Recenzja - Myst III: Exile
Myst III: Exile - recenzja
Virgo, 6 maja 2006
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ zagadki
+ fabuła
+ oprawa
Wady:
- zbyt szybko się kończy
- nieco sztucznie wyglądające (bo nagrywane w blueboxie) sceny z żywymi aktorami
Krótko:
Godny następca Rivena.

Stałem urzeczony opierając się o balustradę i obserwując roztaczający się przede mną półpustynny krajobraz. I chociaż po niebie nie przetaczała się ani jedna chmura, a wszystko pozostawało w nienaturalnym bezruchu, to nie mogłem oderwać oczu. Do czasu, aż z moich rozmyślań nie wyrwała mnie żona mego gospodarza - Catherine. Trzymając na rękach ich córeczkę skierowała mnie do pracowni swojego męża. I chociaż nie zastałem w niej Atrusa to pozwoliłem sobie na obejrzenie pracowni jednego z największych mężów swej epoki. Kiedy mój gospodarz w końcu się pojawił trzymał w dłoniach prezent dla mnie - swój pamiętnik. Gdy już miałem go odebrać przerwało nam pojawienie się kogoś trzeciego - oberwańca w łachmanach. Spowodował mały pożar i zniknął zabierając ze sobą nowe dzieło Artrusa. Nie namyślając się wiele ruszyłem za nim, co zapoczątkowało moją przygodę w trzeciej odsłonie serii Myst.

Zanim jednak udało mi się powrócić wraz z księgą do domu Artrusa przyszło mi zmierzyć się z zadaniami, jakie w dawnych czasach stworzył on dla swoich synów - Sirusa i Achenara. Owe światy treningowe (w sumie cztery) nie licząc spajającego je J'nanin ilustrują wiedze na temat tworzenia epok, jaką chciał swoim synom przekazać Artrus. A co za tym idzie wyzwania jakie przed nami stawiają są kompletnie inne. I tak o ile w Amaterii nasze wysiłki będą skierowane na modyfikowaniu trasy, po jakiej pędzi szklana kula, to w Voltaic już przyjdzie nam wytworzyć energie i rozprowadzić ją po całej wyspie. Edanna zaś to świat, w którym należy pomóc siłom natury powrócić do równowagi zachwianej działaniami złodzieja. W grze prawie nie ma zagadek charakteryzujących klasyczne przygodówki - zabierz łom i pięć lokacji dalej użyj go na drzwiach. Korzystamy tylko z tego co akurat mamy pod ręką, a sam inwentarz jest mocno okrojony - w szczytowym momencie znajduje się w nim siedem przedmiotów.

Dodatkowo naszym pośrednim celem jest poznanie motywów, jakimi kierował się Saavedro planując zemstę na Atrusie. Poznajemy je znajdując porozrzucane po wszystkich epokach fragmenty jego pamiętnika, namalowane na ścianach freski oraz oglądając pozostawione przez niego nagrania. Wszystko to przybliża nas do konfrontacji ze złodziejem w jego macierzystym świecie.

Grafika jest niezwykle mocną stroną gry. I chociaż z niewielkimi wyjątkami jest całkowicie statyczna (nawet chmury nie przesuwają się po nieboskłonie) to robi naprawdę ogromne wrażenie. Pod tym względem zdecydowanie przoduje Edanna. Olbrzymie rośliny, kolorowe olbrzymie kwiaty, gigantyczne rośliny pełniące role ruchomych schodów, wszystko to zaś otoczone bezmiarem wód oceanu. Jak żywo przypomina to wyspy, o których marzyło się za dziecięcych lat. Najmniej zaś podobał mi się Voltaic - przypominający kopalnie odkrywkową świat, gdzie wszystko jest bure i pustynne. Na szczęście autorzy postarali się też o elementy wprowadzające nieco ruchu w statyczny, otaczający świat. Są to przede wszystkim zwierzęta jak i działające maszyny (Amateria niestety elementów ruchomych nie posiada).

Ruch wprowadzają także postacie, jednak tych akurat jest niewiele - zaledwie trzy (cztery jeśli wliczyć córkę Atrusa - Yeeshe). W przeciwieństwie do zwierząt są to żywi aktorzy, którzy ze swojej roli wywiązali się doskonale. Czy może raczej powinienem napisać wywiązał się, gdyż głównie mamy okazje obserwować Saavedro. Intonacja głosu, gra ciałem, okazywanie emocji - wszystko to w przypadku tej postaci jest oddane w sposób naturalny, bez cienia fałszu. Mówię oczywiście o wersji angielskiej. Niestety polscy lektorzy nie potrafili się wczuć w sytuacje bohaterów, nie mówiąc już o tym, iż głosy moim zdaniem zostały kiepsko dobrane (zwłaszcza głos Saavedro). Dlatego bez żalu skorzystałem z możliwości jaką zaoferował polski dystrybutor gry i włączyłem sobie lokalizację kinową (możliwe jest także granie w wersje angielską bez napisów). Nawiasem mówiąc odgrywanie postaci przez aktorów ma pewną wadę - ich przeniesienie do świata gry nie jest perfekcyjne i widać dość wyraźnie, iż są oni tylko nałożeni na tła. Nie jest to co prawda wielka wada, ale jednak.

A skoro już jestem przy sferze fonetycznej - muzyka powala. Już dźwięki intra pozytywnie mnie zaskoczyły pieszcząc moje uszy muzyką chóralną. Potem było, jeśli nie lepiej, to na bardzo podobnym poziomie. Każda epoka ma swoją ścieżkę dźwiękową, idealnie dopasowaną do świata (nieco przyciężkawa w przypadku Voltaic, a zwiewna i lekka w przypadku Edanny). Dodatkowo w opcjach gry można samemu ustalić jak często muzyka ma pojawiać się w grze, jednak nic nie stoi na przeszkodzie, aby ustawić na jak najczęstsze - muzyka nawet po wielokrotnych przesłuchaniu się nie nudzi. Dodatkowo w katalogu z grą można ją znaleźć w formacie mp3, więc nic nie stoi na przeszkodzie, aby nawet po zakończeniu gry móc się nią rozkoszować. Podobnie sprawa ma się z efektami dźwiękowymi. Zrobione są bardzo profesjonalnie.

Myst III: Exile co prawda nie jest nie pozbawiony wad (największą z nich jest moim zdaniem jego długość), jednak nie zmienia to faktu, iż po grę naprawdę warto sięgnąć. Poziom zagadek nie jest ani wyśrubowany, ani żenująco łatwy jak w innych przygodówkach z perspektywą w pierwszej osobie (odpowiednio np. Schizm II i Pompei), więc zwolennicy klasycznych przygodówek nie muszą się obawiać, iż bez solucji sobie nie poradzą. Naprawdę warto zainteresować się, jeśli nie całą serią, to chociaż tą grą. Naturalnie fanów Mysta przekonywać nie muszę. Oni przecież już dawno "trójkę" skończyli.

Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.