Mini recenzje - King's Quest II: Romancing the Throne
King's Quest II: Romancing the Throne - mini recenzja
 Reptil3, 2006
       [zobacz jak oceniamy gry]

Jak zapewne niektórzy z was pamiętają (czy to z recenzji, czy po przejściu gry samodzielnie), pierwsza część King's Questa zakończyła się nagłym zejściem z tego świata starego króla Edwarda i wstąpieniem na tron Sir Grahama (w którego przyszło nam się wcielić). Wraz z nowym królem i odzyskaniem czarodziejskich przedmiotów, królestwo Daventry zaczęło odbudowywać się z ruiny. Brakowało tylko jednego - następcy tronu.

Król Graham zdawał sobie z tego sprawę i postanowił się ożenić. Niestety, żadna z kandydatek nie przypadła monarsze do gustu, dopóki nie zobaczył Jej (w magicznym lustrze). Okazało się, że rzeczoną pięknością jest księżniczka Valanice z królestwa Kolyma, która została (na złość graczowi ma się rozumieć) uwięziona w pilnie strzeżonej komnacie Szklanej Góry. Pora więc zdjąć z kołka podróżny kapelusz i po raz kolejny wyprawić się w daleką podróż, tym razem w poszukiwaniu miłości

Jak więc widać, fabuła niezbyt odbiega od tego, czego możemy spodziewać się po kolejnym tytule z tej serii. Filozofia tworzenia gier przygodowych (jeszcze wtedy szumnie nazywanych 3-D Adventure) Sierry, nic ale to nic się nie zmieniła. Nadal, niestety, jesteśmy skazani na błądzenie po wyspie Kolyma w poszukiwaniu przedmiotów i miejsc, gdzie te przedmioty możemy użyć. A że teren jest większy niż w części pierwszej, czeka nas żmudna praca. Na szczęście, niektóre przedmioty od razu rzucają się w oczy, podobnie jak sposób ich wykorzystania.

Po raz kolejny Roberta Williams wykorzystała bajki i podania ludowe do zaludnienia okolicy. I tak, w tej części znów spotkamy czarownicę (która oczywiście chce nas zjeść), oddamy przysługę Neptunowi, spotkamy Czerwonego Kapturka (wraz z Babcią i Wilkiem) a nawet zmierzymy się z hrabią Drakulą. Niestety, podobnie jak w części pierwszej, nie wszystkie zapożyczenia są oczywiste (przynajmniej dla mnie nie były), przez co trudno mówić o przejrzystych zagadkach. No bo kto się domyśli, np. że duchy przegania się zażywając magiczną kostkę cukru (sic!). Na szczęście, logiczność zagadek w drugiej części jest chyba trochę większa.

Niestety, nadal nie zrezygnowano z durnych elementów zręcznościowych - tu na szczęście nie trzeba uciekać przed żadnym trollem. Ba, jak się ma szczęście to nie trzeba uciekać przed nikim (a jest do uciekania Czarodziej, Wiedźma, Wilk i Skrzat). Niestety zwiększono ilość pochyłych powierzchni po których musimy tak iść, żeby nie spaść, co jest niezwykle irytujące. Ale generalnie jakby mniej razy ginąłem w tej części, może dlatego że byłem ostrożniejszy?

Podłoże przygodowe, czyli fabuła i interakcja z innym postaciami są bliskie zeru. W grze możemy porozmawiać z dwoma osobami (to porozmawiać to i tak na wyrost, bo rozmowa ograniczy się jedynie do odpowiedzi na pytanie o imię). Fabuły też nie ma jako takiej, nic nas nie pcha do przodu, po prostu szukamy kolejnych kluczy, które posłużą do otworzenia kolejnych magicznych drzwi.

King's Quest II: Romancing the Throne nadal wykorzystuje silnik AGI, choć w porównaniu do części pierwszej wprowadzono niewielkie zmiany. Grafika co prawda nie uległa znaczącej poprawie, ale na niektórych planszach dodano animowane elementy i tak możemy obserwować jak woda rozbryzguje się o skałę na plaży. Dziś to oczywiście nie robi większego wrażenia, ale w 1985 roku to było coś!

Muzyka w wykonaniu PC Speakera, jest tak samo drętwa jak w części pierwszej (i uprzedzając - tak samo jak w trzeciej). Na szczęście magicznym przyciskiem F2 można ją wyłączyć. Bardzo dobrze, że poprawiono wreszcie szybkość działania gry. Wreszcie można ustawić jakąś sensowną prędkość, żeby nie zasnąć nad klawiaturą, ani nie przekraczać bariery dźwięku.

Mimo, że gra jest zauważalnie lepsza niż Quest for the Crown, to podobnie jak część pierwsza, ta pozycja też głównie jest przeznaczona dla absolutnych fanatyków Questów, oraz osób, które w grach wolą walory historyczne, niż rozrywkowe.



Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.