Mini recenzje - Bone: Wygnaniec z Kosteczkowa
Bone: Wygnaniec z Kosteczkowa - mini recenzja
 Aegnor, 2007
       [zobacz jak oceniamy gry]

Do pierwszej odsłony przygód trójki sympatycznych stworków podchodziłem z dużą rezerwą. Epizodyczna forma wydawania gier, w szczególności przygodowych, zupełnie mi nie odpowiada. Mimo to chwil spędzonych z Bone (choć krótkich) nie uważam za stracone. Prosta ale urokliwa grafika, przyjemna oprawa muzyczna, ujmujący, nietuzinkowi bohaterowie, dużo przedniego humoru (dialogi!) i ciekawych pomysłów oraz magiczna aura dziecięcych lat sprawiły, że bardzo ciepło mi się zrobiło na sercu. Trzy rzeczy uprzykrzają jednak odbiór gry - forma dystrybucji, bariera językowa (w przypadku najmłodszych) oraz skandalicznie krótki czas potrzebny do jej ukończenia.



Bone: Wygnaniec z Kosteczkowa - mini recenzja #2
 Virgo, 2007
      

Pierwszy epizod Bone nie należy z pewnością do najdłuższych i najtrudniejszych gier, w jakie miałem przyjemność zagrać. Jednak trudno odmówić mu tego specjalnego rodzaju uroku, który z gier przeciętnych czyni wciągające historie. A pierwsza część historii powrotu trzech kuzynów do domu ma w sobie tą magię, która nie pozwala się oderwać od monitora. Spory w tym udział mają z pewnością główni bohaterowie - naprawdę w grach chyba trudno o postacie z tak zróżnicowanymi charakterami (a przy okazji o potwierdzenie tezy, iż z rodziną najlepiej wychodzi się tylko na fotografii). Cieszy też, że pomimo zawarcia w grze elementów typowo zręcznościowych graczowi pozwolono na decyzje czy chce sam je ukończyć czy też ma zrobić to za niego komputer. Graficznie Out from Boneville cieszy oko, a muzyka przyjemnie sączy się z głośników.



Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.