Recenzja - Blair Witch Volume I: Rustin Parr
Blair Witch Volume I: Rustin Parr - recenzja
Little Horror, 19 stycznia 2004
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ klimat
+ historia
+ rozgrywka
+ dźwięk
Wady:
- błędy w wyświetlaniu grafiki pod Windows 2000
Krótko:
Jeden z najbardziej klimatycznych survival horrorów na rynku.

Zacząć należy od tego, iż Blair Witch Volume One: Rustin Parr jest jednym z najlepszych survival horrorów na komputery domowe. Mimo, że gra nie jest już nowa, to nadal budzi olbrzymie emocje. Największą zaletą produkcji jest klimat - mroczny i niesamowicie przytłaczający. Ostatnio z prawdziwą przyjemnością powróciłem do świata ożywionej legendy o wiedźmie z Blair i stwierdziłem, że gra niewiele straciła ze swej atrakcyjności. Jeśli znużyły Cię opowieści z miasteczka Silent Hill, a do tej pory nie miałeś styczności z wiedźmą z Blair, gorąco zachęcam do obadania gry.

Rzecz jasna fabuła gry opiera się na historii przedstawionej w kultowym filmie Blair Witch Project. Film opowiada o trójce studentów, którzy w ramach pracy semestralnej postanowili stworzyć dokument filmowy na temat legendy o wiedźmie z Blair. Podczas poszukiwań materiałów, zapuszczają się w dziewicze lasy stanu Maryland i wszelki ślad po nich ginie. Autorzy filmu genialnie przeprowadzili akcję reklamową, sugerując odbiorcom, iż sprawa zaginionych młodych ludzi jest autentyczna, a film zmontowano z zawartości odnalezionych przez policję kaset wideo nagranych przez studentów podczas ich wyprawy. Sama produkcja, nakręcona głównie amatorską kamerą, potęguje to wrażenie, a jest przy tym naprawdę nowatorska i budząca grozę. Efekt taki uzyskano wręczając aktorom jedynie ogólne założenia scenariusza (rozpisanych szczegółowo scen nie było prawie w ogóle) i kamery, które sami mieli obsługiwać (jedna kamera dla studenta-operatora; druga amatorska, upamiętniająca wydarzenia wycieczki) oraz wydając polecenie maszerowania w głąb lasów. Główna ekipa trzymała się poza zasięgiem wzroku i słuchu bohaterów, dodatkowo nie dając im spać i strasząc ich po nocach. Takie kontrowersyjne metody dały naprawdę wstrząsający efekt końcowy.

Powstała na fali popularności hitu część druga, czyli "Księga Cieni" ("Book of Shadows"), niestety nie zdołała dorównać klasie poprzedniczki i jest dużo gorsza. Zrealizowana już w tradycyjnej konwencji, gatunkowo ociera się o takie produkcje Wesa Cravena jak "Krzyk", czyli właściwie jest to horror traktujący o horrorze. Choć film ma kilka naprawdę dobrych momentów, to jednak jako całość jest produkcją przeciętną, w której w dodatku za bardzo przejaskrawiono niektóre motywy, czyniąc ją momentami groteskową.

O ile jednak akcja obydwu filmów dzieje się w czasach nam współczesnych, to legenda o wiedźmie sięga czasów pierwszych osadników amerykańskich. W Volume One, pierwszej części komputerowej trylogii, cofamy się do roku 1941. Do miasteczka Burkitsville (dawnego Blair) przybywa zamieszkały niedaleko stary, zdziwaczały pustelnik Rustin Parr i z ulgą oznajmia - "Skończyłem. ". Policja przeszukuje jego dom i odnajduje w piwnicy zmasakrowane zwłoki zaginionych niedawno dzieci. Wszystko wskazuje na mord rytualny. Parr twierdzi, iż zrobił to wszystko, bo tak kazał mu głos starej kobiety, który odzywał się w jego głowie. Rozwścieczeni mieszkańcy Burkitsville, dokonują właściwie samosądu na Rustinie, choć w papierach sądowych wszystko wygląda tak, jakby odbyło się zgodnie z literą prawa. Jedno z zaginionych dzieci - chłopiec Kyle Brody - przeżył pobyt w domu Rustina. Pustelnik kazał mu stać w kącie piwnicy, podczas gdy sam w tym czasie zajmował się okaleczaniem reszty dzieci. Od tamtej pory Kyle nie odezwał się ani jednym słowem i całkowicie ignoruje wszelkie bodźce zewnętrzne.

