Recenzja - Faust
Faust - recenzja
Aegnor, 31 maja 2007
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ ambitne założenia fabularne
+ estetyczne lokacje
+ ciekawe zagadki
+ znakomita oprawa muzyczna
+ niezła lokalizacja
Wady:
- niewykorzystany potencjał
- liniowość nie pasuje do tej gry
- kilka głosów źle dobranych do postaci
Krótko:
Swobodna adaptacja literackiego "Fausta", w której to nam przyjdzie osądzać grzeszników. Już sam pomysł budzi uznanie.

"Eritis sicut Deus - scientes bonum et malum.
(Będziecie jak Bóg znali dobro i zło; Ks. Rodz. 3, 5)"
*

Ambitne przedsięwzięcia w dziedzinie gier komputerowych to rzadkość. Jest to po części skutek utartego stereotypu głoszącego, że mamy tu przecież wyłączne dominium rozrywki, a ta powinna być lekka, łatwa i przyjemna. W rezultacie odsetek tytułów, które można uznać za inspirujące, jest co najmniej skromny, a po odsianiu projektów całkowicie nieudanych mieści się wręcz w granicach błędu statystycznego. Nic więc dziwnego, że z projektem Cryo pod znamiennym tytułem Faust gracze szukający w grach treści głębszych niż zdobywanie skarbów i ratowanie pięknych kobiet wiązali wielkie nadzieje. Czy zostały one zaspokojone? W zasadzie tak, ale... Właśnie to "ale" weźmy pod lupę.

"Jam częścią tej siły,
Która zawsze na złe godzi,
A przecie wciąż dobro rodzi."

W grze przyjdzie nam wcielić się w postać tytułowego Fausta, czarnoskórego staruszka, który nie pamięta kim jest, ani jak się tu znalazł. "Tu" w tym wypadku oznacza Świat Marzeń, wesołe miasteczko o wieloletniej tradycji, obecnie zamknięte dla zwiedzających. Faust szybko za to dowiaduje się w jakim celu go sprowadzono - podobnie jak jego literacki imiennik weźmie udział w zakładzie pomiędzy Bogiem a Mefistofelesem. Na tym jednak podobieństwa do bohatera z kart Goethego się kończą, bo nasz Faust nie będzie tu podlegał ocenie, wręcz przeciwnie - sam będzie arbitrem. Oceniać mu przyjdzie moralność przedziwnych indywiduów, które park przez długie lata działalności zdążył zgromadzić. Będą to m.in. porywczy treser tygrysów wyznający kult siły, chciwe siostry syjamskie zakochane w tym samym mężczyźnie, kryptograf pałający żądzą wiedzy i bezgranicznie ufny nauce. Ten ostatni zresztą też nasuwa dość jednoznaczne skojarzenia z książkowym Faustem, więc mamy do czynienia z logicznym dublem i w rezultacie mało trafnym tytułem gry (w jego europejskiej wersji).

Fabuła Fausta to uczta, ale bez deseru. Rzadko trafiają się gry poruszające tak złożoną problematykę jak wina, pokuta i odkupienie, z drugiej zaś strony trudno oprzeć się wrażeniu, że twórcy zatrzymali się w pół kroku, powściągnęli ambicję. Obiecywane moralne rozterki okazują się być tylko marketingowym chwytem, bo w rzeczywistości bardzo szybko zdobywamy się na jednoznaczną ocenę każdej postaci. Gra byłaby o wiele ciekawsza, gdyby charaktery i postępki mieszkańców parku były odmalowane w subtelniejszych półcieniach, a gracz dysponowałby realnym wyborem pomiędzy ich potępieniem lub odpuszczeniem win. Szkoda, bo potencjał był spory. Dwa możliwe zakończenia gry to trochę za mało żeby uznać grę za prawdziwe emocjonalne wyzwanie, tym bardziej, że decyduje o nich tylko nasza ostatnia decyzja.

"Jam duchem, co zawsze przeczy!
I nie bez słusznej zasady;
Bo wszystkie powstałe rzeczy
Warte są tylko zagłady;"

Akcję śledzimy z perspektywy pierwszej osoby, a poruszamy się po świecie gry skokowo, pomiędzy poszczególnymi punktami "węzłowymi", przy zachowaniu pełnej swobody rozglądania się dookoła. Topografia wesołego miasteczka jest interesująca, a siedziby bohaterów, których postępki przyjdzie nam oceniać, bardzo zróżnicowane i ciekawe. Z jednej strony autorzy postawili na realizm (zaopatrując lokacje w łóżka, toalety itp.), z drugiej - wszystkie wskazówki jakie napotkamy stwarzają wrażenie pozostawionych celowo, czasem w miejscach zupełnie nieprawdopodobnych i niepraktycznych z punktu widzenia mieszkańców. Ten dysonans staje się mniej dokuczliwy jeśli potraktujemy każdą lokację jako pewną metaforę, zagadkę samą w sobie, a nie jako rzeczywiste miejsce zdarzeń. Sceneria w poszczególnych rozdziałach zmienia się w istotny sposób, za każdym razem starając się jak najtrafniej oddać funkcję, mentalność i aspiracje mieszkającego tam "grzesznika". To jeden z ciekawszych aspektów gry - wnętrza są zaprojektowane bardzo ciekawie, stylowo, kameralnie i z pomysłem. W każdym rozdziale obszar działania jest inny i ogranicza się do domu ocenianej postaci oraz jego najbliższej okolicy. Dzięki temu nie będziemy zmuszeni "robić kilometrów" w poszukiwaniu miejsca gdzie możemy akurat coś zdziałać.

