Recenzja - Podróż na Księżyc
Podróż na Księżyc - recenzja
Davero, 13 lutego 2007
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ atmosfera fantastycznego świata
+ klimat świata techniki opartej na mechanice
+ zróżnicowane, wymagające zagadki
+ możliwość radzenia sobie z zadaniami na różne sposoby
Wady:
- brak prawdziwie interesującej fabuły
- kiepska zagadka czasowa na początku gry
Krótko:
Klimatyczna opowieść ze świata wczesnej science-fiction, w trakcie której rozmaicie i ciekawie można połamać sobie głowę. Bo jest nad czym.

Sięgając po przygodówkę nową - wydaną, powiedzmy, w ciągu ostatnich czterech, pięciu lat - nie spodziewam się zbyt wiele. Nie, nie zakładam, że gra będzie zła, ale przyjmuję zwykle, że będzie co najwyżej umiarkowanie dobra. Najlepsze gry przygodowe, w które grałem pochodzą wszak z zeszłego wieku. Mityczny czas początku, złota era... Nie inaczej było z Podróżą na Księżyc (Voyage: Journey to the Moon). Na początku. Króciutki filmik wprowadzający pokazuje, jak budzimy się w ciasnej kosmicznej kapsule, lecącej w kierunku księżyca. Odgadując, co przytrafiło się dwóm pozostałym pasażerom wehikułu którym podróżujemy, odkrywamy, co doprowadziło do tego, że jesteśmy właśnie tu. A była to, jak zwykle, ludzka ciekawość, przyprawiona potrzebą rywalizacji. W ostateczności Michel Ardan, nasze alter ego w grze, jako jedyny przedstawiciel gatunku homo sapiens, stawia stopę na Księżycu. Dusza naukowca zyskuje szybko interesującą pożywkę, bo satelita Ziemi okazuje się niepozbawiony oznak życia. Kwestia, jak bardzo rozwiniętego? Tyle do odkrycia, tyle do zbadania...

Tak, że atmosfera początkowo podobna jest niemalże Mystom, gdzie oś zabawy stanowi samotna eksploracja nieznanego świata. Otoczenie jest fantastyczne, nieznane, niezrozumiałe. Na początku można poczuć się zagubionym - o co chodzi? Ale chodzi właśnie o to. Jeśli świat fantastyczny ma być prawdziwie fantastyczny, dla gościa z zewnątrz, dla obcego musi być, przy pierwszym zetknięciu, niezrozumiały. Voyage nie przekracza przy tym granicy, poza którą ta niezrozumiałość czyniłaby rozgrywkę uciążliwą miast przyjemną. Po poświęceniu nieco czasu na zapoznanie się z okolicą, wypróbowaniu rozmaitych możliwości związanych z posiadanym ekwipunkiem, każdy wpaść powinien na to, w którym kierunku podążyć. W ogóle w Podróży na Księżyc naprawdę udanie zaplanowano system wskazówek dla gracza. Niektóre są zapisywane w notatniku, do którego nie trzeba przecież zaglądać. Jeśli ktoś chce może sam np. pogłowić się, na podstawie odnalezionych znaków, nad cechami księżycowego systemu liczbowego. Część pomocy jest dostępna od ręki z innych źródeł. Gracz może z nich skorzystać jeśli zechce, wystarczy tylko, że "zarobi" na tę możliwość, dzięki prostym, choć pożerającym nieco czasu czynnościom. Krótko mówiąc - wymyśl rozwiązanie, albo zapracuj sobie na nie. Ewentualnie poczekaj. Czasem bowiem wraz z rozwojem fabuły otrzymujemy dodatkowe wskazówki, ułatwiające rozwiązanie zagadek, już od jakiegoś czasu dostępnych dla gracza. Niektórzy rozwiążą je już do tej pory z pomocą własnej inwencji, inni skorzystają ze wskazówki i tak uzyskując co trzeba kiedy trzeba.

A dodać do tego należałoby, że potrzebne przedmioty często występują w dwóch egzemplarzach - łatwiej i trudniej dostępnym. Także zadaniom można czasem sprostać na różne sposoby. Dla przykładu można odgadnąć szyfr prowadzący do zamkniętego pomieszczenia odczytując inskrypcję i stosując się do niej, by dotrzeć do ukrytej wskazówki, albo będąc spostrzegawczym i pomysłowym, odnaleźć ją gdzie indziej. Zagadki są urozmaicone. Niektóre wiążą się z koniecznością odpowiedniego użycia przedmiotów z ekwipunku i to niekiedy w sposób naprawdę ciekawy (bynajmniej nie ograniczając się do używania klucza na zamku). Naprawdę trzeba wykazać się inwencją. Niestety operacje na posiadanych przedmiotach ograniczają się tym razem do możliwości ich łączenia. Rozłączać i kombinować na inne sposoby w Voyage, inaczej niż miało to miejsce w Powrocie na Tajemniczą Wyspę, się ich nie da. W trakcie gry przyjdzie się także spotkać z zadaniami logicznymi, zagadkami słownymi czy nawet dźwiękowymi. Przy kilku trzeba będzie się też wykazać pewną zręcznością ze względu na konieczność wykonania określonych czynności w ograniczonym czasie. Wiedząc co robić, nikt jednak nie powinien mieć problemów ze zdążeniem. Poza jednym wypadkiem, zaraz na samym początku gry, kiedy Ardan zamknięty w kapsule lecącej na Księżyc musi uzupełnić zapas tlenu. Zanim gracz zdąży przeglądnąć wszystkie przedmioty, do których właśnie uzyskał dostęp, zapoznać się z ich opisami i zastanowić chwilę, co zrobić, dzielny naukowiec kilka razy zdąży zginąć. Tutaj twórcy trochę pokpili sprawę.

