Recenzja - The Whispered World
The Whispered World - recenzja
Elum, 20 sierpnia 2010
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ klasyczna i nie udziwniona
+ przyjemna fabuła i zagadki
+ piękne, ręcznie narysowane lokacje
+ dwuwymiarowe postacie!
+ Spot!!! :)
Wady:
- brzydkie cutscenki (w porównaniu z resztą gry)
- momentami nieprzyjemnie nudna i naciągana
Krótko:
Tradycyjna, pozbawiona elementów zręcznościowych i innych nowoczesnych wynalazków przygodówka dla dzieci młodszych, dzieci starszych i najstarszych (tych na emeryturze też). Łagodna i wzruszająca.

Prawdopodobnie nie ma wśród fanów gier przygodowych osoby, która do tej pory nie słyszałaby o The Whispered World. W ciągu sześciu lat - od pierwszych informacji i pierwszego dema, aż do premiery, najpierw wersji niemieckiej, później angielskiej, a już za kilka chwil polskiej - gra zdążyła utrwalić się chyba wszystkim. Również graczom, którzy na co dzień gry przygodowe traktują obojętnie, zwracając uwagę jedynie na te bardziej efektowne i popularne. Ale czy The Whispered World na takie zainteresowanie zasługuje? Czy ma do zaoferowania coś więcej niż tylko ładną oprawę?

Bez wątpienia The Whispered World jest przygodówką do bólu klasyczną. Już od pierwszych scen gry, autorzy dają nam do zrozumienia, że nie próbowali za jej pomocą wynaleźć gatunku na nowo, ustalać nowych zasad i zmieniać świata. No, przynajmniej nie tego naszego - rzeczywistego. W świecie The Whispered World dzieją się bowiem rzeczy bardzo złe. Wie o tym najlepiej klaun Sadwick, którego od dłuższego czasu uporczywie nawiedzają koszmarne sny o końcu jego krainy. Sadwick wędruje wraz ze swoją cyrkową rodziną i dobytkiem spakowanym w dwóch cyrkowych wozach, w poszukiwaniu widowni zainteresowanej ich cyrkowymi popisami. Ale nasz bohater źle czuje się w cyrku. Zamiast marnować kolejny dzień na przygotowywania do niebezpiecznego występu, wolałby... robić cokolwiek innego. A przede wszystkim, chciałby zrozumieć swoje sny.

Już w pierwszej lokacji The Whispered World zdrowy rozsądek podpowiada, że pełna wyzwań i niebezpieczeństw wędrówka w nieznane to kwestia najwyżej kilkudziesięciu minut gry. Tego wymaga przyjęta konwencja. Ale nie jest to dobra wiadomość dla Sadwicka - naszego bohatera z przypadku, który w dodatku ma dość specyficzne nastawienie do otaczającej go rzeczywistości. Chodzi przede wszystkim o to, że Sadwick jest chorobliwym pesymistą. To ten typ osobnika, który potrafi narzekać dosłownie na wszystko. Na słoneczną pogodę, na deszczową pogodę i na pogodę w kratkę. Na swój nieszczęsny los, a nawet na szczęśliwy zbieg okoliczności. Gdyby trafił szóstkę w Lotto zapewne wpadłby w rozpacz i nie przestawał płakać przez tydzień. Dlaczego? Spokojnie, znalazłby jakiś powód. I choć ktoś taki z pewnością nie nadaje się na klauna, jako postać w grze przygodowej sprawdza się wyśmienicie. Ma w sobie coś intrygującego. Nie wygląda jakby przed chwilą wygrał casting na modnego bohatera modnej gry komputerowej. Jego wypowiedzi, czasem nawet zabawne (na swój tragikomiczny sposób), innym razem wzruszające ("Dobranoc, mamo"), w ogóle mnie nie irytowały. Szybko przyzwyczaiłem się też do angielskiego głosu Sadwicka krytykowanego przez wielu recenzentów i graczy (znajdzie się również w polskiej, zlokalizowanej kinowo, wersji gry). Choć jest nietypowy i w pierwszej chwili może wydawać się zbyt wyrazisty, do wiecznie smutnego klauna pasuje jak ulał.

Wszystkich postaci mówiących nie jest w The Whispered World zbyt dużo. W przygodówce z akcją osadzoną we współczesnym Paryżu lub Berlinie na pewno by mnie to irytowało, ale magiczne krainy rządzą się nieco innymi prawami. Poza tym Sadwick nie jest przecież tak zupełnie osamotniony. Trudno nie zauważyć pełzającej tuż obok niego oswojonej gąsienicy (nie stonogi!) reagującej na imię Spot. Urocze są relacje między nimi. Mistrzostwo świata to komentarze Sadwicka na temat Spota. Oczywiście nasz gąsienicowaty mówić raczej nie umie (nie licząc wydawania piszcząco-burczących odgłosów). Potrafi za to w sekundę zmienić swój kształt (a nawet ciężar!), co niejednokrotnie przydaje się podczas gry. Już w pierwszych lokacjach The Whispered World w prawym górnym roku ekranu wyłania się zakładka z możliwymi do uzyskania wariantami Spota, dostępnymi w dowolnym momencie. Na początku opcje są dwie, z biegiem czasu gąsienicowaty uzyskuje kolejne zdolności.

