Mini recenzje - The Moment of Silence
The Moment of Silence

The Moment of Silence to gra o czekaniu. Można nawet dojść do przekonania, że trafniejszy byłby tytuł "Eternity of Waiting". Czekamy tu na wszystko i na wszystkich: aż bohater przedrepta całą przecznicę, aż gospodarz podejdzie do drzwi i nam otworzy, aż winda dowlecze się z parteru na 23 piętro, aż jedzenie w mikrofalówce będzie gotowe, aż rozmówca przestanie ględzić itd. Może to i znamię realizmu, ale kiedy na windę czekamy po raz trzydziesty w ciągu gry, to mamy ochotę pobiec schodami. Gra jest ślamazarna, przegadana, obfituje w niepotrzebne dłużyzny, a momentami po prostu nudzi. A to bardzo skutecznie zabija klimat rozgrywki. Wielka szkoda, bo fabuła w ogólnym zamyśle jest niegłupia (choć na polu realizacji już tak różowo nie jest), a oprawa graficzna i muzyczna robią bardzo dobre wrażenie. Niestety, marne zagadki, dziurawy scenariusz, nijaki bohater, sporo technicznych wpadek i masa niepotrzebnych dialogów sytuują The Moment of Silence w gronie przygodówkowych średniaków.

Aegnor

Na początku The Moment of Silence jesteśmy świadkami mocnego uderzenia, jednak później tempo akcji zwalnia, by na koniec przyspieszyć. Historia przedstawiona w grze może zdarzyć się naprawdę, co jest jej niewątpliwym plusem. Obrazuje realne zagrożenia nadmiernym wykorzystaniem środków komunikacji nie do tych celów, do jakich zostały wynalezione. Nie ma w niej zbytniego moralizatorstwa, a autorzy ograniczyli się jedynie do przedstawienia, czasami przejaskrawionego, obrazu przyszłości. Twórcy zafundowali graczom parę zaskakujących pomysłów na rozwój akcji, ale nie ma spektakularnych zwrotów wydarzeń. Niestety, nie ustrzeżono się przed nielogicznościami fabuły. Wygląda to tak, jakby z gry wycięto pewne fragmenty i zapomniano załatać po nich dziury.

Grafika otoczenia stoi na dość wysokim poziomie. Obserwujemy duże zróżnicowanie poszczególnych lokacji, dopracowanie szczegółów takich jak odbicia w kałuży, w lustrze. Cóż z tego, skoro ładne lokacje są do bólu statyczne. Cały czas widzimy te same postacie stojące w tych samych miejscach i powtarzające te same ruchy. Innym mankamentem jest animacja ruchu. O ile sposób poruszania się głównego bohatera, można jeszcze jakoś przetrawić. To już animacja biegu pewnej pani, którą przyjdzie graczowi kontrolować przez niewielki fragment gry, może spowodować zejście... ze śmiechu obserwującego ją gracza. Niestandardowe ruchy bohatera, jak np. położenie magnetowidu na stoliku lub bieg po schodach, rażą sztucznością i na pewno do udanych nie należą.

Niedopracowana animacja nie przeszkadza w grze, czego nie można powiedzieć o pracy kamery. Nierzadkie są problemy przy znalezieniu miejsca na ekranie, gdzie kliknięcie odniesie jakiś skutek i kierowana przez nas postać przejdzie do innego miejsca, skąd kamera zobaczy interesujący gracza przedmiot lub lokację. Często zdarza się, że bohater podąża w przeciwnym kierunku, niż tego oczekiwaliśmy i dopiero po ominięciu jakiejś niewidzialnej przeszkody kieruje się tam, gdzie chcieliśmy. Gdy dorzucimy do tego długi czas potrzebny na wczytanie się kolejnej lokacji oraz brak możliwości przerwania przydługawych fragmentów gry, będziemy mieli pełen obraz technicznych niedoróbek, które mogą spowodować, że mniej cierpliwi gracze stracą resztki cierpliwości.

W grze, w której jest całe mnóstwo dialogów, skądinąd nieźle napisanych, powinien być dopracowany system dialogów. Powinien, ale - w The Moment of Silence - nie jest. Wybrane opcje dialogowe pozostają widoczne i można je, w nieskończoność, powtarzać. Powoduje to zwiększenie sztuczności prowadzonych rozmów, a dodatkowo konieczność żmudnego "wklikiwania" się w raz poruszone tematy. Opcje wykorzystanych dialogów niewiele różnią się od niewykorzystanych (ledwo widoczna różnica w odcieniu). Utrudnia to orientację, o czym z danym rozmówcą już rozmawialiśmy, a o czym nie. O wiele lepszym rozwiązaniem byłoby zaimplementowanie prostego notatnika, w którym gra automatycznie wpisywałyby treści przeprowadzonych rozmów.

Większość zagadek polega na odpowiednim użyciu przedmiotów, bądź na odnalezieniu odpowiedniej osoby i zadaniu jej konkretnego pytania. W całej grze spotkamy się tylko z jednym prawdziwym wyzwaniem dla szarych komórek (i nóg bohatera).

Największym atutem The Moment of Silence jest scenariusz. Historia przedstawiona w grze ma kilka niedoskonałości, ale jest zgrabnie opowiedziana i niezmiernie wciągająca. Przyjemność z gry skutecznie niszczą niedopracowany system point&click, interface dialogowy, a także inne niedociągnięcia techniczne. Za to należy obniżyć ocenę przynajmniej o jedną gwiazdkę.

Jackowsky

Granie w ten tytuł to istna katorga. Ustawienia kamery po wielokroć uniemożliwiają kliknięcie w punkt docelowy, co w połączeniu z faktem, że bohater porusza się po z góry ustalonych, sztywnych ścieżkach, sprawia, iż marnujemy mnóstwo czasu na próbę przemieszczenia się po wyjątkowo źle zaprojektowanych lokacjach. Często nie wiadomo, gdzie można w ogóle przejść - myślimy, że nie da się wyjść za daną planszę, ale okazuje się, że po prostu nie klikamy w odpowiedni piksel (często jest to sama krawędź ekranu, niemal wchodzenie w menu ekwipunku). Innym razem wydaje się, że możemy przejść, ale bohater zatrzymuje się uparcie w jednym punkcie i nie daje się ruszyć z miejsca. Po wielokroć dziwnie reaguje on na klikanie, obracając się w miejscu lub zaczynając biec w inną stronę. Jest to szczególnie uciążliwe, zważywszy na fakt, że w tej grze trzeba się sporo nabiegać.

Rozgrywka sprowadza się do prowadzenia nudnych, rozwlekłych dialogów i dostarczaniu postaciom przedmiotów, których potrzebują, co właśnie zmusza nas do ustawicznego i powolnego biegania w kółko po nadzwyczaj nieciekawych miejscówkach. Monotonia ta urozmaicona jest rzadkimi i niezbyt zajmującymi zagadkami (problem w tym, że część rozwiążemy przypadkiem - np. wysłanie pracownicy lotniska do przepędzenia bezdomnych, co stanie się automatycznie, gdy tylko gracz spróbuje zbadać okno), do innych nie mamy żadnych wskazówek (nie wiadomo na ten przykład, dlaczego nie możemy kupić biletu na lotnisku). Gry nie ratuje ślamazarnie prowadzona, niezbyt zajmująca fabuła, a scenariusz nie obronił się przed absurdami. Jednym słowem - nic godnego uwagi.

Kamiko

Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.