Atmosfera gry wionie pustką, ale w przypadku zamkniętego parku zabaw takie poczucie osamotnienia jest jak najbardziej na miejscu. Bohaterów widzimy tylko podczas scenek przerywnikowych, niewielka jednak to strata, bo modele postaci są wprost szkaradne - brzydkie i nienaturalne. Dobrą robotę wykonali za to spece od motion capture, bo w ruchu bohaterowie prezentują się bardzo swobodnie, szczególnie ekspresywny Mefisto.

"Jam częścią części, w której tkwił byt wszelki,
Częścią ciemności, światła rodzicielki,
Tego to światła, które matce nocy
Śmie dziś zaprzeczać dawnych państw i mocy;"

Największym atutem Fausta są przemyślane zagadki o starannie zbalansowanym stopniu trudności - nie są ani ekstremalnie skomplikowane, ani dziecinnie proste, a ich rozwiązanie daje uzasadnione poczucie satysfakcji. Trzeba mieć jednak na uwadze wspomnianą wcześniej metaforyczność przedstawionego świata, bo uzbrojeni w poczucie realizmu niewiele tu zdziałamy. Za pomocą strzępów informacji, wrażeń i emocji będziemy rekonstruować sylwetkę, dążenia i historię każdego z "podsądnych". Pomysł ciekawy, nastrojowy i całkiem zgrabnie zrealizowany. Za każdą z postaci stoją marzenia, bolesne rozczarowania, temperament i uczucia - galeria charakterów z Fausta jest naprawdę interesująca. Dla mniej wprawnych graczy twórcy przewidzieli system podpowiedzi w postaci porad Homunkulusa, którego najpierw musimy sami powołać do życia. Nasz podopieczny z chęcią udzieli nam jednej wskazówki na każdej z plansz, a żeby uzyskać ich więcej będziemy musieli uzyskać odpowiedni wynik w dołączonej do gry zręcznościowej mini-gierce.

Oprawa muzyczna Fausta to majstersztyk, ale zasługa twórców sprowadza się tylko do jej doboru. W zakresie wykonania oddali bowiem pole przede wszystkim starym mistrzom jazzu - usłyszymy tu choćby Marvina Gaye'a, Billiego Holiday'a, Johna Lee Hookera czy Sarah Vaughn. Wszystko to poprzetykane kilkoma nowszymi brzmieniami tworzy wyśmienity i nastrojowy soundtrack, który zresztą możemy sobie swobodnie przesłuchać w menu głównym gry.

Niewiele gorzej prezentuje się dubbing postaci nagrany na potrzeby polskiej wersji. Wprawdzie dla notorycznych graczy głosy postaci drugoplanowych wydadzą się mocno już osłuchane (standardowy u CDP garnitur aktorów), ale udźwiękowienie głównych bohaterów to już kawał dobrej roboty - melancholijny, zamyślony tembr Władysława Kowalskiego idealnie wpisuje się w postać Fausta, Teodor (właściciel parku) w wykonaniu Gustawa Holoubka jest bardzo przekonujący, a Marian Kociniak odgrywa Mefisto ze swadą, humorem i lekkością właściwą dla tego kusiciela. Ułatwiają to zadanie niezłe linie dialogowe, zgrabnie przetłumaczone na polski.

Oceniając Fausta recenzent staje przed bolesnym wyborem: czy oceniać grę na tle innych przygodówek, czy też pod kątem tego, czym stać się mogła. W pierwszym wypadku mamy do czynienia z grą bardzo dobrą - o przejmującej fabule, przemyślanych zagadkach, intrygujących bohaterach i pysznej oprawie graficzno-dźwiękowej. Przyjmując kryterium drugie zauważymy, że potencjał tytułu wykorzystano w niewielkim stopniu, a gra trąci tanim moralizatorstwem i nie pozostawia pola do samodzielnej interpretacji. W rezultacie uznanie miesza się z poczuciem niedosytu. Faust miał zadatki na grę wybitną, a wyszła pozycja zaledwie dobra.

* Przytoczone cytaty pochodzą z "Fausta" Goethego w przekładzie Józefa Paszkowskiego
Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.