Brutalnie rzecz ujmując, Spot traktowany jest jak dodatkowa ikonka interfejsu lub przedmiot w inwentarzu. Oprócz niego do dyspozycji mamy sprawdzoną mutację klasycznego SCUMM'a (wynalezioną na potrzeby Full Throttle, ostatnio widywaną m.in. w grach studia Autumn Moon), która jest prosta, wygodna i nie odwraca uwagi od spraw najważniejszych - tzn. przede wszystkim rozwiązywania zagadek. Ich stopień trudności jest bardzo zróżnicowany. Zadanie z kluczem po drugiej stronie zamka każdy miłośnik przygodówek jest w stanie rozwiązać z zamkniętymi oczami. Pomysł na złapanie muchy wpadł mi do głowy w ułamku sekundy. Łamigłówkę szachową rozwiązywałem wprawdzie nieco dłużej, ale świetnie się przy niej bawiłem. Ale nie przez cały czas było tak sielankowo. Niektóre zagadki The Whispered World potrafią zniszczyć psychicznie. Plusem jest to, że nawet idiotyczne próby łączenia lub używania przedmiotów, z góry skazane na niepowodzenie, nagradzane są zabawnymi komentarzami postaci, co zachęca do eksperymentowania.

Sama eksploracja świata gry to czysta esencja przyjemności. The Whispered World jest jedną z ładniejszych przygodówek ostatnich lat. Co do tego nie ma wątpliwości. W niektórych miejscach bardzo przypomina The Curse of Monkey Island. Z kolei zabawne zwierzątka (zwłaszcza te mniejsze) wyglądają jakby uciekły z filmu "Mój sąsiad Totoro" Hayao Miyazakiego. Niektóre mają futerko, inne kolorowe pióra. Wszystkie są w stu procentach dwuwymiarowe, podobnie jak Sadwick, Spot i cała reszta ferajny. The Whispered World to raj dla graczy uczulonych na trójwymiarowe, bezduszne modele postaci, które opanowały prawie wszystkie współczesne przygodówki. Rozczarowani mogą poczuć się jedynie zwolennicy płynnej animacji.

W produkcję klasycznych przygodówek nie inwestuje się dziś milionów dolarów. Te czasy minęły wraz z ostatnim, sprawnym PeCetowym dyskiem twardym o pojemności 1GB. Autorzy The Whispered World nie mieli więc wyjścia i musieli na czymś oszczędzać. Padło na animację. Gdy wszystko rysuje się ręcznie jest droższa i bardziej czasochłonna. To oczywiste. Każdą klatkę trzeba przecież rysować osobno. A ponieważ nie wypada ograniczać animacji postaci, pozostawia się w grze statyczne, nieruchome lokacje. Przyznaję, że najbardziej w The Whispered World zaskoczyły mnie drzewa z nieruchomymi... opadającymi liśćmi! Magia? Możliwe. Fakt faktem, że takich cudów nie było nawet w surrealistycznej Curse of Enchantia i dziwacznej Fable (tej z 1996 roku). Osobny problem to tzw. cutscenki. Nie zwraca się na to uwagi oglądając intro, ale już podczas filmiku pomiędzy pierwszym a drugim rozdziałem w oczy rzuca się jak bardzo jakość cutscenek odstaje od reszty gry. Niektóre ujęcia są wręcz żenująco słabe. Daleko im do poziomu filmików wspomnianej wcześniej The Curse of Monkey Island. Momentami wyglądają tak, jakby animatorzy nie mieli czasu, żeby je dokończyć. Zdecydowanie wolałbym zamiast nich oglądać po kilka komiksowych slajdów. Byłoby szybciej, taniej, a przede wszystkim ładniej. Na szczęście ubytki w oprawie wizualnej trochę rekompensuje profesjonalnie nagrana ścieżka dźwiękowa, która brzmi równie dobrze od początku do końca, bez przykrych niespodzianek. Jest intrygująca, ale nie nachalna. W sam raz dopasowana do scen rozgrywających się na ekranie.

W sumie więc cutscenki to jedyny poważniejszy problem The Whispered World. Ale to nie brak istotnych wad zrobił na mnie największe wrażenie. Chyba najbardziej podobało mi się w grze to, że nie stara się być przebojowa na siłę. Twórcy mieli swoją wizję klasycznej przygodówki, której nie próbowali za wszelką cenę dopasować do gustu masowego odbiorcy. Dzięki temu jest na swój sposób charakterystyczna, jak wszystkie dobre współczesne gry niezależne. Przy czym niestety na przygodówkę dekady się nie nadaje. Fakt, że udało się jej uniknąć rażących wpadek, takich które łatwo wypunktować w recenzji, to trochę za mało. Zabrakło rozwiązań cechujących przygodówki lepsze i najlepsze. Świat The Whispered World w gruncie rzeczy nie jest wcale taki ciekawy, jak może się to na pierwszy rzut oka wydawać. Rozmieszczenie lokacji chwilami wydaje się trochę przypadkowe (tak jakby najpierw narysowano lokację, a dopiero potem zastanawiano się gdzie ją umiejscowić), niektóre fragmenty gry są zwyczajnie nudne, a o większości postaci szybko się zapomina. Czy miałbym ochotę powiesić sobie plakat z Sadwickiem i Spotem nad łóżkiem? Wolę jednak załogę Insecticide. Albo papugę z Machinarium.

Copyright (c) Przygodoskop. Wszelkie prawa zastrzeżone.