Mini recenzje - Fahrenheit
www.gry-online.pl - wortal rozrywkowy


Fahrenheit

Fahrenheit przez pierwsze godziny nie pozwala się oderwać od monitora - przemyślana intryga, ciekawe sylwetki bohaterów, doskonale budowane napięcie, fenomenalna praca kamery (a raczej kamer), nowatorski interfejs, znakomita animacja i wyborny soundtrack sprawiają, że gracz podświadomie przebudowuje sobie top-listę ulubionych tytułów. Niestety, im dalej w grę, tym frajdy coraz mniej. Wyczynowe bębnienie po klawiszach szybko zaczyna męczyć, a wyczekiwanie na pojawiające się znienacka "magiczne kółeczka" odwraca uwagę od tego, co na ekranie i nie pozwala w pełni cieszyć się grą. Na domiar złego znakomita początkowo atmosfera gry zaczyna się stopniowo ulatniać, a fabuła z pozycji rasowego kryminału dryfuje coraz bardziej w mętny i banalny pseudo-mistycyzm. W rezultacie gracz, mimo sporego niedosytu, odczuwa ulgę pod koniec gry - gdyby była dłuższa, spadek jakości byłby pewnie dotkliwszy. A tak zostaje bardzo solidna i zapadająca w pamięć pozycja, której po prostu nie wypada pominąć w swojej przygodzie z komputerową rozrywką.

Aegnor

Fahrenheit jest przede wszystkim opowieścią. Fabularne zagajenie Indigo Prophecy owszem może pociągać, sprawiając wrażenie, że opowieść zmierza w kierunku psychologicznego thrillera. Jednak rozwiewając tajemnicę wpadamy w standardowe fantastyczno-okultystyczno-spiskowe mumbo jumbo, miejscami zgrabniejsze, miejscami mniej zgrabne, ale tak czy inaczej ograne już do cna. Porywać z pewnością nie porywa.

W Fahrenheita zagrać warto dla jego filmowej realizacji. Kamera pracuje w iście filmowy sposób, prezentując obraz (nawet jednocześnie) z różnych ujęć, operując zwolnieniem... Można poczuć się miejscami jak na projekcji kina akcji. Całości dopełnia świetna gra aktorska i dialogi oraz doskonała, zróżnicowana muzyka. Warto też spojrzeć na próbę wprowadzenia przez twórców do świata gier nietypowych rozwiązań, w szczególności w zakresie interfejsu.

Brakuje jednak Indigo Prophecy przede wszystkim interaktywności o przygodówkowej proweniencji (zwłaszcza jeśli chcieć ją zaliczać do przygodówek, czemu się generalnie sprzeciwiam). Trafiłem może na sześć momentów, które można by nazwać zagadkami, przy czym stopień ich skomplikowania był żaden. A przez trzy czwarte gry wyciskałem na klawiaturze wymyślne sekwencje z ośmiu klawiszy, względnie waliłem naprzemian w dwa, niczym przy stareńkich grach sportowych. Nie było to, na dłuższą metę, ani przyjemne, ani ciekawe, ani specjalnie interaktywne. I dlaczego - u licha - każdą opcję dialogową (jednowyrazowe hasło) musiałem wybrać w ciągu kilku(nastu) sekund, bo jeśli nie, to gra podjęłaby decyzję za mnie? A instrukcja radzi: najlepiej nic nie wybieraj, czekaj aż gra sama zaprezentuje ci dialog!?

Dla fanów filmów interaktywnych z elementami zręcznościowymi - w sam raz. Przygodówkowicze - czujcie się ostrzeżeni.

Davero

Copyright (c) Michał Czajkowski. Wszelkie prawa zastrzeżone.