Mini recenzje - One Eyed Kutkh
One Eyed Kutkh - mini recenzja
 Elum, 15 lutego 2021
       [zobacz jak oceniamy gry]

Jednooki, na oko różowy kosmonauta rozbija się na obcej planecie. Choć sam nie odnosi rzucających się w oko obrażeń, jego bordowy (?) wehikuł ulega poważnym uszkodzeniom. Dalsza podróż stanęła pod znakiem zapytania? Nic z tych rzeczy. Dla kogoś, kto w przestrzeni kosmicznej czuje się jak ryba w wodzie, naprawa statku kosmicznego na obcej planecie to przecież drobiazg. Jednooki rozwiąże ten problem w okamgnieniu.

One Eyed Kutkh czerpie inspirację z mitów i folkloru tzw. dalekiej północy. Kosmiczne lokacje niezidentyfikowanej planety kojarzą się więc z syberyjską tundrą, a postacie wchodzące w bliższe kontakty z jednookim do złudzenia przypominają opatulonych w ciepłe skafandry Eskimosów. Szkoda, że mroźna, podbiegunowa aura to jedyny element gry, o którym chce się pisać w ciepłych słowach. One Eyed Kutkh jest przede wszystkim banalnie łatwa, liniowa i... nieszczególnie wciągająca. Można odnieść wrażenie, że powierzchowna treść była tu tylko pretekstem, by pochwalić się paroma ładnymi obrazkami. Co gorsza, na wypadek, gdyby gracz nie zdążył się im dokładnie przyjrzeć, wszystko dzieje się w jednostajnym, zwolnionym tempie. Myślę, że nawet Żwirko-Muchomorek z Samorosta po kwadransie straciłby do Kutkha cierpliwość.


Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.