Mini recenzje - Black Island
Black Island - mini recenzja
 Elum, 19 października 2020
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zagubiony bohater w niejasnych okolicznościach ląduje na niewielkiej wyspie. Położonej, najprawdopodobniej, gdzieś w północnych rejonach morza Bałtyckiego. Możliwe, że niedaleko Helsinek. Wyspa nie jest bezludna, ale wydaje się wyludniona. Tak jakby wszyscy tubylcy z dnia na dzień zniknęli. Niestety, nasz bohater nie potrafi wyłowić z odmętów pamięci żadnych głębszych, bardziej konkretnych szczegółów. Nie pamięta nawet, dlaczego rozbił tu swój nieduży namiot. Najwidoczniej zapadł na tradycyjną, przygodówkową amnezję.

O ile wstęp do Black Island przedstawia się cokolwiek enigmatycznie, o tyle nie ma najmniejszych wątpliwości, do jakiego gatunku gier ją zaliczyć. Już na ekranie tytułowym autorzy przypominają, że oto zaczyna się "a classic adventure game". I jest to najszczersza prawda. Nieczęsto trafia się współczesna przygodówka tak bardzo w stylu wczesnych klonów Mysta, tych działających pod Windowsem 3.1. Spacerujemy więc pomiędzy rozmytymi ujęciami, jakby rysowanymi z myślą o rozdzielczości 640x400 w 256 kolorach. I przeczesujemy praktycznie pozbawiony animacji ekran równie statycznym kursorem. O tym, czy trafiliśmy w aktywny punkt zdradza dopiero kliknięcie, tj. następująca po nim reakcja bohatera. Ruch pojawia się w nieinteraktywnych sekwencjach filmowych, których jest jednak zaledwie kilka. Nieliczne, monotonne zagadki i łamigłówki polegają przede wszystkim na otwieraniu kolejnych kłódek i zamków.

Wspominałem już, że Black Island jest króciutka? Bez pośpiechu da się ją skończyć w godzinę. Naturalnie według pierwotnych, optymistycznych planów autorów dostępna wersja miała być prologiem dłuższej przygody. Nie wyszło. Przy czym nie jest to niewybaczalny minus, bo gra w swojej przymusowej postaci krótkometrażowej właściwie nie sprawia wrażenia niedokończonej. To po prostu jedna z tych historii, które bez względu na długość pozostawią po sobie głównie pytania i niedokończone wątki. Zresztą, takiej przygodówki nie przechodzi się przecież dla treści, tylko dla atmosfery. Tego specyficznego, północnoeuropejskiego klimatu.

PS. Od niedawna PeCetowa wersja gry jest oficjalnie darmowa, więc stracić na niej można już jedynie czas.

Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.