Recenzja - Lost Eden
www.gry-online.pl - wortal rozrywkowy
Lost Eden
Aegnor, 16 października 2006
       [zobacz jak oceniamy gry]

Zalety:
+ znakomita muzyka
+ ciekawy świat
+ charakterystyczni bohaterowie
+ wciąga
Wady:
- wtórność
- proste zagadki
- konieczność ciągłego powtarzania pewnych działań
- gra na jeden wieczór
Krótko:
Diuna przerobiona na czasy prehistoryczne.

Lost Eden miał być dla Cryo Interactive sposobem na zawojowanie rynku przygodówek. Po całkiem udanych Dune i KGB oraz pierwszych eksperymentach z nośnikiem CD (Commander Blood, Dragon Lore), przyszła pora na decydujący cios. Historia o dinozaurach, podana w oszałamiającej jak na tamte czasy oprawie graficznej bardzo dobrze wpasowała się w potrzeby rynku i oczekiwania graczy, szybko osiągając bardzo przyzwoite wyniki sprzedaży. Czy zasłużenie? Ta gra to w zasadzie autoplagiat. Specyficzna mieszanka elementów przygodowych i strategicznych, cele i sposób rozgrywki, główny bohater oraz jego trudne dziedzictwo i nietypowi sprzymierzeńcy - wszystko to już widzieliśmy w Dune. Nawet wygląd bohatera budzi skojarzenia z Harkonnenami. Najwyraźniej jednak umiejętne powielanie sprawdzonych pomysłów nie jest wcale złym rozwiązaniem, bo Lost Eden to całkiem zgrabna i przyjemna gra.

Tym razem przyjdzie nam przenieść się w prehistoryczne czasy i pokierować poczynaniami Adama z Mo, niepokornego dziedzica mocno podupadłego ludzkiego rodu. Rodu, który niegdyś pospołu z dinozaurami budował niebosiężne cytadele. Adam będzie musiał nie tylko odnowić dawne sojusze, zjednać sobie nowych sprzymierzeńców i odnaleźć w sobie siłę oraz determinację szlachetnych przodków, ale i odkryć mroczne karty rodowej spuścizny. A czas ku temu najwyższy, bo ogromna armia Tyranozaurów pod wodzą demonicznego Moorkusa Rexa kieruje się wprost na ostatni bastion ludzi - twierdzę Mo. Fabuła jak widać odkrywcza nie jest, ale ma w sobie niezaprzeczalny czar. Lost Eden bardzo szybko wciąga nas w swój świat i jest to podróż wyjątkowo przyjemna.

Zagadki w grze są bardzo proste i logiczne, więc nawet niezbyt doświadczony gracz powinien większość z nich rozwiązać "z marszu". Nic więc dziwnego, że akcja rozwija się w szaleńczym tempie. Dodatkowo gra jest skandalicznie krótka - przy odrobinie samozapału zabawy starcza na jeden wieczór. Mimo to postęp w grze daje sporo satysfakcji, dzięki czemu Lost Eden to idealna pozycja dla początkujących graczy (niestety, wymagana jest znajomość języka angielskiego). W Lost Eden można wprawdzie zginąć, ale tylko wskutek własnej brawury.

Wszystkich przygodówkowych ortodoksów chciałbym uspokoić - elementy strategii w tej grze są zaledwie symboliczne. Nie ma żadnych cyferek, drzewek rozwoju ani elementów losowych. Budowa i umacnianie kolejnych fortec oraz toczenie walk z najeźdźcami sprowadza się do wykonania kilku typowo przygodówkowych zadań. Niestety, są one w zasadzie identyczne w każdej kolejnej prowincji, zatem do tego elementu gry bardzo szybko wdziera się monotonia. Na szczęście te schematyczne działania są co jakiś czas urozmaicane różnymi nieprzewidzianymi wydarzeniami, dzięki czemu gra zbytnio nie nudzi.

Oprawa graficzna Lost Eden oczywiście mocno się postarzała, ale jeśli znieczulimy się na wielgachne piksele, to jest na co popatrzeć. Tła to trójwymiarowe grafiki, pomiędzy którymi poruszamy się skokowo, klikając na właściwą drogę. Pomiędzy poszczególnymi prowincjami przemieszczamy się z poziomu mapy swiata, przy czym jesteśmy dodatkowo raczeni prerenderowaną animacją pokazującą ten etap podróży. Kiedyś był to największy atut gry, który powodował opad szczęki, ale i dziś wygląda to całkiem strawnie, zgrabnie budując klimat rozgrywki. Postacie z kolei są narysowane ręcznie, ale w sposób bardzo staranny, pomysłowy i charakterystyczny. Jedyne do czego można się przyczepić to skromna i niezbyt płynna animacja podczas rozmowy. Na pochwałę zasługuje jednak nadanie każdej z ras i szczepów wyjątkowego charakteru, dzięki czemu nasza drużyna będzie naprawdę barwną zbieraniną.

Tak, drużyna. Choć to dosyć nietypowe dla przygodówki, w Lost Eden przyjdzie nam poruszać się w asyście drużyny i to całkiem pokaźnej. Oczywiście trzeba będzie ją najpierw skompletować, a jej skład będzie się z biegiem czasu wielokrotnie zmieniał. Towarzysze pomogą nam zdobywać niektóre przedmioty, będą nam tłumaczyć język dinozaurów albo po prostu służyć radą. Ich rola nie jest zbyt wielka, ale na pewno dodają rozgrywce kolorytu i potrafią zdobyć naszą sympatię.

Dzisiaj największe wrażenie robi natomiast znakomita oprawa muzyczna gry. Bez większej przesady można stwierdzić, że to jeden z lepszych soundtracków tamtych czasów. Melodyjne, wpadające w ucho motywy, egzotyczne brzmienia oraz poziom zróżnicowania utworów składają się na niesamowicie nastrojowe i inspirujące muzyczne tło rozgrywki.

Także głosy postaci są dobrane bardzo trafnie i nagrane na niezłym poziomie, a animacja ruchu ust poprawnie zsynchronizowana z wypowiadanymi kwestiami. Jedyne co mnie zdziwiło to głos dinozaurzycy Diny (z gatunku Parasauraulophus), która, mimo całkowicie odmiennego aparatu mowy, posługuje się wykwintną i płynną angielszczyzną, o wiele sprawniej zresztą niż część naszych humanoidalnych towarzyszy. O dziwo, mówiący pterodaktyl nie budził moich zastrzeżeń, co jest dowodem na to jak osobliwymi ścieżkami podążają nasze myślowe stereotypy. Poza wysłuchiwaniem dialogów mamy możliwość dodatkowego wyświetlania napisów, a nawet odtworzenia ostatnich kilkunastu rozmów.

Ogólnie Lost Eden prezentuje się bardzo przyzwoicie, choć ma też istotne wady. Mimo kilku gwałtownych zwrotów akcji, gra tak naprawdę niczym nas nie zaskoczy. Jest bardzo prosta i przewidywalna, a przy tym szalenie krótka (to chyba najkrótsza komercyjna przygodówka w jaką grałem). Warto jednak po nią sięgnąć, szczególnie jeśli stawiamy swoje pierwsze kroki w tym gatunku gier. Lost Eden po prostu ma w sobie to "coś".

Copyright (c) Michał Czajkowski. Wszelkie prawa zastrzeżone.