Recenzja - Bone: Wygnaniec z Kosteczkowa
Bone: Wygnaniec z Kosteczkowa - recenzja
Reptil3, 2 czerwca 2006
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ przyjemna oprawa
+ ciekawi bohaterowe
+ bajkowy klimat
Wady:
- zbyt łatwa
- zbyt krótka
- rejestracja online
Krótko:
Czy ta podróbka duszka Kacpra może zadowolić przygodowych wymiataczy?

Podejrzewam, że w naszym zacofanym pod względem komiksowym kraju, raczej nikt z czytających, te słowa również, nie miał okazji zapoznania się z przygodami "duszka" o imieniu Fone Bone i jego kuzynów. Ale może zacznijmy od początku.

Bone: Out from Boneville jest pierwszą częścią (z ilu ciężko przewidzieć, chociaż seria komiksowa składa się jak dotąd z siedmiu zeszytów) premierowej gry przygodowej TellTale Games, firmy w skład której wchodzą również byli pracownicy LucasArts. Od pierwszego uruchomienia poczułem uczucie deja vu. Po prostu gra potwornie przypominała mi serię Junior Adventure nieistniejącej już, niestety, firmy Humongous Entertainment (tych od Putt-Putta i spółki). Nie jest to oczywiście tragedia, bo Humongous ma na swoim koncie naprawdę genialne gry przygodowe dla najmłodszych (w końcu stał za nimi Ron Gilbert).

No ale właśnie. Osoby, które nie zaczynają dopiero swojej przygody z grami przygodowymi mogą poczuć się rozczarowane dość niskim poziomem trudności. Tak naprawdę to tylko raz podczas gry zatrzymałem się na chwilę, żeby pomyśleć co dalej zrobić i bliżej przyjrzeć się otoczeniu w poszukiwaniu hotspotów. Ale nawet, jeżeli komuś zdarzy się zaciąć na amen, developerzy byli tak mili i zaimplementowali w Bone kilkustopniowy system pomocy.

Bardzo mile zaskoczył mnie fakt, że dialogi są w grze naprawdę świetnie napisane. Nie wiem czy to zasługa dobrego pierwowzoru, czy developerów, ale odwalono tu kawał dobrej roboty. Co ważniejsze, niektóre zagadki są bezpośrednio związane z odpowiednim prowadzeniem dialogu (niezbyt często ostatnio spotykane rozwiązanie). W pewnym momencie gry musimy na przykład opowiedzieć odpowiednio fajną, bądź straszną bajkę trzem szkrabom.

Na szczęście cała otoczka, czyli bohaterowie i opowiadana historyjka są całkiem, całkiem. W telegraficznym skrócie - trójka kuzynów Bone zostaje wygnana z Boneville (w zasadzie to zostaje wygnany jeden z kuzynów, a dwaj jakoś tak z nim wyruszają). Grę zaczynamy w momencie, kiedy bohaterowie stwierdzają, że się zgubili. Niedługo później zostają rozdzieleni, a naszym zadaniem jest odnalezienie pozostałej dwójki. Niestety, z uwagi na to że gra jest tylko częścią większej opowieści, nie należy się spodziewać zbyt częstych zwrotów akcji. Tak naprawdę, to nic się tu nie dzieje. Ot taki sobie spacerek po lesie. Jedynie końcówka gry pozwala mieć nadzieję, że w kolejnych odsłonach pod tym względem będzie już tylko lepiej.

Grafika Out from Boneville nie jest jakoś specjalnie nowoczesna i szczegółowa. Powiedziałbym, że raczej mieści się w niskich stanach strefy średniej. Oczywiście, nie mogę powiedzieć, że nie dało się na nią patrzeć. Jest schludnie i kolorowo, bez niepotrzebnych fajerwerków. Pozwoliło to na utrzymanie wymagań sprzętowych gry na naprawdę niskim poziomie. Brak wymyślnych filmików również korzystnie wpłynął na ilość danych, które trzeba ściągnąć z internetu (o czym szerzej za chwilę).

Oczywiście jak przystało na komercyjną grę AD 2005, wszystkie dialogi Bone są mówione. Jakość nagrań jest dobra, kwestie wypowiadane są wyraźnie i nie ma problemów ze zrozumieniem co dana postać mówi. Przygodówkowych purystów ucieszy zapewnie fakt, że interfejs to klasyczne point'n'click. Co więcej, chociaż w grze występują (naprawdę banalne) elementy zręcznościowe, to można je po prostu ominąć (tzn. w mojej wersji, jeszcze tego zrobić nie można było, ale wprowadzono to w patchu).

Na zakończenie wypada poruszyć dwie istotne sprawy. Przede wszystkim miałem okropne kłopoty z zarejestrowaniem gry. Na chwilę obecną najprawdopodobniej już działa to lepiej, ale co się nakląłem i napisałem do supportu, to moje. Po drugie i może najważniejsze, gra jest potwornie krótka. Bone kończy się w jedno, góra dwa posiedzenia. Kiedyś nawet dema bywały dłuższe.

Pozostaje najważniejsze, czyli podsumowanie. Nie powiem, żebym źle bawił się przy Bone. Jednak te 3-4 godziny, które spędziłem przy grze, to zdecydowanie za krótko za prawie 80 złotych, które zapłaciłem. Przykro mi to mówić, ale jeżeli Telltale nie wyciągnie wniosków z narzekań graczy dotyczących stosunku ceny do długości gry, nie wróżę im długiej kariery. A szkoda, bo zamierzają wydać też nowe gry z Samem i Maxem, również w odcinkach.

Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.