W tym momencie fabuła zazębia się z inną grą o tytule Nocturne (trylogia Blair Witch chodzi na jej enginie). Jak pamiętamy (albo i nie) historia Nocturne'a opowiada o zajmującej się paranormalnymi sprawami organizacji "Spookhouse", oraz noleżącym do niej, tajemniczym człowieku bez przeszłości, o mianie Stranger. Posiada on olbrzymią wiedzę na temat zjawisk uważanych powszechnie za wymysły lub bajki. W Blair Witch Volume One wcielamy się w innego członka "Spookhouse" - panią doktor Elspeth Holiday. To właśnie ona otrzymuje zadanie zbadania sprawy Rustina Parra. Właściwa gra zaczyna się tuż po jej przybyciu do miasteczka Burkitsville (wcześniej jednak aktywnie uczestniczymy w odprawie i treningu).

Sama gra, jak większość survival horrorów, jest połączeniem dwóch rodzajów rozgrywki. Pierwsza to część przygodowo - detektywistyczna, gdzie rozmawiając z mieszkańcami Burkitsville zbieramy kolejne tropy w sprawie Rustina Parra. Zaś druga, to jak przystało na ten gatunek - walka. Autorzy bardzo zręcznie połączyli je w jedną całość, tworząc naprawdę niepowtarzalną grę. Nie wrzucają oni gracza od razu pomiędzy hordy potworów - historia rozwija się powoli i sensownie, a stwory z piekła rodem pojawiają się dopiero po dłuższej rozgrywce. Aby jednak gracze lubiący akcję za szybko się nie znudzili, wprowadzono tu tak genialne posunięcia, jak np. walkę z przemienionymi w demony mieszkańcami miasteczka, która ma miejsce już pierwszej nocy po przybyciu. Jak to pogodzić z fabułą? Otóż po akcji okazuje się, że Elspeth... budzi się zlana zimnym potem. Należy zaznaczyć, iż sen nie jest bezsensowną wyrzynką - doktor Holiday poznaje w nim ważne szczegóły dotyczące sprawy, a także słabo zaowoalowaną przepowiednię (groźbę?), iż wszystko zakończy się jej śmiercią. Sen w sposób powodujący ciarki przeplata się z rzeczywistością. Podobnych zagrań (czasami wręcz klasycznych technik straszenia) w grze jest wiele i za każdym razem zaskakują nas czymś nowym.

Grafika w grze, choć nie najnowsza, nadal staje na wysokości zadania. Lokacje są narysowane naprawdę ładnie, zaś genialna gra światła i cieni silnika Nocturne pozwala zamienić ulicę, która w dzień wygląda całkiem zwyczajnie (choć w miasteczku bez przerwy wyczuwa się wiszącą nad nim napiętą atmosferę), w scenerię mrożącą krew w żyłach w nocy. Efekt latarki zastosowany w grze, nadal nie ma wielu konkurentów. Postacie i inne obiekty trójwymiarowe rzecz jasna odstają od dzisiejszego poziomu, ale przyczepić się za bardzo nie ma czego (no dobra, może tych nieco "pływających" tekstury na obiektach).

Dźwięk odgrywa olbrzymią rolę w grze, więc wielce rekomendowane jest, aby używać zestawu z subwooferem lub, jeśli domownicy się buntują, dobrych słuchawek. Gra przy dobrze podkręconym dźwięku jest naprawdę wspaniała - jeśli dodatkowo grasz w nocy, przy zgaszonych światłach, naprawdę trudno jest utrzymać nerwy na wodzy. Momentami napięcie staje się wręcz nie do wytrzymania. Sam kilkakrotnie byłem zmuszony do przerwania rozgrywki, aby uspokoić skołatane serce (choć grałem już chyba trzeci raz z kolei i mniej więcej pamiętałem, gdzie i czego się spodziewać). Ta gra to 110% adrenaliny, gdzie akcja, choć spełnia ważną rolę, wcale nie jest najważniejsza.

Blair Witch Volume One: Rustin Parr to naprawdę wyjątkowy komputerowy horror. Nie dość, że traktuje o sprawach przedstawionych w filmie, który zdobył miliony fanów na całym świecie, to jeszcze robi to w sposób absolutnie niesamowity. Niestety, jest to też jedyna część komputerowej trylogii Blair Witch, która stoi na tak wysokim poziomie. Część druga - Legenda Coffin Rock i trzecia - Historia Elly Kedwards, to produkcje o klasę niższe.

Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.