W ostateczności więc zagadki ocenić można jako wymagające, zwłaszcza jeśli podejść do nich unikając wszelkich możliwych podpowiedzi i pomocy. Jest ich naprawdę sporo, rozmaitych, możliwych do rozwiązania na różne sposoby. Jest też kilka, którym w ogóle nie trzeba sprostać, a jedynie można, celując w zdobycie możliwie największej liczby punktów "księżycowej inteligencji", którą gra podaje nam od pewnego momentu w rogu ekranu. Są podstawy, by czuć się usatysfakcjonowanym. Wreszcie przygodówka do myślenia!

Smaku grze dodaje atmosfera. Już mówiłem, że księżycowy świat wygląda naprawdę fantastycznie. Zwłaszcza na początku można poczuć się odkrywcą, eksploratorem. Potem zaczyna dominować klimat bardzo bliski książkom Verne'a, które zresztą były inspiracją dla tej gry - klimat wczesnej literatury science-fiction. Nazwałbym go klimatem racjonalizmu i naukowości specyficznych dla przełomu wieków XIX i XX, kiedy już wydawało się, że technika przyniesie rozwiązania jeśli nie wszelkich, to zdecydowanej większości bolączek trapiących ludzkość. A Ardan mówi: czemu bać się śmierci, przecież to tylko kolejna podróż! Przy czym jeśli jesteśmy już przy technice, nie należy myśleć bynajmniej o tej współczesnej, opartej na elektronice, ale tej, dziś już nieco zapomnianej, wspierającej się na mechanice. Z takim właśnie światem przyjdzie nam się spotkać w Voyage. Ja czułem się przyjemnie mogąc zanurzyć się w podobnej, nieczęstej w grach, atmosferze. Muszę jednak przyznać, że opowieści z tego nurtu nigdy nazbyt mnie nie porywały. Tak i historia z Podróży na Księżyc do pasjonujących, moim zdaniem, nie należy. Bardziej chodzi w niej o atmosferę i zagadki właśnie niż o historię. Choć oczywiście linia fabularna związana z chęcią powrotu na Ziemię, wyraźnie prowadzi gracza w jego poczynaniach.

Od strony technicznej też należą się Voyage pochwały. Wyobrażenia, tak księżycowych form życia, jak i napotykanych mechanizmów przedstawione są ciekawe, prezentując się zupełnie dobrze (choć oczywiście miłośnicy superhipermegashaderów będą narzekać; na zdrowie). Otoczenie obserwujemy oczywiście oczami prowadzonego bohatera, poruszając się skokowo od węzła do węzła, w każdym jednak punkcie postoju mogąc swobodnie rozglądać się tak w poziomie, jak i w pionie. Kto miał do czynienia z jakąkolwiek grą Kheops, poczuje się jak w domu, bo i sposób poruszania się i ekwipunek i menu zorganizowane są bardzo podobnie. Można by więc zarzucić Voyage wtórność, powtarzanie Powrotu na Tajemniczą Wyspę, ale nie wydaje mi się to uzasadnione. W końcu, dla przykładu, na enginie SCUMM zrobiono parę ładnych gier, formalnie różniących się od siebie nieznacznie, ale które do dziś uchodzą za jedne z najlepszych w gatunku. Treść jest odmienna i ciekawa - to się liczy.

Oprawa dźwiękowa nie zwróciła mojej uwagi, co musi znaczyć, że muzyka na pewno nie drażni, ani nie przeszkadza, a dźwięki dopasowane są do okoliczności. Podobnie i kinowa lokalizacja gry jakoś szczególnie nie zapadła mi w pamięć. To chyba dobrze, bo niestety tłumaczenia zwykle zwracają u nas na siebie uwagę nie kunsztem wykonania, ale partaniną. Oczywiście nie zastanawiałem się nad nim zanadto, nie wyszukiwałem potknięć, uwagę skupiając na samej grze, ale sądzę, że nie pomylę się bardzo stwierdzając, że spolszczono Voyage przyzwoicie.

Podobnie jak i w poprzedniej produkcji Kheops, tak i w Podróży na Księżyc filmowe wstawki obserwujemy na początku gry (tym razem trzykrotnie) oraz na końcu. Reszta cut-scenek prezentowana jest w formie szkiców, którym towarzyszy dźwiękowy komentarz, ciesząc oko nieco inną jednak kreską niż w Powrocie na Tajemniczą Wyspę. Wspomniany klimat dawności całej Voyage sprawia, że bardzo dobrze wkomponowują się one w całość.

W ostateczności uznaję Podróż na Księżyc za grę udaną. Zaskakująco wręcz udaną. Ciekawą, klimatyczną, wciągającą, wymagającą... Nie wiem dlaczego, ale nawet kilkukrotne podchodzenie do niektórych zagadek nie irytowało mnie w tej grze, a cierpliwości nieraz mi brakuje. Voyage wciąga mimo braku prawdziwie interesującej historii. Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby taką historię miała... Może pięć gwiazdek?

Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.