaść na głupszy sposób wydobycia portfela spod kanapy?** Czemu ciągle muszę odgadywać jakieś hasła? Które to zresztą odgadywanie jest tak naprawdę głównym przygodówkowym elementem A Puzzle of Flesh (niekiedy nawet ciekawym i niełatwym). Myślę, że na palcach jednej ręki dałoby się policzyć zagadki z użyciem przedmiotów. Zadania tego rodzaju są w tej grze zasadniczo niezbyt trudne (i niezbyt satysfakcjonujące), choć przydaje się bycie spostrzegawczym. Oczywiście do zrobienia jest dużo więcej, ale zagadkami bym tego nie nazwał. Ot, trzeba kliknąć tu czy tam, żeby uruchomić kolejny filmik i popchnąć naprzód fabułę. Da się nawet niekiedy połączyć przedmioty znajdujące się w inwentarzu, choć za każdym razem, gdy było to możliwe, byłem zaskoczony, że właśnie o to chodziło twórcom. Przytrafi się też Curtisowi spotkanie z dwiema chyba układankami - jedna jest nawet zadaniem finałowym (mimo to bardzo prostym). Pod względem stricte przygodówkowym ma więc A Puzzle of Flesh ostatecznie stosunkowo niewiele do zaoferowania.

Odnieść chciałbym się jeszcze do opinii o A Puzzle of Flesh, jako o grze ociekającej seksem i przemocą. Zdarzają się nawet tacy, którzy reklamują swoje aukcje, wiwatując, że można zobaczyć w grze scenę gwałtu!? Ja tam się takiej nie dopatrzyłem. Niemniej jednak rzeczywiście mamy w tej grze do czynienia z doklejonym do głównej linii fabularnej wątkiem romansu naszego bohatera z koleżanką z pracy, lubującą się w mocniejszych wrażeniach. We mnie klimaty klubu sado-maso wzbudzały raczej uśmiech niż poruszenie, ale jeśli ktoś lubi atmosferę bondage, może będzie rad z tych wstawek. Purytanie będą się rzecz jasna oburzać. W sumie można byłoby z tej części z powodzeniem zrezygnować bez szkody dla całości, ale - jak wiadomo - sex sells.

Jeśli chodzi zaś o przemoc, to oczywiście - zgodnie z prawami gatunku - bywają sceny makabryczne. Jest ich nawet sporo, nie przekraczają jednak moim skromnym zdaniem granicy smaku, a poza tym przy mocniejszych kawałkach i tak - już mówiłem, przy recenzji pierwszej Phantasmagorii, że mam słabe nerwy - używałem opcji autocenzury za pomocą własnych powiek.

W sumie A Puzzle of Flesh jest grą trudną do oceny. Fabularnie plasuje się dużo wyżej od swojej tytularnej poprzedniczki, by w zakresie meritum przygodówkowego rzemiosła nie dorastać nawet do - nienajwyższego przecież - poziomu Phantasmagorii numer jeden. Ostatecznie jednak spotkanie z tym tytułem - niekoniecznie jako z grą sensu stricto, ale z jako całością - pozostawiło we mnie wrażenia pozytywne. Stąd, może lekko naciągnięte, dwie i pół gwiazdki. W moim odczuciu, nie zasługuje bowiem ona na stwierdzenie, że: "może i ma parę plusów, ale co z tego, skoro granie w nią, to i tak żadna przyjemność". Nie wiem czy granie, ale towarzyszenie Curtisowi w jego drodze do prawdy o sobie, to była jednak dla mnie, niezbyt rozbuchana może, ale ciągle przyjemność.


* Choć uważni dostrzegą co najmniej jedną powtarzającą się postać drugoplanową oraz nawiązanie do zajęcia bohaterki pierwszej części - nie powiem więcej, szukajcie sami.

** [SPOILER] ...niż za pomocą domowego szczura, którego Curtis trzyma w klatce?

Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.