Wrażenia - The Curse of Monkey Island
www.gry-online.pl - wortal rozrywkowy
The Curse of Monkey Island

AEGNOR


Długo wyczekiwana trzecia część Małpiej Wyspy to comeback w najlepszym stylu. Już na poczatku kapelusze same opuszczają głowy, gdy widzimy jak zgrabnie autorzy wykaraskali się z niefortunnego (z punktu widzenia kontynuacji) zakończenia części drugiej. Oprawa graficzna uległa bardzo istotnej przebudowie, dzięki której nawet dziś gra prezentuje się wybornie i przyćmiewa pod tym względem wszystkie pozostałe odsłony cyklu. Warstwa muzyczna nie pozostaje dłużna, wzbogacona jest zresztą o głosy postaci najwyższej próby. "Klątwa..." wyraźnie wraca do korzeni i utrzymana jest bardziej w duchu "jedynki" niż części drugiej. Twórcy odeszli od zaserwowanego nam poprzednio "męskiego" wizerunku Guybrusha i w The Curse of Monkey Island nasz bohater znowu wygląda jak ciamajdowaty pokładowy majtek. Po chwilowej nieobecności wraca też szermierka słowna, jeden z najfajnieszych patentów cyklu. Poza tym oczywiście starzy, dobrzy znajomi, trochę nowych twarzy (Murray!), szalone przygody, zwariowane pomysły, ocean humoru i masa dobrej zabawy. Po prostu: klasyka, evergreen, kanon przygodówek. Trzeba zagrać.

ELUM


Monkey Island 3 praktycznie od pierwszych chwil atakuje gracza absolutnie perfekcyjną oprawą audio-wizualną. W połączeniu z wyśmienitymi dialogami (kultowi bohaterowie serii wreszcie zaczęli mówić), zagadkami na najwyższym poziomie i intuicyjnym interfejsem, daje to mieszankę co najmniej wybuchową. Szkoda tylko, że Guybrush w tym "odcinku" serii jakoś tak dziwnie wychudł i zmizerniał. To pewnie tęsknota za Elaine tak wyniszczyła mu organizm.

VIRGO


Kiedy pierwszy raz zobaczyłem screeny z CoMI wiedziałem, że prędzej czy później w tą grę zagram. Minęło siedem lat zanim zdobyłem mój egzemplarz, ale gra ani trochę się przez ten czas nie zestarzała. Aż nie chce się uwierzyć, iż grafika powstała pod koniec lat '90, nawet dzisiaj potrafi zachwycić. Mnie, przyznam się, najbardziej urzekło (także w owym '98 roku) karaibskie, nieco zasnute charakterystycznymi, ślimakowatymi chmurami niebo. Upływające lata obeszły się także łaskawie z humorem zawartym w CoMI - nadal cięty niczym ostrze pirackiego rapiera potrafi największego ponuraka zmusić do grymasu na twarzy. A jak fajnie po kilku piwach śpiewać wraz z załogą Guybrusha! Polecam każdemu, nawet jeśli nie jest się fanem Karaoke (a ja nim z pewnością nie jestem).

Niestety nawet w tej beczce miodu musiało się trafić nieco dziegciu. Nie ma co ukrywać, że niemal wszystkie elementy CoMI to kopiowanie pomysłów z poprzednich dwóch części gry. Jeśli jednak ktoś od niej zaczął swoje przygody z Małpią Wyspą (jak wyżej podpisany) nawet nie będzie sobie z tego zdawał sprawy. Będzie się za to wybornie bawił próbując rozwiązać kolejny zakręcony jak faworki w karnawale problem który los postawił przed Guybrushem.

Copyright (c) Michał Czajkowski. Wszelkie prawa zastrzeżone.